„W drogę!” – Beth O’Leary

Nie wiem, jak to się dzieje, ale każda kolejna książka Beth O’Leary jest przynajmniej równie dobra co poprzednia, jeśli nie lepsza. „W drogę!” nie stanowi wyjątku od reguły. 

W drogę - Beth O'Leary - okładka - czerwony samochód i para oparta o karoserię
Okładka książki Beth O’Leary „W drogę!”.

Początkowo nie byłam przekonana do najnowszej powieści O’Leary. W porównaniu z „Zamianą” i „Współlokatorami” wypadała blado. Tymczasem okazało się, że pierwsze wrażenie było mylne. „W drogę!” to przezabawny i zaskakujący literacki odpowiednik filmu drogi. 

Beth O’Leary potrafi rozbawić. Perypetie jej bohaterów często są zdumiewające, ale autorka zręcznie balansuje na granicy absurdu. A pod warstwą dowcipu jak zwykle kryje się mądre przesłanie. Na to wszystko możemy liczyć, czytając „W drogę!”.

Wybuchowy trójkąt

– Przyjaźń nie zna gładkiej drogi, tak bym to ujął – mówi do mnie Marcus, manipulując przy pasie bezpieczeństwa.

Pierwszy raz słyszę z jego ust szczere przeprosiny, które na razie sprowadzają się do sześciu frazesów, dwóch przekręconych cytatów literackich i braku kontaktu wzrokowego. Słowo „przepraszam” padło, jednak poprzedzone: „Zawsze kiepsko mi to idzie, ale…”, co trochę nadwątliło szczerość intencji.

Wrzucam wyższy bieg.

– A nie „prawdziwa miłość”? Chyba ona „nie zna gładkiej drogi”. To ze „Snu nocy letniej”, jak mi się zdaje.*

Tymi słowami rozpoczyna się powieść O’Leary; dialogiem pomiędzy Dylanem a jego przyjacielem Marcusem. Nieudana parafraza cytatu z komedii Szekspira może i jest pomyłką, ale z pewnością pomyłką freudowską. Relacja łącząca Dylana z Marcusem jest wyjątkowo specyficzna i chociaż „W drogę!” to przede wszystkim historia miłości Dylana i Addie, przyjaźń dwóch młodych mężczyzn jest nie mniej ważna dla fabuły.

Losy wybuchowego trójkąta Marcus-Dylan-Addie poznajemy z perspektywy dwóch ostatnich postaci. Odsłaniają je oboje, na przemian. Teraźniejszość splata się ze wspomnieniami z czasów, gdy się poznali. Fragmenty przeszłości to puzzle prowadzące do rozwiązania zagadki rozstania zakochanych. Druga płaszczyzna czasowa tworzy okoliczności, w których para ponownie się spotyka, a dawne uczucia odżywają. Czy długa, uciążliwa podróż małym samochodem, w dodatku w towarzystwie nieznośnego Marcusa, brutalnie szczerej Deb i fajtłapy Rodneya, pomoże Addie i Dylanowi odbudować związek? Przekonajcie się sami! 

Tylko do końca rozdziału?

Od książki trudno się oderwać z kilku różnych powodów. Zwariowana historia, nietuzinkowi bohaterowie i pyszne poczucie humoru to jedno. Do tego dochodzi jeszcze sprytny (choć oklepany) zabieg stylistyczny stosowany przez pisarkę chyba w każdej powieści. Otóż Beth O’Leary bardzo lubi kończyć rozdział w najbardziej emocjonującym momencie. Irytujące (zwłaszcza gdy powinno się odłożyć książkę i wrócić do obowiązków!), ale skuteczne.

Jeśli lubicie ciepłe, zabawne i mądre historie o miłości, koniecznie sięgnijcie też po inne książki z serii Mała Czarna. Dla mnie numerem jeden jest Beth O’Leary, ale naprawdę fajnie czyta się również „Co powiesz na spotkanie?” Rachel Winters czy „Listę, która zmieniła moje życie” Olivii Beirne.

* Cytat pochodzi z recenzowanej książki.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:

Wydawnictwo Albatros logo albatros na tle słońca czarno-biała grafika

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close