Zapewne wśród Was jest wielu fanów twórczości Tolkiena. Mam nadzieję, że nie zlinczujecie mnie za to, że dopiero teraz przekonuję się do fantastyki. Jednak na pierwszy ogień nie wzięłam popularnego „Władcy Pierścieni”. Sięgnęłam po książkę, która mówi o tym, co zdarzyło się wcześniej i jak powstał świat, w którym toczy się akcja kolejnych tytułów tego autora. Czy „Silmarillion” przekonał mnie na tyle, że wezmę do ręki kolejne dzieło Tolkiena?

Na wstępie chcę podkreślić, że ani nie czytałam książek ani nie oglądałam żadnej ich ekranizacji, więc moja wiedza na temat kreowanego świata i bohaterów jest raczkująca i świeża. Nie wiem, jak toczą się dalsze losy hobbitów i słynnego Pierścienia. Ale po swojej lekturze dochodzę do wniosku, że z chęcią się tego dowiem.

„Silmarillion” nie jest typową książką z wartką akcją. Przynajmniej niezupełnie. Przyrównałabym ją raczej do mitów greckich. Widzimy początki świata, obserwujemy jak kolejne istoty pojawiają się na świecie. Książka jest zbiorem krótszych i dłuższych historii, które opowiadają o Dawnych Dniach, a przedstawione w nich wydarzenia dzieją się w epoce, która poprzedza to, co czytelnicy mogą znaleźć we „Władcy Pierścieni”.

Co zawiera wnętrze „Silmarillona”?

W „Silmarillonie” znajdziemy najpierw opowieść kosmologiczną „Muzyka Ainurów”, następnie jesteśmy wprowadzani w „Historię elfów”. Podczas lektury można zauważyć, że pomimo tego, że kolejne opowieści są traktowane odrębnie, nie powinno się ich czytać oddzielnie. Tolkienowi udało się stworzyć książkę, która  wygląda jak zbiór faktów historycznych. Każda strona obfituje w wiele nazw własnych i gdyby przejść na dalsze strony bez czytania wcześniejszych, mogłyby się pojawić problemy z ich zrozumieniem. Nie ma dużo dialogów, co na początku mnie zaskoczyło. Potem doszłam do wniosku, że to celowy zabieg autora, by „Silmarillion” był książką historyczną stworzonego przez niego świata.

Barwne ilustracje

Jak wspomniałam, dla mnie ta książka stanowi  wstęp do „Władcy Pierścieni”. I chociaż momentami musiałam się bardzo skupić na tym, by wszystko zapamiętać, „Silmarillion” zachęcił mnie do dalszej lektury. Ogromną zaletą najnowszego wydania tej książki, jest jej piękna szata graficzna, która zwiera sporo ilustracji Teda Nasmitha. Już sam wygląd zachęca do tego, by otworzyć książkę i zagłębić się w jej treść, co możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.


Za książkę do recenzji dziękujemy: