7415108.3Tytuł filmu „Dziewczyna z tatuażem” brzmi drapieżnie i obiecująco, tym bardziej, że jest to adaptacja książkowego bestselleru „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” Stieg’a Larsson’a. Fani dobrych kryminałów oraz sagi „Millennium” będą zachwyceni.

Jak fair ocenić filmową adaptację książki?

Zwłaszcza w sytuacji, kiedy już jedna adaptacja filmowa istnieje! Nie sposób napisać pełną recenzję filmu „Dziewczyna z tatuażem” (tyt. oryg. „The Girl with the Dragon Tattoo”, premiera – 12 grudnia 2011 w Londynie) w reżyserii Davida Finchera, bez odniesień i porównań do książki, na podstawie której został on nakręcony („Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” Stieg’a Larsson’a). Trudno też zignorować fakt wcześniejszej szwedzkiej adaptacji filmowej o takim samym tytule, jak bestseller’owa powieść z roku 2009. Osobiście nie przepadam za tego rodzaju zestawieniami i wolę traktować każde z tych dzieł jako osobną wartość artystyczną. Nie istnieje sprawdzony i uniwersalny sposób na sprawiedliwe porównanie zadrukowanego papieru, potrafiącego rozdmuchać ludzką wyobraźnię z audio-wizualnym cudem techniki na dużym ekranie. Filmy i powieści rządzą się zupełnie innymi prawami – książka uwiedzie czytelnika zgrabnie skonstruowanymi frazesami, a film odzwierciedla wyobrażenie reżysera (a nie pisarza) o jej treści – stąd wniosek o dwóch różnych perspektywach postrzegania i niesprawiedliwym założeniu, że film powinien wiernie odzwierciedlać fabułę powieści. Konfrontacja dwóch adaptacji filmowych jednej i tej samej książki zawsze będzie niesprawiedliwa dla jednej bądź drugiej – zależy od tego, kto ocenia. Jaki jest więc wspólny mianownik decydujący o atrakcyjności thrillera bez względu na to czy jest to powieść czy film? Wartka akcja, dobrze uknuta fabuła z mocną puentą oraz zakończenie bez typowego happy endu. Jako osoba, która książki nie czytała i nie oglądała szwedzkiego filmu, jestem w dość komfortowej pozycji wyjściowej do napisania recenzji produkcji Finchera, jako odrębnej kreacji, nie zmąconej cudzymi wizjami, pozytywną bądź negatywną krytyką i postaram się znaleźć ów wspomniany wcześniej mianownik.

James Bond i dziewczyna z tatuażem.

Już sama obsada filmu wygląda zachęcająco – Daniel Craig obsadzony w jednej z głównych ról, jako dziennikarz śledczy – Mikael Blomkvist, znany nam od lat, jako Agent 007? To niczym obietnica dużej dawki adrenaliny. Natomiast tytułową dziewczynę z tatuażem gra, dotąd nieznana szerszej publiczności Rooney Mara, którą fani horrorów mogą kojarzyć z „Koszmaru z ulicy Wiązów”. W kreacji Davida Finchera, jako Lisbeth Salander jest introwertyczką z dość cudacznym i przyciągającym wyglądem – na pewno nie da się zapomnieć tej postaci.

Fabuła także prezentuje się intrygująco, nawet dla bardziej wybrednych fanów thrillerów. Znany dziennikarz Blomkvist zostaje skazany na 3 miesiące pozbawienia wolności za zniesławienie szwedzkiego biznesmena Hansa-Erika Wennerströma na łamach swojego magazynu „Millennium”, w którym jest redaktorem (oraz wspólnikiem do spółki z pewną atrakcyjną blondynką). Kiedy robi się o tym głośno w mediach i nasz bohater myśli, że jego kariera jest skończona, dostaje on nietypową ofertę od Henrika Vangera, który jest właścicielem koncernu przemysłowego. Sprawa jest na tyle intrygująca, że Mikael, podczas swojego przymusowego urlopu podejmuje się rozwikłać tajemnicę zaginięcia bratanicy Vangera – Harriet, która w 1966r. znika bez śladu podczas dorocznej parady z okazji Dnia Dziecka. W ten sposób Blomkvist udaje się do miejsca zamieszkania Vagnera, gdzie poznaje resztę członków tej nietypowej familii oraz zatapia się w ich mroczne, rodzinne sekrety nawarstwione od pokoleń…

