cztery-pory_72_net-1Pierwsze skojarzenia jakie przywołuje Afganistan to wojna, terroryzm, uchodźcy… Ale jak wygląda życie w tym miejscu? Jak zmieniają się pory roku? Czym zajmują się mieszkańcy tego pustynnego kraju? Razem z Anną Badkhen zapraszam Was na wyprawę do zapomnianego miejsca, gdzie wszystko dalekie jest od tego, co nas na co dzień otacza.

„Cztery pory roku w afgańskiej wiosce” to niezwykły reportaż ukazujący to, czego nie widać gołym okiem. Czytamy o obserwacjach podróżniczki i o jej uczestnictwie w codziennym życiu. Poznajemy wielu Afgańczyków i ich mentalność. Anna Badkhen opowiada nam o tym, czego gdzie indziej nie znajdziemy.

Dywany na pustyni

Afgańskie kobiety potrafią tkać piękne dywany, które trafiają w różne zakątki świata. Ich praca zajmuje całe dnie i potrzeba wielu miesięcy, by powstał jeden z nich. Po przeliczeniu dzienne wynagrodzenie nie przekracza jednego dolara. Razem z Anną towarzyszymy przy zakupie i targowaniu niezbędnych materiałów, przyglądamy się powstawaniu węzłów, które tworzą przepiękne wzory, a wszystkie krzywizny, czy mikroskopijne wady jedynie odzwierciedlają reakcję na żart, odejście od krosna, śmiech i łzy. Wśród soczystych motywów ukryte są codzienne sprawy wielu afgańskich kobiet, których czas odmierzany jest równą pracą krosna. Biorąc pod uwagę całe otoczenie, ubóstwo, niedostatek, uzależnienia od opium, trudno jest uwierzyć, że w samym sercu pustyni powstają takie dzieła sztuki!

„Amin Baj zachichotał i klepnął się w udo. Do tej pory siedział w milczeniu, pogrążony w rozmyślaniach albo opiatowym śnie. Teraz podniósł maleńkiego Amrullaha ze swojej piersi, delikatnie położył go na dywanie i oświadczył, wciąż się śmiejąc:

– Świat nie jest okrągły. Jest prostokątny! Na jednym końcu znajduje się Pakistan Na drugim są Turkmenistan i Uzbekistan. A tam jest Iran. Świat ma cztery rogi.

Świat jest dywanem.”

Z dala od cywilizacji

Autorka dużo czasu spędza w maleńkiej wiosce – Oke, która jest zapomniana nawet przez Afgańczyków mieszkających w innych regionach. Aby się do niej dostać trzeba przemierzyć pustynię. Tam obserwuje dzieci, kobiety i mężczyzn. Tak poznaje tkającą dywany Saurę, marzącego o innym życiu Amanullaha i najstarszego w wiosce Babę Nazara. Odkrywa kulisy życia, siłę uzależnienia od opium, które podawane jest nawet małym dzieciom. Słucha jak nad wioską przelatują samoloty, słucha radia, w którym co rusz słychać o zamieszkach i ofiarach śmiertelnych. Przygląda się obrzędom ślubnym i zmieniającym się porom roku. Czytając książkę można odnieść wrażenie, że w tym miejscu czas stanął w miejscu. Że Oke jest oddalona o wieki od tego, co widzimy każdego dnia.

Otoczeni przez wojnę

Ale „Cztery pory w afgańskiej wiosce” to nie tylko Oke, to także wyprawy do miast, na granicę. Niebezpieczne podróże i bliskość talibów. Czytając książkę można się wzruszyć, uśmiechnąć, zasmucić i współczuć. Jak w kraju ciągłych wojen i niepokojów zachować spokój i człowieczeństwo? Jak funkcjonować jednocześnie obawiając się o własne jutro? Trudne do wyobrażenia, jednak Afgańczycy potrafią się uśmiechnąć, świętować i oglądać… opery mydlane.

„-Widzisz ten róg? Za rządów talibów powieszono tutaj jednego młodego faceta.

-Widzisz tę świątynię? Zabito tu siedmiu braci. Byli Uzbekami. Uciekali przed talibami w tysiąc dziewięćdziesiątym siódmym roku. Wtedy wszyscy uciekaliśmy.

– Widzisz tę flagę? Jeden brat zabił drugiego brata z powodu ziemi. To już było po upadku rządu talibów. Potem ktoś zabił zabójcę; nie jestem pewien kto. […]”


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy

kobiece

preview-full-czteryporyroku_newsletter2-1https://www.wydawnictwokobiece.pl/produkt/cztery-pory-roku/