W moim domu można mówić o dwóch rodzajach czytania i typach książek. Są te, które czytam ja i są te, które czytamy „rodzinnie” – żona czyta, mąż słucha. Ostatnim tytułem, który czytaliśmy wspólnie była „Wesoła rozwódka” Iwony Czarnowskiej. Nie pamiętam, czy przy jakiejś powieści mieliśmy aż tyle ataków śmiechu. To prawdziwy zastrzyk dobrego humoru!

Od pierwszych stron nie potrafiliśmy przestać się śmiać, a perypetie głównej bohaterki są z jednej strony nierealnie zabawne, z drugiej niezwykle prawdziwe. Temat przewodni – rozwód. No tak, ale co może być zabawnego w rozstaniu dwojga ludzi? A jednak autorka tak skonstruowała swoją powieść, że szara codzienność przestaje być szara. Kim więc jest tytułowa wesoła rozwódka?

Spokojnie – to tylko rozwód

Pierwszoplanowa rola należy do Alicji. Kiedy ją poznajemy jest w trakcie bolesnego rozwodu. Podczas parapetówki w wymarzonym domu jej i męża wkracza Tania. Już po kilku chwilach jest jasne, że to kochanka Pawła, która chce się wprowadzić i jest w ciąży. Alicja ze złamanym sercem, bez pracy i z niewielkim dobytkiem przeprowadza się do należącej do przyjaciółki kawalerki. Czy tak dramatyczne wydarzenia mogą być początkiem czegoś dobrego? Alicja czuje się samotna i zrozpaczona, a kiedy pojawiają się bardziej kreatywne pomysły niż te w akcie desperacji? Wesoła rozwódka jest wspierana przez przyjaciółki i nietypowego współlokatora. Jedno jest pewne, Alicja z rozmachem zacznie nowy rozdział w życiu!

„-[…]A tak w ogóle, to dostaliśmy go od znajomych Grzegorza. Taki żarcik niby. Postawiliśmy go w ogródku, ale nastolatki od sąsiadów ciągle go wywoziły do lasu. Smarkacze okrzyknęli się jakimś durnym Frontem Wyzwolenia Krasnali. Nawet z drewutni go wywlekli. No to schowaliśmy biedaka tutaj. Co mu mają w lesie wiewiórki srać na głowę? […]

No i tak zamieszkała w gipsowym krasnalem w tej Łucjowej kawalerce na jedenastym piętrze. Przez pierwsze kilka dni nic się nie działo. Ale jakiś tydzień po przeprowadzce przebierała się rano, gdy nagle podchwyciła w lustrze spojrzenie rzucone spod czerwonej czapeczki.

Natychmiast zakryła się szlafrokiem i pobiegła z ciuchami do łazienki. Po powrocie zmierzyła odległość, w jakiej krasnal stał od kaloryfera. Wyszła nawet specjalnie do kuchni, a po chwili wróciła i skontrolowała, czy przypadkiem się nie przesunął”.

Ciąg dalszy?

Ze względu na to, że każda jedna strona obfituje w prześmieszne dialogi i poczucie humoru, nie chcę zdradzać na jakie szalone pomysły wpada bohaterka. W każdym razie nasza rodzinna rekomendacja – ten tytuł trzeba przeczytać! To tak skuteczny antydepresant, że u każdego czytelnika wskaźnik optymizmu i dobrego nastroju poszybuje w górę. Ponieważ jest to jedna z najlepszych powieści obyczajowych, jakie czytałam w ostatnim czasie, bardzo się cieszę, że już wkrótce będzie miała premierę kontynuacja losów Alicji w książce „Panna z Monidła”.


Za książkę do recenzji dziękujemy: