ewa-1Na łamach naszej strony niedawno publikowałam recenzje kolejnych tomów trylogii „Córka cieni” Ewy Cielesz. Zapraszam do ich lektury i udziału w trwającym obecnie konkursie, w którym książki są do wygrania. Zachęcam także do zapoznania się z rozmową z autorką, która m.in. zdradziła nam kulisy swojej twórczości i opowiada o zamiłowaniu do teatru.

Pierwsze dwa tomy „Córki cieni” były przerwane w ważnych momentach. Czy już wtedy była stworzona kolejna część, czy dopiero po zakończeniu jednej kreowała Pani dalsze losy bohaterów w oparciu o poprzednie wydarzenia?

„Córka cieni” powstawała etapami. Miałam pomysł na pierwszą część i zamiar pisania tylko jednego tomu. Zmieniło się wszystko, gdy się okazało, że na temat Juliany mam dużo więcej do powiedzenia. Wtedy wpadłam na pomysł, że przeprowadzę moją bohaterkę przez kolejne lata, aż do czasów współczesnych. To, co działo się w Polsce było na tyle ciekawe, że warto było uczynić historię tłem dla losów bohaterki. Książki pisałam jedną po drugiej, można powiedzieć spontanicznie, bez konkretnego planu.

Nie da się ukryć, że w Pani książkach historia Polski przeplata się z fabułą.. Czy trudno stworzyć bohaterów do tego, co rzeczywiście miało miejsce?

I trudno, i nie. Nie sprawiało mi żadnych trudności wplatanie losów Juliany w wydarzenia, które naprawdę miały miejsce. Musiałam natomiast bardzo skrupulatnie sprawdzać wszystkie fakty i daty, żeby nie wprowadzić w błąd czytelnika.

Jest Pani z wykształcenia historykiem, czy książkowy Adam jest stworzony trochę na Pani podobieństwo?

Studiowałam na Wydziale Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, a potem ukończyłam Reżyserię na PWST we Wrocławiu. Nie jestem historykiem, tylko pedagogiem i reżyserem amatorskich grup teatralnych. Adam natomiast musiał posiadać wiedzę historyczną, żeby skleić wątki łączące wydarzenia tamtych lat z współczesnością. Lubię poznawać historię na własny użytek. Z Adamem łączy mnie tylko tyle, że jest bohaterem mojej książki.

Pojawiają się również miejscowości, z którymi była lub jest Pani związana. To nie jest przypadkowe, prawda?

Tak, tu nie ma żadnych przypadków. Bieszczadami zauroczona jestem od momentu, gdy po raz pierwszy je zobaczyłam podczas wakacyjnej wyprawy. Od tej pory pozostały w moim sercu. Z Olsztynem, Wrocławiem, Warszawą, Konstancinem jestem związana prywatnie. Większość mojego życia spędziłam we Wrocławiu, teraz mieszkam w urokliwym Konstancinie. Przyznam szczerze, że nie znałam Podlasia, które zawsze mnie intrygowało. Na użytek „Córki cieni” wybrałam się tam na wycieczkę, żeby poznać te rejony.

Pierwszy tom, „Siedem szmacianych dat”, to przede wszystkim pamiętnik Magdaleny. Dość nietypowy pomysł na konstrukcję powieści. Czy zdradzi Pani skąd się wziął?

Bardzo często spotykam się z tym pytaniem i przyznam szczerze, że dla mnie dość trudnym. Pomysł wpadł mi do głowy bez szczególnych przemyśleń. Była to dość wygodna konstrukcja, dzięki której mogłam ukazać jak najwięcej faktów i połączyć przeszłość z teraźniejszością. Współczesny Adam sięgnął po pamiętnik sprzed lat i stał się łącznikiem dwóch ścieżek czasu. Drugim łącznikiem była Juliana, tych wszystkich lat doświadczyła na własnej skórze.

Szeptuchy, duchy, wróżby cyganki… Czy wierzy Pani w magię? Czy były to elementy stworzone na potrzeby powieści?

Może rzeczywiście trochę wierzę? Na pewno użyłam tych postaci i zjawisk dla wprowadzenia tajemniczego i magicznego klimatu mojej książki. Ale przyznać muszę, że czarny kot, przebiegający drogę czy kominiarz zawsze robią na mnie wrażenie. O szeptuchach po raz pierwszy usłyszałam już w trakcie pracy nad książką. Te kobiety są związane z Podlasiem, dlatego trafiły na karty powieści. Cyganie kojarzą mi się z wolnością, kolorowymi wozami, w których niegdyś wiedli życie. Obecnie nie ma już cygańskich taborów, wbrew ludziom, którzy tę wolność ukochali. Chciałam to zaznaczyć. A wróżby zawsze były domeną Cyganek. Duchy zaś były, są i będą tajemnicze. Intryguje mnie ta magia i towarzysząca jej atmosfera. Lubię ciarki na plecach, gdy słyszę o czymś niezwykłym, niewytłumaczalnym.

Uwielbia Pani teatr. Czy może nam Pani opowiedzieć o swojej pasji?

Uwielbiam. I dziękuję za to pytanie. Jest to moja pasja idąca równolegle z pasją pisania. Ramię w ramię. Choć jeszcze niedawno myślałam, że to teatr pochłania większość mojego życia. Ponieważ, jak już wspomniałam, zajmuję się teatrem amatorskim, moim zadaniem jest przede wszystkim wszczepianie miłości do teatru i dzielenie pasji. Oczywiście teatr w tym pojęciu działa bardzo pozytywnie na uczestników grup teatralnych. Wzbogaca niepowtarzalną osobowość, uwrażliwia, rozwija wyobraźnię, kreatywność, otwartość… Dużo można o tym opowiadać, ale najbardziej cieszę się z tego, że my, amatorzy nie musimy się śpieszyć. Możemy rozsmakować się w sztuce, terminy występów na scenie zależne są w większości przypadków od nas, czyli pokazujemy się wtedy, gdy jesteśmy na to gotowi. To pozwala na spokój duchowy i relaks przy pracy, a właściwie zabawie, bo my się teatrem bawimy. Niemniej jednak odnosimy sukcesy, a publiczność chętnie ogląda nasze spektakle. W tej chwili prowadzę pięć grup teatralnych w różnych kategoriach wiekowych: dzieci, młodzież gimnazjalną, licealistów i studentów, aż po dorosłych. Ponieważ mam też uprawnienia do zajęć z profilaktyki i teatroterapii kreatywnej, prowadzę też zajęcia w grupie ludzi niepełnosprawnych, gdzie liczy się bardziej proces tworzenia, niż sam efekt w postaci spektaklu. Scenariusze dla wszystkich grup piszę sama. W tej chwili mam już ich pokaźny zbiór i noszę się z zamiarem wydania drukiem zbioru scenariuszy dla wszystkich grup wiekowych.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Czytelników zachęcam do lektury recenzji wszystkich trzech tomów: „Siedem szmacianych dat”, „Obce matki”, „Burza przed ciszą”.

corka-cieni-tlo