Jak bardzo dramatyczne wydarzenia z przeszłości mogą wpłynąć na obecne życie? Czy można się od nich uwolnić? I czy spokojna pani prawnik może mieć coś wspólnego z umięśnionym i wytatuowanym zawodnikiem MMA? Przekonajcie się sami.

Elle James jest prawniczką w niedużej kancelarii, ale praca ta sprawia jej przyjemność i daje satysfakcję. Stara się żyć spokojnie, bez większych emocji, szaleństw i zmian, gdyż to daje jej poczucie bezpieczeństwa. Zbyt wiele emocji może oznaczać utratę kontroli, a jej przeszłość jest doskonałym dowodem na to, co może się stać, gdy człowiek przestanie nad sobą panować. Raz w tygodniu, zawsze w tym samym miejscu i czasie, spotyka się z Williamem, swoim przyjacielem ze studiów, choć nigdy ich układu nie nazwałaby związkiem, a Williama chłopakiem. Nicholas „Nico” Hunter jest znanym i utytułowanym zawodnikiem MMA. Jednak pewien dramatyczny zbieg okoliczności spowodował, że mężczyzna przestał walczyć i już nigdy nie będzie taki sam. Co jednak może łączyć dwie tak skrajne postaci? Nico za pośrednictwem swojego prawnika, którym jest William, trafia do Elle, by ta pomogła mu zerwać kontrakt ze sponsorem, w swojej pracy wykorzystującym dzieci jako tanią siłę roboczą. Oboje od razu wpadają sobie w oko, a Nico za wszelką cenę postanawia poznać bliżej uroczą panią prawnik. Co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami.

To dopiero druga książka Vi Keeland, jaką dane było mi przeczytać, natomiast z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jest ona królową sportowych romansów. Jeśli czytaliście „Gracza”, to wiecie już, czego mniej więcej możecie się spodziewać. Mimo, że jest to namiętny romans i pomiędzy bohaterami często dochodzi do zbliżeń, to u Vi Keeland nie znajdziecie szczegółowo opisanych scen erotycznych. Jest gorąco, namiętnie, ale wszystko to jest ucięte w kulminacyjnym momencie. Znajdziecie tu dużo wyczucia i dobrego smaku. Można odnieść wrażenie, że ta książka jest nieco słabsza niż „Gracz”, jednak wynikać może to z faktu, że „Walka” jest jedną z pierwszych książek autorki, w oryginale wydaną w 2013 roku, natomiast pierwsze wydanie „Gracza” w oryginale to 2016 rok. Trzy lata to bardzo dużo by poprawić swój warsztat, a czytając powieści różnych autorów, w kolejności, w jakiej są wydawane w oryginale, często można zauważyć ich rozwój z książki na książkę.

Biorę go za rękę, prowadzę do swojej szafki w salonie i otwieram ją. W szafce znajdują się dwie półki wypełnione moimi ulubionymi filmami. Nico przechyla głowę, patrzy na tytuły, a potem spogląda na mnie zszokowany, jakbym właśnie pokazała mu trupa, którego trzymam w szafie, a nie zwykłe filmy.

– Lubisz filmy akcji?

– Im więcej scen, gdzie ktoś skacze z samolotu, tym lepiej.

Po przeczytaniu dwóch książek autorki, mam wrażenie, że ma ona pewną charakterystyczną dla siebie cechę. Jej główne postaci męskie, mimo iż są przystojnymi sportowcami, silnymi fizycznie osobami, znanymi szerokiej publiczności, jako ociekający testosteronem podrywacze, w rzeczywistości okazują się być mężczyznami o gołębim sercu dla kobiet, na którym im zależy. Czułymi, troskliwymi, opiekuńczymi będącymi w stanie zrobić wszystko, dla szczęścia swojej wybranki. Nie są stereotypowymi bezmózgimi mięśniakami, wyłącznie sypiącymi kasą na prawo i lewo. Tak było w przypadku Brody’ego Eastona, bohatera „Gracza” i taki właśnie okazuje się być Nico Hunter. Dodatkowo, pod swoją maską, skrywają problemy z przeszłości, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Jestem ciekawa, czy podobny męsli schemat będzie w przypadku bohatera kolejnej powieści z serii MMA Fighter, czyli „Szansy”. Schemat ten na szczęście nie jest nudny, mimo iż może być przewidywalny.

Słucham jej, ale jednocześnie nie potrafię oderwać wzroku od Nica, który właśnie zajmuje się dziećmi. Jest jedną wielką sprzecznością. Miły, delikatny, słodki, zabawny – zupełnie niepodobny do boksera, którego po raz pierwszy widziałam ponad rok temu podczas walki, na której się znalazłam przez przypadek i nawet nie chciałam tam być.

Elle również jest silną, samowystarczalną kobietą, która mimo trudnego dzieciństwa nie poddaje się swojej przeszłości. Owszem, miało ono na nią znaczny wpływ, ma również czasami i teraz, jednak dziewczyna stara się nie wracać do tego, by nie stracić kontroli nad swoim życiem. Jej praca, mimo iż nie jest bardzo prestiżowa, daje jej satysfakcję i stabilność. Ma własne zdanie i lubi postawić na swoim.

Tak, jak i w „Graczu”, tak i w „Walce” autorka przemyca pewne ważne życiowe tematy. Jakie dokładnie, tego niestety Wam nie zdradzę, ą wierzcie mi, że bardzo chciałabym to zrobić. Po prostu ujawniając to, zepsułabym Wam lekturę książki. Vi Keeland ponownie chwyta za serce i zmusza do myślenia.

Historię poznajemy z dwóch perspektyw, widzianą zarówno oczami Elle i Nico. Vi Keeland na zaledwie 340 stronach umieściła 49 rozdziałów oraz epilog. Krótkie rozdziały wprowadzają dynamikę do powieści. Nie ma tu sztucznego przedłużania scen, nużących opisów lub przydługich wewnętrznych monologów bohaterów, wyłącznie zapychających strony. Są konkrety i nawet kilkudniowe przeskoki w czasie, gdy sytuacja tego wymaga.

 W książce Vi Keeland znajdziecie idealnie wyważone połączenie humoru, smutku, dramatycznych chwil, namiętności i szczęścia. Autorka pokazuje, na jakich filarach powinien być budowany związek, na czym powinien on polegać. Być może historia jest nieco przewidywalna, ale jest lekka i jej czytanie sprawia przyjemność, dając poczucie relaksu na czas lektury. To idealny lekki romans, w sam raz na letnie urlopy czy popołudnia na leżaku.

„MMA Fighter. Walka” to dopiero pierwsza część trylogii z zawodnikami mieszanych sztuk walki w roli głównej. Już za kilka dni będziecie mogli poznać kolejną część serii, o tytule „Szansa”.