Już 6 grudnia do kin zawita film braci Dardenne traktujący o religijnym fundamentalizmie. „Młody Ahmed” to współczesna opowieść o radykalizacji dopiero  kształtujących się poglądów. Co stanie się, gdy religijne aberracje trafią na podatny grunt?

Ahmed jest młodym nastolatkiem zamieszkującym jeden z europejskich krajów. Do niedawna grał w gry komputerowe, a ściany jego pokoju pokrywały plakaty idoli. Pod wpływem umiejętnie manipulującego przekazem Koranu lokalnego imama, dodatkowo otrzymując od niego wsparcie i uwagę, a wreszcie pełnię indoktrynacji wzorowo zanurza się w otchłań tematyki dżihadu.

Jak kiełkuje terroryzm?

Stopniowo zmienia dotąd znany mu świat. „Ascetyzuje” rzeczywistość. Przestaje nosić krótkie rękawki, odrzuca gry symbolizujące dziecięcą beztroskę, odmawia kontaktu z kobietami nie chcąc nawet podawać ręki nauczycielce. Każdą wolną chwilę wykorzystuje na żarliwą modlitwę i, przede wszystkim, zgłębianie Koranu.

Niebezpieczne schematy

Gdy w związku z szumnym hasłem walki z innowiercami postanawia walczyć z apostatami, trafia do ośrodka dla nieletnich. Wydaje się, że jednostka resocjalizacyjna spełnia swoją funkcję. Pozornie. Młoda pani psycholog odbywa z Ahmedem sztampowe rozmowy, a sztampowi ochroniarze przeprowadzają rutynowe przeszukania niespecjalnie nastawione na znalezienie czegokolwiek będącego odstępstwem od purytańskiej normy „osadzonych”.

Groza banału

Chłopiec bierze udział w zajęciach mających na celu zmianę jego zachowań i przystosowanie do życia w społeczeństwie, dlatego musi zrozumieć błędy i krzywdy, które dokonał. Teoretycznie i powierzchownie system wydaje się spełniać swoją rolę, działać. Jednak z pewnością widz oglądający „Młodego Ahmeda” dostrzega więcej, niż wyspecjalizowani pracownicy ośrodka.

Czy bohater faktycznie przechodzi przemianę porzuciwszy wypaczone nakazy religijne? Jak dalej potoczy się historia omamionego, zaślepionego nadinterpretacjami chłopca?

Jean-Pierre i Luc Dardenne ukazują przerażającą kwestię terroryzmu religijnego, z którym mierzy się współczesny świat. Niewątpliwie świetnie: surowo, bez pobocznych wątków ukazują kaleki system, który zawodzi. Nie drążą jednak wątku, nie udzielają odpowiedzi, co zawiodło bądź kto zawinił. Godnym uwagi jest fakt, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na nurtujące pytania. Ten właśnie defetystyczny fakt wyziera z obrazu belgijskiego duetu.

Co należałoby zmienić? Z tym pytaniem retorycznym, podskórnym brakiem zgody i lękiem „Młody Ahmed” pozostawia widza – obywatela świata, w którym żyje niejeden alegoryczny  tytułowy bohater.


Za możliwość obejrzenia i zrecenzowania filmu dziękujemy: