„Na własne ryzyko” jest książką zupełnie wyjątkową i nieszablonową. Nieprzeciętna świadomość ekonomiczna, społeczna oraz polityczna autora wzbudza wielki respekt. Wiedza, którą Taleb potrząsa czytelnikiem przedstawiona jest w sposób przyswajalny i obrazowy na tyle, że czytający z łatwością odnajduje w treściach siebie oraz własne środowisko.

 

„Niczego nie ma, jeśli nie ryzykujemy własnej skóry”

Bez narażania siebie – co absolutnie nie jest tożsame z brawurą (a z gotowością do ponoszenia konsekwencji) nie rozwijamy się, nie postępuje również społeczeństwo. Do progresu nie przyczyniają się komitety, głosowania oraz konferencje, a jednostki nieposłuszne, oddające się konkretnym sprawom, ryzykanci. Niepokorni prezentują sobą prawdziwą wartość (w opozycji do przytoczonego dla przykładu głosowania – w przypadku zasady jednomyślności należy brać pod uwagę indywidua, które brakiem zgody wpływają na proponowane rozwiązania i całokształt). Ci, którzy nie podejmują ryzyka – co znamienne – własnego, dodatkowo nie będą dążyli do prostoty, bowiem nie jest ona atrakcyjna, ani pożądana.

Tytułowa asymetria w pewnym uproszczeniu sprowadza się do myśli:

„W strategii, która pociąga za sobą ruinę, korzyści nigdy nie zrekompensują kosztów ryzyka katastrofy, (…) ruina oraz inne zmiany stanu rzeczy to kompletnie różne kategorie”.

 

Lektura bogata jest w ogrom odniesień filozoficzno-ekonomicznych, do rzeczywistości, z którą większość nas obcuje na co dzień. Dla przykładu: czy nie jest prawdą, że ludzie zajmujący prominentne stanowiska częściej proponują nam – jako społeczeństwu lub pracownikom niższego stopnia – zmiany, które z definicji odrzucają brak komplikacji, są same w sobie złożone? Czy nie wynika to bardzo często z faktu, iż dana osoba zyska więcej, zostanie bardziej doceniona przez zwierzchników za działanie w myśl takiego, nie innego przeszkolenia, przygotowania i założenia większego (bo nie mniejszego) stopnia trudności?

Idąc dalej, pozostając w wątku zawodowym: czy zauważyliście, że pracownik, zwłaszcza wykwalifikowany, kilkuletni (a w szczególności wieloletni) ma większą wartość dla bieżącego pracodawcy, aniżeli dla rynku?

W myśl innego modelu zaproponowanego przez autora: musząc wybrać między lekarzem, który zaiste wygląda jak uosobienie lekarza: jest elegancki, taktowny, cechuje go klasa, opanowanie i pociąga za sobą pozytywne skojarzenia oscylujące wokół pojęć takich jak „profesjonalizm, doświadczenie oraz autorytet”, a lekarzem w rozchełstanej koszuli, którego wygląd kojarzy się z rzeźnikiem, aniżeli specjalistą, któremu chciałoby się powierzyć swoje zdrowie, w dodatku zachowuje się bezpardonowo nie wzbudzając zaufania, i burząc standardową wizję medyka, warto zwrócić się ku temu drugiemu właśnie. Dlaczego? Dlatego, że nieszablonowy eskulap – przy założeniu pewnej udanej kariery zawodowej musiał wykazywać się profesjonalizmem i przeciwstawiać się niechęci oraz sporej dozie braku zaufania (wynikającej ze schematyczności postrzegania) zapewne przy każdorazowej styczności z pacjentem. Czy wygląd w zderzeniu z kompetencjami nie powinien być zupełnie pominiętą, nieważną kwestią?

„Kiedy rezultaty kształtują się w bezpośredniej relacji z rzeczywistością bez udziału komentatorów, wizerunek ma mniejsze znaczenie, nawet jeśli koreluje z umiejętnościami. Ale wizerunek ma duże znaczenie tam, gdzie istnieje hierarchia i standaryzowana ocena miejsca pracy. Spójrzmy na prezesów korporacji: nie tylko wyglądają, jak należy, ale wyglądają wręcz tak samo. A co gorsza, kiedy ich posłuchać, nawet brzmią tak samo, łącznie ze słownictwem i metaforami”.

 

Poniekąd pozostając luźno w powyższym wątku, w kwestii autorytetów pada piękna, mądra maksyma:

„Pal stare polana. Pij stare wino. Czytaj stare książki. Zachowaj starych przyjaciół”.

                                                                                                              

Lektura całkowicie odrzuca prawomyślność i wskazuje drogę odejścia od myślenia zgodnego „z prądem”, pożądanego, niekoniecznie poddawanego refleksji i rewizji. Taleb swobodnie lawiruje między filozoficznymi systemami starożytnymi, Kantem a pozostałymi wielkimi nazwiskami, nie obawiając się polemiki zarówno z utrwalonymi sentencjami i prawidłami, jak i bieżącymi doktrynami oraz obecnymi szanowanymi myślicielami. Bez wątpienia będę niniejszą książkę pożyczać bliskim osobom, by mogły zapoznać się z jej założeniami. Czy zdecydujemy się rozważyć alternatywne postrzeganie, a co za tym idzie: postępowanie w istocie ułatwiające życie, zależy wyłącznie od nas. Ku pamięci i przestrodze ubezwłasnomyślenia, przed którym niezwykle inteligentnie ostrzega autor:

„Uważaj na osobę, która udziela ci rady, że to, co robisz, jest »dobre dla ciebie«, podczas gdy jest to również dobre dla niej – za to twoje potencjalne straty już jej bezpośrednio nie dotkną”. 

 

 

*Powyższe cytaty pochodzą z prezentowanej pozycji


Za książkę do recenzji dziękujemy:

wydawnictwo zysk i s-ka