Są listy, których nie można zostawić bez odpowiedzi — „Biuro przesyłek niedoręczonych” Nataszy Sochy

Biuro przesyłek niedoręczonych Natasza Socha„Są listy, których nie można zostawić bez odpowiedzi” – przekonuje się o tym 24-letnia Zuzanna, która zatrudnia się w oddalonym prawie 400 km od rodzinnego domu Biurze Przesyłek Niedoręczonych. Mimo że jej praca polega na katalogowaniu paczek oraz listów i większość ludzi uważa,że jest ona po prostu nudna, Zuzanna odnajduje w niej prawdziwą magię. A wszystko to za sprawą kilkunastu kopert w dwóch kolorach: seledynowym i błękitnym… 

 

Zuzanna szybko odkrywa, że listy te przychodzą do Biura nieprzerwanie od 38 lat (!), a piszą je Tekla i Gaspar. Dlaczego listy od tylu lat nie mogą trafić w ręce adresatów? Tekla i Gaspar z jakiegoś powodu nie mogą się spotkać w umówionym miejscu 24 grudnia, mimo że co rok, mimo niepowodzeń, wciąż próbują , mając nadzieję, że coś się zmieni… Zuza postanawia im pomóc. Ma jednak czas tylko do Wigilii…

Elektroniczna wymiana myśli jest szybka i sprawna, ale nikomu nie bije przy tym serce.  A to czekanie na listonosza… Spóźnia się? A może już był, tylko nikt go nie zauważył? Albo zachorował? Albo po prostu nie miał po co dziś przychodzić… Najpiękniejszy widok to czysta biel koperty łypiąca przez dziurki metalowej skrzynki pocztowej.

Ktoś dzisiaj pisze jeszcze listy? 

 

Powieść ze świątecznym klimatem w tle

Natasza Socha w „Biurze przesyłek niedoręczonych” serwuje czytelnikom wyśmienitą galerię ludzkich charakterów: znajdziemy tutaj niepoprawnych romantyków (Tekla i Gaspar), małego, chorego chłopca, który wysłał list do swojego ulubionego pisarza i wierzy, że ten odpisze. Jest również Mila – zawsze uśmiechnięta koleżanka z pracy, która jako pierwsza postanawia zabawić się w „Mikołaja” i szuka Pisarza, do którego miał dotrzeć list. Mila jest dobrym duchem dla wszystkich postaci – przywiodła mi na myśl elfa, którego jest wszędzie pełno, ale z jego obecności wynika dużo radości. Nie mogło zabraknąć przysłowiowej łyżki dziegciu – jest nią Aneta (szefowa Zuzy i Mili) oraz pan Stanisław (cyniczny sąsiad Zuzanny, pozbawiony „ducha świąt”, ale posiadający cięty język). Co wyniknie z tak wybuchowej mieszanki historii i charakterów? Dużo śmiechu i dużo wzruszeń.

Ku pokrzepieniu serc

Okładka znakomicie koresponduje z treścią książki – w pełni oddaje świąteczny, magiczny klimat opisywanej historii. Niepozorna paczuszka przewiązana biało-czerwonym sznureczkiem, trzymana w dłoniach, na których znajdują się rękawiczki w norweskie wzory, idealnie komponujące się z zimowym czasem. Całość dopełniają urokliwe płatki śniegu, zakrywające całą okładkę – dla mnie cudo. Wracając zaś do treści –  to seria niesamowitych zależności i przypadków. Wszystkie postaci mają ze sobą coś wspólnego…

„Biuro przesyłek niedoręczonych” zawiera w sobie wiele życiowych mądrości, skłaniających do chwil refleksji. Myśli niektórych osób zaprzątną zagadnienia dotyczące rozwoju współczesnej technologii (bardziej pomaga czy szkodzi?) oraz tempa ludzkiego życia. Osoby mające bardziej romantyczne usposobienie zastanowią się dlaczego sztuka pisania listów wymiera… Natasza Socha przypomina, co w życiu jest naprawdę ważne – nie tysiące „galerianych szczęść”, ale druga osoba przy naszym boku…

Warto czasem wierzyć w bajki i wigilijne cuda.

 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu:

pascal