STADO_PLAKAT_B1_LK1Małe miasteczko, zamknięta społeczność, sztywne poglądy i piętnowanie tego, który sprzeciwi się ogółowi… właśnie to stanowi tło filmu „Stado” reżyserii Beaty Gårdeler, w którym nastoletnia Jennifer poznaje, co to znaczy, kiedy zaburzy ład i harmonię w miejscowości, w której mieszka.

Pozornie wszystko jest w porządku, pozornie wszyscy są ze sobą zżyci, duża część aktywności toczy się wokół pobliskiego kościoła, ale wszystkie miasteczka mają swoje tajemnice… Już na wstępie poznajemy czternastoletnią Jennifer, która wyznaje, że została zgwałcona przez kolegę z klasy. To, że nikt jej nie wierzy to jedynie wstęp do piekła, jakie czeka ją i jej rodzinę.

Czy gwałt był naprawdę?

Film rozpoczyna wesele i już na nim widać, która z dziewcząt będzie główną bohaterką, wyraźnie można dostrzec smutek na jej twarzy. Niebawem dowiadujemy się dlaczego – została zgwałcona, a przynajmniej tak twierdzi, bo tego tak do końca nie wiemy, mamy jedynie jej słowo. Odkąd odważyła się powiedzieć głośno o swoich przeżyciach, znajomi zaczynają się od niej odwracać, staje się obiektem drwin. Spirala przemocy i nienawiści zaczyna się nakręcać, aż robi się coraz bardziej niebezpiecznie i cierpi na tym rodzina Jennifer.

Jednocześnie obserwujemy przeżycia Jennifer i Alexandra, chłopca, który rzekomo wyrządził jej krzywdę. Oboje wyglądają na zwyczajnych nastolatków, oboje mają na twarzy wyraz smutku i podczas oglądania, nie raz można zastanowić się nad tym, kto mówi prawdę. Widać, że coś między nimi się stało, ale nie możemy być pewni, co. Nie zmienia to faktu, że film nie zdradza nam wyjaśnienia aż do końca.

Kiedy ofiara się nie liczy…

Film jest pozbawiony żywych kolorów i wartkiej akcji, co podkreśla powagę tego, co widzimy na ekranie. Jest smutny, niepokojący i zastanawiający. Jest obrazem stereotypów, ślepej wiary, hermetyczności mniejszych społeczności, ludzkiej brutalności i osamotnienia pokrzywdzonych. Tu nie liczy się dobro ofiary, tu ważne jest zachowanie dotychczasowego ładu. Nie ukrywam, ta szwedzka produkcja jest trudna, jest ambitna, ale jest warta uwagi. Dlaczego? Choćby dlatego, że pokazuje, jak bardzo większość grupy potrafi napiętnować kogoś, kto jest w mniejszości, jaką krzywdę wyrządza człowiek człowiekowi. Ręczę za to, że nawet po końcowych napisach, najdzie Was wiele refleksji na ten temat.

Na koniec zachęcam do obejrzenia polskiego zwiastuna filmu „Stado”, który niebawem wejdzie do polskich kin:


Film został przez nas objęty patronatem medialnym dzięki współpracy z:

vivarto