Niedawno premierę miała druga książka Brandona Sandersona o nastolatku z przedziwnym talentem, który ucieka przed mrocznymi Bibliotekarzami. Tym razem Alcatraz zejdzie w podziemia… Biblioteki Aleksandryjskiej! Zapraszam do lektury recenzji tytułu „Alcatraz kontra Bibliotekarza. Kości Skryby”.

W pierwszym tomie poznaliśmy Alcatraza Smedry’ego, jego dziadka, kuzynów i wojowniczkę. Po takiej lekturze światopogląd może się zmienić! Wszystko, czego uczymy się w szkole jest bzdurą, a Bibliotekarze chcą, byśmy w do uwierzyli. Właśnie tego dowiedział się Alcatraz zanim nie zaczął się wyścig z czasem i ucieczka przed kimś, o kim do niedawna myślał inaczej. Wszyscy polegają na Alcatrazie, w końcu jest utalentowanym bohaterem, ale czy na pewno? Alcatraz ma talent do… psucia! Czego dotknie, od razu się rozpada. Jak się okazało w poprzednich przygodach, jest to przydatne, a jak jego zdolności sprawdzą się w nowym starciu?

Kurs na Bibliotekę Aleksandryjską!

Po Alcatraza na lotnisko ma przyjechać dziadek (którego talentem jest spóźnianie), by chłopak dotarł do swojej ojczyzny, jednak się nie zjawia. Z lotniska odbiera go znana z poprzedniej części Bastylia i jej matka, a także kuzynka i wuj Alcatraza. Dostali polecenie, aby nastolatka bezpiecznie dowieźć do celu. Jednak ten, za pomocą swoich soczewek okulatora kontaktuje się z dziadkiem i dowiaduje się, że jest on w najbardziej niebezpiecznym miejscu na Ziemi – Bibliotece Aleksandryjskiej. Samolot w kształcie smoka zmienia kurs i rusza do Egiptu, jednak po drodze zostaje zaatakowany i spada. Czy Alcatrazowi uda się dotrzeć do Biblioteki? I czy podejrzenia dziadka, że ojciec wnuka jest wewnątrz, są słuszne?

„Głos uwiązł mi w gardle. Światło pochodziło z płomieni jaśniejących w oczodołach krwistoczerwonej czaszki.

Krzyknąłem i zatoczyłem się w tył, aż plecami uderzyłem o szorstką, zakurzoną ścianę. Ruszyłem wzdłuż niej, potykając się w ciemności, ale moje czoło natrafiło na inną ścianę w kącie. Zapędzony w pułapkę obróciłem się i patrzyłem, jak czaszka się zbliża. Ognie w jej oczach wkrótce oświetliły długą szatę stwora i ręce jak u szkieletu. Całe jego ciało – czaszka, szata, a nawet płomienie – wydawało się lekko przejrzyste”.

Humor, przygoda, tajemnice

Aby nie psuć zabawy z czytania więcej nie zdradzę. Jednak zachęcam do lektury wszystkich, którzy szukają lektury przepełnionej przygodami, niecodziennym poczuciem humoru i zagadkami. Ponieważ jest to tytuł dedykowany głównie młodzieży, książkę czyta się szybko. Napisana jest lekkim językiem, uzupełniona zabawnymi ilustracjami. Podobnie jak w pierwszym tomie, trzeba się skupić, aby wszystko zrozumieć i zapamiętać. A to, czy kodujemy wszystko, o czym pisze autor, sprawdza sam Alcatraz.


Za książkę do recenzji dziękujemy: