Dzieci Sendlerowej – Tilar J. Mazzeo [patronat medialny]

dzieci sendlerowejWojenna literatura faktograficzna zazwyczaj oddziałuje na mnie z wielką mocą. Dzieci Sendlerowej Tilar J. Mazzeo to prawdziwy obuch uderzający w umysł i emocje czytelnika.

Czy ktokolwiek nie zna, nie kojarzy osoby i działalności Ireny Sendlerowej? Szczerze wątpię i chcę wątpić. Tilar J. Mazzeo przybliża losy kobiety, która od najmłodszych lat chłonąc ducha bezinteresownego społecznego aktywizmu ze strony ojca i wzrastając w atmosferze akceptacji, równości wśród społeczności żydowskiej niejako została zaprogramowana na bycie społecznicą. Odwaga i pewność siebie szybko dały się zauważyć u młodej Ireny Krzyżanowskiej. Już lata studiów na Uniwersytecie Warszawskim upłynęły pod znakiem restrykcji, a nawet przemocy ze strony niektórych ugrupowań wobec Żydów. Stojąc ramię w ramię z prześladowanymi przeciwstawiała się temu bohaterka. To wówczas nawiązała wieloletnią relację i współpracę z mentorką wielu młodych ludzi  – Heleną Radlińską (pod wpływem której zaczęła pracować zawodowo w ośrodkach pomocy społecznej) oraz przyjaźnie na całe życie. Również, mimo bycia zamężną (nazwisko Sendler przyjęła po mężu), zapałała żarliwym uczuciem do Żyda, Adama Celnikiera, którego życie na wiele lat splotło się z losem Ireny…

„Moralny mrok”

Gdy wybuchła II wojna światowa, Irena miała 29 lat. Dotąd trudniła się szeroko pojętą opieką społeczną. Czy miało się to zmienić? Przeciwnie. Gdy tylko w 1940 roku powstało getto warszawskie, Sendlerowa wraz z grupą „dziewczyn Radlińskiej” na podstawie przepustek zajmowała się najpierw przemytem żywności, następnie leków, szczepionek i drobnych zabawek za mur dzielnicy żydowskiej. W miarę zaostrzania restrykcji i brutalizacji Niemców, grupa konspiracyjna, której stanowiła rdzeń, zaczęła wynosić z getta żydowskie dzieci. W trumnach, pod ubraniami, uśpione…  Po aryjskiej stronie za cenę przeżycia swojego, swych bliskich i ocalanych Żydów, dzieci trafiały do  rodzin przyjaciół, do rozbudowanej sieci mieszkań pogotowia opiekuńczego czy choćby sierocińców. W owych filarach systemu ratowania otrzymywały nowe tożsamości, uczone były modlitw, wpajaną miały niepamięć przeszłości, natomiast te, które miały „zły wygląd” ukrywane były pieczołowiciej.

„Irena zawsze powtarzała, że to one [dzieci] i nieustraszone nastoletnie dziewczęta, które po wycofaniu przepustek sanitarnych przyprowadzały do niej dzieci, wykazywały się prawdziwą odwagą. Motorniczy tramwajów i odźwierni. Młodzi mężczyźni, którzy skakali nad Warszawą na spadochronach i dostarczali pieniądze. Pielęgniarki […]. Zakonnice i rodziny zastępcze w całym mieście, które troszczyły się o małych uciekinierów i ich ukrywały. A przede wszystkim matki i ojcowie, którzy pozwalali im iść. Irena podkreślała, że sama była najmniej istotną częścią delikatnej, lecz zdumiewającej sieci oplatającej wiosną 1943 roku całe miasto, zwykłą członkinią bractwa nieznanych”.

Niezłomność i brawura

Z czasem Gestapo zaczęło interesować się Jolantą – bowiem pod takim pseudonimem operacyjnym działała Sendlerowa. Torturowana i przesłuchiwana na Pawiaku,  oficjalnie zginęła w egzekucji 20 stycznia 1944 za zbrodnię: pomoc Żydom. Skatowana przeżyła dzięki horrendalnej łapówce Żegoty, w której szeregach również pełniła prominentną rolę. Wówczas jednak Niemcy nie znali prawdziwie ogromnej roli, którą odrywała pomagając Żydom. Tego, że skrupulatnie notowała nazwiska ratowanych dzieci, by ocalić ich prawdziwą tożsamość… Niewątpliwie od tego czasu jednak musiała ukrywać się i szczególnie zważać, by nie narazić nie tylko siebie, lecz i najbliższych…

Lektura TIlar J. Mezzeo to ogromnie istotna cegiełka budująca i przywracająca zarówno wizerunek tytułowej bohaterki, jak i rzeczywistości II wojny światowej. W „Dzieciach Sendlerowej” liczne postaci żyją, ulice pulsują, getto, ale i miasto rezonują wrzawą, zgiełkiem, lękiem i emocjami napiętymi jak cięciwa. Jednakże w „Dzieciach Sendlerowej” również poznani bohaterowie niechlubnie giną. Ulice ukazują oblicze cuchnących kanałów, przerażających zaułków i stopniowo obracanych w pył budynków. Nieludzkich odgłosów śmierci i ciszy – martwej lub pozorowanej, by przeżyć.

Za ogromną wartość „Dzieci Sendlerowej”  poczytuję brak ckliwości i patosu. To nie laurka złożona bohaterce. Autorka, co  dodatkowo należy podkreślić, do pracy nad lekturą podeszła ze znakomitym zapleczem wiedzy historycznej i  świetną znajomością niuansów realiów wojennej Warszawy.

„Dzieci Sendlerowej” to także encyklopedia wielkich, wybitnych nazwisk. Janusz Korczak, Marek Edelman, Ludwik Hirszfeld, Jan Żabiński, Jan „Witlod” Karski, Zofia Kossak-Szczucka stanowią jedynie część z nich.

Reasumując, książka Tilar J. Mazzeo stanowi świadectwo mimowolnego bohaterstwa, przede wszystkim zaś człowieczeństwa. Jednocześnie jest przestrogą przed niewypowiedzianym bestialstwem, hekatombą, która zdarzyła się, gdy jeden człowiek (następnie z poklaskiem rozrastającej sięj grupy społeczeństwa) zadecydował o odczłowieczeniu innych, przecież równych sobie ludzi. „Dzieci Sendlerowej” powinny stanowić lekturę obowiązkową. Po prostu.

Kulturantki objęły „Dzieci Sendlerowej” patronatem medialnym. Niebawem będziecie mogli wygrać ezemplarz w naszym konkursie!


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Bez Fikcji

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close