Całą sprawę podgląda tytułowa bohaterka – 24-letnia hakerka i researcherka pracującą dla firmy Milton Security. Tam właśnie udał się adwokat Vagnera, aby zlecić reaserch na temat Blomkvist – zlecenie to otrzymała właśnie Lisbeth Salander. Oboje z Mikaelem poznają się w momencie, kiedy dziennikarz potrzebuje researchera, aby odnaleźć kolejne fakty mające pomóc rozwiązać sprawę. Od adwokata Vagnera, dowiaduje się o Lisabeth, z którą natychmiast nawiązuje współpracę. Podczas wspólnych wysiłków by wyjaśnić zaginięcie Harriet, wpadają na trop seryjnych morderstw, który prowadzi ich do bardzo niebezpiecznej historii rodziny Vagnerów…

Pokonana przez żelazną damę.

Nie sposób pominąć w tym filmie talentu aktorskiego Rooney Mara’y. Poznaliśmy ją w produkcji „The Social Network” (2010), w której miała świetną rolę. Za swoją kreację Lisbeth Salander Mara zdobyła aż 7 nagród, a do kolejnych 12-tu była nominowana. O tę rolę ubiegały się takie wybitne aktorki, jak chociażby Natalie Portman, znaną ze swojego oddania granej przez siebie postaci, Scarlet Johanson, czy Jennifer Lawerence. Podczas przesłuchań Mara odegrała scenę gwałtu na głównej bohaterce i bezapelacyjnie wygrała. Talentu Craig’a David’a nie ma potrzeby podkreślać – grał oczywiście wyśmienicie i doskonale zgrał się ze swoją partnerką, jednak to właśnie Rooney przysłoniła wszystkich swoją precyzyjną grą aktorską. Perła „Dziewczyny z tatuażem” zdobyła dwie bardzo istotne nominacje do nagród za swoją rolę: Złote Globy, w kategorii najlepszej aktorki w filmie dramatycznym, a także nominację do Oscara, w kategorii najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Wielka szkoda, że obie nagrody zgarnęła, już zasłużona, Meryl Streep za rolę w „Żelaznej Damie”, która Złotych Globów ma już 7, a Oscarów 3. Całkowicie słusznie okrzyknięto ją najwybitniejszą aktorką wszechczasów, jednak wielka szkoda, że nie doceniono dostatecznie znamienitego talentu Rooney.

Film jako produkcja także otrzymał sporo nominacji, w tym jedną wygrał. I to nie byle jaką, bo statuetkę Oscara za najlepszy montaż otrzymali Angus Wall i Kirk Baxter. Z punktu widzenia montażu filmu, „Dziewczyna z tatuażem” jest zrobiona z polotem i starannością, jednak bez zbędnej przesady, przez co film nabiera wyrazistego kształtu i indywidualnego charakteru, który oko wprawnego widza zauważy i doceni.

Dużym plusem filmu jest to, że sceny przemocy i erotyczne, których w filmie jest sporo, są ukazane w sposób bardzo otwarty i bezpośredni. Nie ma tu miejsca na grę aluzją, w rezultacie której widz musi sobie coś wyobrażać. Sceny gwałtu i przemocy są wulgarne, krzykliwe i dosadne, a sceny miłosne są po prostu dobrą pornografią, która nie jest nachalna i niesmaczna oraz nie zawiera fałszywego romantyzmu. Dzięki temu te momenty w filmie są prawdziwe, a widz wręcz zapomina, iż są tylko efektem gry dwojga dobrych aktorów.

Jak już wspomniałam, o tym czy film kryminalny jest dobry czy nie, decyduje fabuła i dobrze rozegrana akcja. Fabułę i akcję wymyślił oczywiście Larsson pisząc swoją powieść, jednak podanie tego w dostatecznie apetyczny sposób i zmieszczenie się w niecałych 3 godzinach filmu to niezwykle trudna sztuka. Tu jest właśnie pies pogrzebany – jak oddać cały kunszt literaci autora i oddać należny szacunek jego twórczości w adaptacji filmowej, żeby oddać istotę rzeczy, kwintesencję powieści? David Fincher z całą pewnością spełnił się w roli reżysera i ujął to co trzeba – zgrabnie zarysowaną akcję, bez zbędnych dłużyzn, dobrze oddał rozwijającą się znajomość dwójki głównych bohaterów oraz ich indywidualne sylwetki grane przez uzdolnionych aktorów, a całość okrasił scenami erotycznymi i przemocy. Jest wszystko co trzeba, aby thriller stał się kinowym hitem i zapadł widzom w pamięć na długo.

Źródło zdjęcia: FilmWeb.