Przed Wami kolejna niezwykła powieść spod skrzydeł Wydawnictwa NieZwykłego. Poznajcie Marianę Zapatę i „Kulti”.

Dwudziestosiedmioletnia Salome Casillas zawodowo gra w piłkę nożną w amerykańskiej lidze kobiecej. To jej pasja od wczesnych lat dziecięcych, dzielona z ojcem i również zawodowo grającym bratem Erikiem. Jako dziecko, a później także nastolatka, była ogromną fanką niemieckiego piłkarza, gwiazdy światowej piłki, Reinera Kultiego. Jego plakatami obklejone były ściany w jej pokoju, a ona sama planowała wziąć z nim ślub i spłodzić małych superpiłkarzyków. Wraz z dorosłością zniknęły nierealne marzenia, a ona sama zaczęła uprawiać ten sport zawodowo. Obecnie, od kilku sezonów gra w Houston, w drużynie Dudziarek. Niespodziewanie, tuż przed rozpoczęciem kolejnego sezonu piłkarskiego, drużyna dowiaduje się o zmianie trenera pomocniczego. Ma być nim nie kto inny, jak właśnie słynny Reiner Kulti. Problem w tym, że rzeczywistość ani trochę nie pokrywa się z jej wyobrażeniami o idolu. Kulti jest cichy, zamknięty w sobie, nie ma w nim nic z tego pełnego pasji piłkarza, którym był a kiedy już się odezwie to wzbudza w niej mordercze skłonności. To będzie najdłuższy sezon w jej życiu.

Wydawnictwo NieZwykłe przyzwyczaiło nas już do tego, że nie wydaje zwykłych książek. W tym przypadku nie jest inaczej. „Kulti” to powieść, która mnie niesamowicie intrygowała, ale musiała niestety odczekać na półce na swoją kolej. I wiecie, co? Żałuję, że była tam tak długo, bo to naprawdę wspaniała książka. A co w niej jest takiego niezwykłego? Wiele rzeczy. Ale po kolei.

Przede wszystkim, „Kulti” to pierwsza czytana przeze mnie powieść, która ma mocno rozwleczoną fabułę, a której to wyszło na korzyść. A wszystko dzięki temu, że autorka mocno skupiła się na drobiazgowym przedstawieniu wydarzeń z fabuły historii. W tym przypadku chce się, żeby stron było jak najwięcej, a jest ich ponad 540. Może gdyby dołożyć do tego, chociaż ze sto, poczułabym się tym usatysfakcjonowana. Jednak nie mogę tego zagwarantować. Narratorem wydarzeń jest wyłącznie Sal i to właśnie z jej perspektywy poznajemy wszystkie sytuacje. Dzięki temu zabiegowi, nie wiemy, co dzieje się w głowie naszego tytułowego bohatera, czyli Reinera Kultiego, co dodaje całości sporą dawkę tajemniczości. A uwierzcie mi, dzieje się wiele i interesująco.

W życiu trzeba było czasem zaryzykować. Sięgnąć po to, czego się pragnęło, żeby na staroć nie żałować. Czasem wygrywasz, czasem przegrywasz, tak już jest.

 

Kolejny fakt, to pokazanie relacji pomiędzy Sal a Kultim. Poznajemy jej stosunek do eks-piłkarza, z czasów, gdy była jego fanką. Jesteśmy również świadkami rodzenia się trudnej i specyficznej relacji pomiędzy tą dwójką, początkowo wyłącznie pomiędzy trenerem, a jego podopieczną. Relacji opartej na szorstkiej, a czasami i bolesnej przyjaźni. Ale to właśnie przede wszystkim przyjaźń jest tu umieszczona „na świeczniku”. Poza nią, autorka skupia się również na wspaniałej i niezwykłej relacji Sal i jej ojca, a także samej pasji dziewczyny, jaką jest piłka nożna. Poświeceniach dla niej, wyrzeczeniach, chwilach przyjemności oraz wiążących się z nią trudnościach. Zobaczycie tu blaski i cienie tego wspaniałego, ukochanego przez wielu ludzi na świecie, sportu.

W tej książce znajdziecie kilka interesujących lub intrygujących wątków, które przez długi czas nie będą wyjaśnione. Będzie to między innymi kompromitujące wydarzenie z udziałem Sal, które miało miejsce podczas konferencji prasowej drużyny. Cały czas zastanawiałam się, co takiego wywinęła panna Casillas. Bardzo długo nie dowiecie się, co takiego miało wówczas miejsce, jednak, kiedy zostanie to ujawnione, gwarantuję, że będziecie śmiać się do rozpuku. Każdy poruszony w tej książce wątek, znalazł prędzej czy później swoje wyjaśnienie.

Podążaj za głosem serca, nie myśl o tym, co podpowiada ci głowa. Zawsze korzystałaś z okazji. Nie zaczynaj ich teraz przepuszczać.

 

Ilość humoru, umieszczonego na kartach tej powieści, mogłaby zasilić nie jedną żarówkę, a może i coś większego. Czytając „Kulti” będziecie śmiać się od początku do samego końca. W najmniej oczekiwanych momentach. Uważajcie, jeśli będziecie spędzać z nią czas w miejscu publicznym lub w towarzystwie. Parsknięcia śmiechem podczas czytania – gwarantowane. Lektura tej powieści to znakomita rozrywka na smutne, szare, jesienne wieczory, by poprawić sobie samopoczucie w nadchodzące chłodne dni. Nie ma tu mocno dramatycznych wydarzeń, choć będą chwile, gdy wstrzymacie oddech oczekując na wyjaśnienie sytuacji.

W całości znalazłam jeden minus. W powieści możemy dość często znaleźć słowa i zdania wypowiadane w języku hiszpańskim. Niestety nie są one przetłumaczone, czego mi bardzo brakowało. Nie znam tego języka, by je zrozumieć, a jednocześnie nie chciałam tracić czasu na szukanie ich wyjaśnienia w internetowych tłumaczach.

Kulturantki objęły powieść „Kulti” Mariany Zapaty patronatem medialnym, w związku z czym już wkrótce będziecie mogli wziąć udział w konkursie, w którym do wygrania będzie egzemplarz tej książki.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu