Kiedy przyjaźń staje się uzależnieniem – „W sieci złudzeń” Joyce Maynard

Kiedy wśród pasma życiowych niepowodzeń pojawiają się nagle zamożni przyjaciele, którzy z otwartymi ramionami akceptują przeszłość, wydaje się, że trafia się dar od losu. Tak przynajmniej myśli Helen, główna bohaterka książki Joyce Maynard „W sieci złudzeń”. Czy aby na pewno, ich pomoc jest tak bezinteresowna? Czy przyjdzie dzień, kiedy będzie trzeba za wszystko zapłacić?

Joyce Maynard stworzyła powieść, która od pierwszych stron intryguje. Poznajemy Helen, która mówi o tym, że uczęszcza na zajęcia AA, o tym, że jest rozwiedziona i straciła prawo do opieki nad synem. Tuż obok przejeżdża samochód, a wewnątrz siedzi Ava, jej przyjaciółka z przeszłości, z którą kobieta nie widziała się całe lata. Wiemy, że stało się coś niedobrego, ale nie wiemy co. Kolejne rozdziały wprowadzają czytelnika w to, w jaki sposób tak prosta kobieta z przeszłością jak Helen, weszła do bogatego i szczęśliwego domu.

Zaskakująca przyjaźń

Helen od zawsze miała pod górkę. Już w dzieciństwie wymyślała niestworzone historie na swój temat, byle nie opowiadać o swojej prawdziwej rodzinie i nie wracać do domu. Jej dorosłość wcale nie wygląda lepiej. Mąż ją zostawił dla innej, nie udało jej się zrobić kariery, a kiedy pod wpływem alkoholu wiezie kilkuletniego syna do szpitala, zatrzymuje ją policja. Helen na lata traci prawo jazdy i prawo do opieki nad Oliem. Nie ma przyjaciół i z nikim nie rozmawia o swoim życiu aż spotyka Avę i Swifta Havillandów. Bogaty dom, szczęśliwe małżeństwo, istna sielanka. Dlaczego zdecydowali się zaprzyjaźnić właśnie z Helen, tą niepozorną kobietą z problemami?

„Bardzo mi było miło, że interesowały ją moje zdjęcia. Ale jeszcze bardziej cieszyła mnie świadomość, że Ava ma ochotę znowu się ze mną spotkać… Odsunęłam od siebie pytanie, czemu ktoś tak niezwykły jak ona miałby się ze mną przyjaźnić. Twierdziła, że coś we mnie widzi – coś, co dostrzegła w twarzy tamtej prostytutki, którą mi pokazała. Może chodziło po prostu o to, że aż się prosiłam o ratunek, a Ava miała w zwyczaju przygarniać zbłąkanych”.

W szponach emocjonalnego uzależnienia

Helen uważa, że Havillandowie to jej przyjaciele, rodzina, której nigdy naprawdę nie miała. Kiedy zaczyna do niej docierać, że poza nimi nie ma nikogo i niczego, że wszystko, co posiada, pochodzi od nich, zaczyna się niepokoić. Całe jej życie jest poukładane według planów pary przyjaciół. Nawet związek. Havillandowie uważają, że poznany przez nią Elliot jest nudny i nie jest dobrym materiałem na związek. Czy w takim razie warto się z nim zadawać? A co z Oliem, który czuje niechęć do matki, za to Swift go przyciąga?

„W sieci złudzeń” to książka, w której potrzeba przynależności i wsparcia stopniowo przechodzi w przyjaźń, później w uzależnienie, a na koniec w manipulację. Czy to może mieć szczęśliwe zakończenie? Od początku lektury wyczuwa się w powietrzu, że coś się stanie, jednak co, tego nie wiemy do samego końca. Możemy obserwować ewolucję poglądów i sposobu myślenia Helen, ale nie domyślamy się, dlaczego oddaliła się od Avy. Lektura jest przyjemna, ale z drugiej strony niepokojąca i intrygująca. Jest jednym z tych tytułów, w które angażujemy się coraz bardziej wraz z rozwojem fabuły, by na ostatnich stronach czuć się jak na rozpędzonej karuzeli. A kiedy Helen zauważy, że toksyczna przyjaźń oznacza spacer po równi pochyłej w dół?


Za książkę do recenzji dziękujemy: