fot. Joanna Nicewicz

Niedawno miałam przyjemność recenzować piękną współczesną baśń Adrianny Trzepioty – „Zwilczona”. Dzisiaj chcę bliższej przedstawić Wam autorkę tej powieści, niezwykle otwartą i sympatyczną osobą, dla której bliskość natury i ludowe wierzenia są bardzo ważne. A co z wilczycą, która pojawia się w powieści? Przekonajcie się sami!

Kiedy czytałam Pani biogram na końcu książki, miałam nieodparte wrażenie, że Jaśmina, główna bohaterka „Zwilczonej” ma bardzo wiele wspólnego z Panią: ta sama miejscowość, wykształcenie, jedna córka i jeśli dobrze zauważyłam, kolor oczu. Czy przeniosła Pani na karty powieści własną osobę?

Jaśmina na pewno po trosze składa się ze mnie, jednak jej „przygody” szczególnie sercowe zostały wymyślone na potrzeby fabuły książki. Ja jestem bardziej stała w uczuciachJ Tak samo jak ona uwielbiam Mazury, ludowy folklor, kontakt z naturą. W książce opisałam przede wszystkim miejsca, za którymi tęsknię. Pisarz ma o tyle dobrze, że piórem może choć na chwilę przenieść się do świata, który go intryguje, pociąga. Emocje, które towarzyszą Jaśminie, bunt, miłość, rozchwianie, są uniwersalne chyba dla każdej kobiety. Każdy z nas ma jakieś problemy. Większe, mniejsze, tego się nie uniknie. Trzeba mieć w sobie tyle siły aby się nie poddać i z czasem je rozwiązać.

fot. Joanna Nicewicz
fot. Joanna Nicewicz

Cała książka owiana jest magią, otoczona legendami. Widać doskonałą znajomość kultury ludowej. Czy legendy i miejscowe wierzenia są jednym z Pani zainteresowań?

Oj tak. Uwielbiam czytać teksty źródłowe, bądź słuchać opowieści o wierzeniach ludowych nie tylko mazurskich. W każdej zasłyszanej legendzie zawarta jest szczypta prawdy. Kiedyś ludzie nie umieli pisać, całą swoją wiedzę opierali na tym co widzą lub usłyszą. Legendy ziemi, na której zostaliśmy wychowani ukształtowały również naszą osobowość. Od tego nie da się oddzielić. Bronisław Malinowski badając ludy pierwotne, pisał, że gdyby „czarownik” w wiosce zaprzestał odprawiać swe gusła, to w całej jego społeczności nastąpiłaby zupełna dezorganizacja. To właśnie ON umiał uspokoić ludzi, albo tchnąć w nich ducha, znał odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania na temat życia i śmierci. Legendy, dawniejsze wierzenia również spełniały taką funkcję. Funkcję magiczną słowa. Jest to pewna technika oddziaływania na naszą rzeczywistość.

Podobnie często pojawiają się ciekawe przepisy, które w swojej kuchni stosuje Jaśmina. Są one opisane bardzo szczegółowe, rzec można, że wystarczy dobrać składniki i zabrać książkę do kuchni. Czy na co dzień pojawiają się one również w Pani domu?

Pracuję na całym etacie i bardzo często nie mam czasu albo sił na gotowanie. Jestem w domu dopiero późnym popołudniem. Kiedyś nie lubiłam gotować. Kiedy pojawiła się rodzina musiałam zacząć i niestety robiłam to z wielkim bólem. Aż w końcu pomyślałam, że muszę „coś” zrobić, żeby ta czynność sprawiała mi więcej przyjemności, bo jako matka od gotowania nigdy już nie „ucieknę”. Od pewnego czasu zamykam się w kuchni z moją ulubioną muzyką i słuchając, oraz śpiewając przyrządzam posiłki. W ten sposób również spędzam czas sama ze sobą, a w ciągu dnia bardzo mi tego brakuje. Potrawy, które są w książce są smaczne, szybkie, zajmują mało czasu i ja takie również robię w moim domu. Jak widać zawsze znajdzie się rozwiązanie problemu.

fot. Joanna Nicewicz
fot. Joanna Nicewicz

Dużą uwagę zwróciłam na pojawiające się zioła i to nie tylko w kuchni. Książka pokazuje także ich niestandardowe zastosowanie. Czy ziołolecznictwo jest dla Pani czymś bliskim? Czy słynne stoisko Pani Eli naprawdę można odwiedzić?

