Nie jestem raczej fanką wojen kosmicznych, czy zaciętych walk na orbicie. Dlatego też każdorazowo, kiedy mam w ręce książkę fantastyczną, której akcja rozgrywa się w kosmosie, mam pewne obawy. Kiedy otwarłam tytuł „Daleka droga do małej, gniewnej planety” Becky Chambers, nie bardzo wiedziałam czego spodziewać się po zawartości. Po lekturze mogę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczona.

Owszem, akcja powieści toczy się w kosmosie, owszem są inne gatunki niż ludzie, które żyją w różnych zakątkach galaktyki. Nie brakuje też neologizmów i słownictwa, z którym trzeba się oswoić, do którego trzeba się przyzwyczaić w trakcie czytania. Jednak jest też ciekawie zarysowana fabuła. W zasadzie pomijając miejsce akcji i niektóre fachowe określenia, książka jest bardziej powieścią przygodową.

Załoga „Wędrowca”

Główną bohaterką jest Rosemary Harper, mieszkanka Marsa, która dołącza do załogi statku kosmicznego. „Wędrowiec” lata świetności ma już za sobą, a osoby, które znajdują się na jego pokładzie to cała paleta osobowości. Już na wstępie mamy do czynienia z kilkoma gatunkami istot o różnych upodobaniach, cechach wyglądu i charakteru. Sam statek odpowiada za tzw. wybijanie tuneli w czasoprzestrzeni pomiędzy planetami albo galaktykami.

Rosemary ma być na „Wędrowcu” urzędniczką, ale już od pierwszych rozdziałów widzimy, że nie chodzi tylko o nowe zatrudnienie. Dziewczyna przed czymś uciekła. Nie chce opowiadać o swojej przeszłości, chociaż bardzo szybko można się zorientować, że jej rodzina jest zamożna. Kobieta nie spodziewa się wiele po statku, jednak znajduje na nim schronienie.

„- W porządku, Rosemary, właśnie zakończyłam skanowanie. Przykro mi to mówić, ale masz w organizmie kilka wirusów z indeksu.

– Jakich wirusów?

Z przerażeniem pomyślała o brudnych poręczach i lepkich siedzeniach w porcie kosmicznym. Trzy dzięsięciodnie od opuszczenia Marsa i już złapała jakąś obcą zarazę.

– Och, to nic takiego, co mogłoby mieć wpływ na ciebie, ale nie da sobie z nimi rady nasz nawigator. Zanim zejdziesz ze statku, nasz lekarz będzie musiał uaktualnić twoje imuboty. Na razie będę musiała zaaplikować ci błysk odkażający. Zgadzasz się”?

Pojawiają się nowe możliwości i załoga ma szansę wyruszyć na wyprawę w dalekie zakątki galaktyki. Czasem jest niebezpiecznie, czasem nieco zabawnie. Szybko okazuje się, że nie tylko Rosemary ma swoje tajemnice i nie wszyscy załoganci są ze sobą całkowicie szczerzy… Czy w obliczu sekretów „Wędrowiec” nie będzie za mały?

Książka fantastyczna, czy przygodowa?

Jak wspomniałam na wstępie, „Daleka droga do małej, gniewnej planety” jest świetną książką przygodową. Sporo się w niej dzieje i chociaż wiadomo, że gdzieś tam w tle jest wojna, na pierwszym planie są przygody niesamowicie barwnej załogi. Ze swojej strony mogą zachęcić do lektury nie tylko wielbicieli fantastyki, bo grono czytelników, którym się spodoba będzie szersze, czego jestem przykładem.


Książkę objęłyśmy patronatem medialnym dzięki współpracy z: