„Gitara i inne demony młodości” Bogusława Chraboty przenosi czytelnika do świata wnękowych, socrealistycznych szaf pachnących naftaliną, butnego tworzenia piosenek na zmieniającą się modłę słynnych rockowych kapel, walki z rzeczywistością za pomocą repertuaru barda Jacka Kaczmarskiego i najważniejszych przyjaźni zawieranych „na zawsze”.

 

Ku pamięci

Lektura będąca żywym zapisem wspomnień – dorobku bądź narratora, bądź autora (nie jest bowiem stricte autobiografią) bardzo szeroką perspektywą spojrzenia przybliża okres PRL-u upływający zarówno w robotniczo-alkoholowym obliczu Nowej Huty, której szarość łagodziły dźwięki pierwszej, największej sentymentalnej miłości: gitary Defil Carioca (jej widmo podążać będą za opowiadającym już na zawsze),  jak i artystycznego Krakowa, miasta oddzielonego od rodzimych stron najgłębszą przepaścią inności. Podwawelski gród tak silnie związany z Tygodnikiem Powszechnym i Piwnicą pod Baranami był idealną wypadową do obcowania z wielkimi, polskimi nazwiskami pisarzy, muzyków oraz – poniekąd z racji studiów prawniczych – polityków. Nieobcy stał się wspominającemu także epizod emigracji politycznej, opowiedzianej nie mniej obrazowo, aniżeli pozostałe okresy. Po co tak szczegółowa, silnie napiętnowana emocjami relacja? – po to, by uczcić pamięć tych, którzy mimo obiecanego bycia „na zawsze” odeszli w różnych czasach i różnych warunkach oraz by samemu zaznaczyć swą obecność indywidualną, bogatą historią.

Gdy tylko przeczytałam notę opisową, byłam przekonana, że mam do czynienia z lekturą zdecydowanie skrojoną pod mój gust – owszem, początek książki istotnie na to wskazywał: zarówno sama treść, jak i piękny, barwny sposób retrospekcji autora. Niestety, w trakcie czytania pojawiło się i nasilało wrażenie, że poetyckość wyrazu tłamsi sam przekaz oraz stanowi nieco ciążącą sztukę samą w sobie.

Autor odczarował PRL, ale też zaczarował go po swojemu. Nowohuckie i krakowskie dojrzewanie narratora oraz jemu podobnych w dobie socjalizmu nie tyle sprowadzało się do życia w specyficznym ustroju, ile do dorastania pod znakiem tytułowej gitary, dozgonnych, idealistycznych relacji, i artystycznych zapędów. Tyle że owe „artystyczne zapędy” sięgnęły również języka i stylu opowieści, spowiły literalnie, opisowo niemalże każdy, wspominany aspekt przeszłości. Czy to dobrze? – ocenę pozostawiam czytelnikom.

 


 

Za książkę do recenzji dziękujemy:wydawnictwo zysk i s-ka