Ziołolecznictwo i tzw. medycyna niekonwencjonalna to mój konik. Natura obdarzyła nas bogactwem roślin, warzyw, które mogą nas uzdrowić, oczyścić albo dodać sił. Nie wiemy o tym, no bo skąd? W szkole się tego nie uczy. Im jestem starsza tym coraz bardziej przekonuje się do tego, że większość chorób, które nas spotykają sami na siebie zsyłamy. Jesteśmy wiecznie zestresowani, cały czas gdzieś pędzimy, nie umiemy się relaksować, albo powiedzieć STOP. Te wszystkie emocje kłębią się w środku, kumulując w organach wewnętrznych. W wątrobie odkłada się stres, wrzody żołądka też nie biorą się z powietrza. Wielu nieprzyjemnych schorzeń możemy uniknąć. Duże pole do popisu ma tu też bioenergoterapia, naturoterapia etc. Każdy z nas jest energią. Fale jakie wysyłamy do otoczenia odbiera wszechświat i daje nam informację zwrotną, która jest bardzo często tożsama z tym co myślimy. Człowiek w dużej mierze sam może kontrolować swoje zdrowie, tylko musi wiedzieć jak. Oczywiście ziołami nie da się naprawić złamanej ręki, czy zrobić przeszczep szpiku kostnego. Medycyna konwencjonalna powinna iść w parze z niekonwencjonalną wtedy człowiek byłby w stanie zdziałać cuda.  Na szczęście są lekarze, którzy łączą jedno z drugim.

Stoisko Pani Eli istnieje naprawdęJ Ela jest niesamowitą osobą, która roztacza wokół siebie magiczną aurę, jej herbaty i kawy są wyśmienite. Rzeczywiście w Szczytnie, w supermarkecie Kaufland można zakupić i skosztować jej przysmaków.

fot. Joanna Nicewicz
fot. Joanna Nicewicz

Bardzo interesuje mnie wilk, właściwie wilczyca, która pojawia się w całej powieści. Czy legendy na jej temat stały się inspiracją do napisania książki, a może stanowiła spoiwo, brakujące ogniwo, które połączyło całą fabułę?

Nawiązanie do wilków przyszło jako inspiracja książką Clarissy Pinakoli Estes „Biegnąca z wilkami”. Autorka analizuje archetypy kobiet w baśniach, mitach i legendach. Częstym motywem jest właśnie wilcza wataha. Po tej książce zaczęłam zgłębiać literaturę na ten temat. A że nie był to dobry okres w moim życiu, to aby wyjść z kłopotów obronną ręką zaczęłam utożsamiać się z wilkami. Chciałam być uparta, wolna, mądra, szybka, kochająca, troskliwa i chyba się udało. Wilczyca jest we mnie, jest mną, jest moim wewnętrznym głosem, jest po trosze moją intuicją. Kiedy zaczęłam dorównywać jej w biegu wszystko zaczęło się układać po mojej myśli. Wilczyca pojawiła się wcześniej. Kiedy postanowiłam napisać książkę od razu wiedziałam, że to ona będzie spoiwem. Brakowało tylko bohaterów.

W książce poznajemy, w jaki sposób Jaśmina podążą w kierunku realizacji marzeń, a jak wyglądały Pani pierwsze kroki w kierunku pisarstwa? Małymi kroczkami prosto do celu, pełne wzlotów i upadków, czy spontaniczne decyzje i wielkie wygrane?

Zdecydowanie małymi kroczkami. Książka była już napisana w 2013r. Wydawcy szukałam dwa lata i cały czas dostawałam negatywne odpowiedzi. Kiedy już pojawiło się zielone światło ktoś zaproponował mi, żebym usunęła „wilczycę” z książki , bo przeciętny czytelnik tego motywu nie zrozumie. Miał powstać z tego zwykły romans. Nie zgodziłam się i szukałam dalej. Kolejni Wydawcy mówili, że nie mam nazwiska, nie jestem znana, i na tym się nie zarobi dlatego nawet nie rozpatrzą mojej propozycji. Jak widać po wielu trudnościach udało się. W takich momentach najważniejsze jest wierzyć w to co się robi i musi się udać. Jeżeli ja – jako autor nie uwierzę w swoją twórczość w jej wartość, to kto inny w to uwierzy?

fot. Joanna Nicewicz
fot. Joanna Nicewicz

W „Zwilczonej” opowiadała Pani o rodzinnych stronach i mieszkających tam wilkach. Czy zdarzyło się Pani spotkać wilka w lesie? Zapuszczały się w okolicę domostw?

Wilki strasznie boją się ludzi. Nie podchodzą do domów. Od znajomego leśniczego wiem, że na Mazurach żyją 24 watahy, a z roku na rok zwierząt przybywa. Marzę o tym, żeby któregoś dnia zobaczyć prawdziwego wilka, ale nie jest to łatwe. One mają niesamowity węch ,słuch wyczuwają intruza od razu. To właśnie człowiek jest dla nich zagrożeniem, nie na odwrót. Ale mam pewien plan, którego na chwilę obecną nie zdradzę J i być może w tym roku uda mi się przez dłuższy czas obserwować wilczą rodzinę.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Ponieważ lektura „Zwilczonej” była dla mnie niezwykle przyjemna, zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Jednocześnie możecie zapoznać się z moją recenzją.


Adrianna Trzepiota – Urodziłam się i wychowałam w malowniczym mazurskim miasteczku Szczytnie. Studiowałam filologię polską na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, oraz Uniwersytecie Warszawskim. Jestem również miłośniczką Podlasia, oraz niekonwencjonalnych metod uzdrawiania duszy i ciała. Szczęśliwa mama i żona. Od kilku lat pracuję i mieszkam w Warszawie. Z zamiłowania kociara.