Kryminały Garda Sveena od początku budziły wśród czytelników wiele emocji. Każdy tytuł intryguje, mrozi krew w żyłach i zaprasza do podążania śladem morderców. Do moich rąk trafiła trzecia już książka z dość nietuzinkowym policjantem, Tommy’m Bergmannem. Sprawa, z jaką musi się zmierzyć w „Roztańczonej krwi” jest jedną z jego najtrudniejszych, jeśli nie najtrudniejszą.

Aby zagłębić się w lekturę, teoretycznie nie jest wymagana znajomość książki „Piekło otwarte”, jednak „Roztańczona krew” ściśle do niej nawiązuje i w zasadzie stanowi jej kontynuację. Kiedy w trakcie czytania przypominałam sobie niektóre szczegóły, było mi łatwiej pewne rzeczy zrozumieć i ze sobą połączyć, a co za tym idzie, książka była bardziej wciągająca.

Kontynuowane śledztwo

Punktem wyjścia jest to, co stanowiło zakończenie „Piekła otwartego”, czyli znalezienie zwęglonych zwłok. Chociaż policja jest zdania, że jest to długo poszukiwany morderca, Tommy Bergmann wierzy, że zabójca dalej żyje i się ukrywa. W dalszym ciągu nie została odnaleziona nastoletnia Amanda. Pomimo niechęci szefa, śledczy postanawia działać na własną rękę, a jego trop prowadzi na Litwę. Kto ma rację, cała szwedzka policja, czy jeden policjant? Czy poszukiwania Bergmanna będą owocne?

Ofiara sekty?

Przed wiekami na Litwie działała sekta, która wierzyła, że jedynie dzięki wyzbyciu się seksualności i okaleczaniu przez odcięcie poszczególnych części ciała, można dostąpić zbawienia. Wszystko wskazuje, że ktoś ma chory plan, w którym dziewczynka spod znaku Barana, ma zostać poświęcona w ofierze, by jej oprawca został wyzwolony i odkupiony. Jeżeli lubicie kryminały, które dotykają okultyzmu i wierzeń, „Roztańczona krew” na pewno Wam się spodoba.

„Był kiedyś taki czas, przed grzechem pierworodnym. I byli ludzie, którzy wiedzieli, jak się do niego cofnąć. Ale ci komuniści, socjaliści, wszystko nam zniszczyli. Jawiło się przede mną dzieło, ale nie dane było mi je pojąć. Nazwijcie to objawieniem. Wiara nigdy nie miała dla mnie znaczenia. Ale po tym wszystkim, co się stało, obudziła się we mnie jakaś bogobojność. Z każdym mijającym dniem to wy bierzecie na siebie odpowiedzialność za to, co musi się stać […] Mogę ją teraz uratować, tylko przeprowadzając zabieg. Tylko w ten sposób ona może dostąpić życia po życiu, jak inni. I tylko tak mogę dostąpić go ja, choć może na nie nie zasługuję”.


Za książkę do recenzji dziękujemy: