W portfolio Mai Hanisch znajduje się już dziesięć tytułów. W Polsce wydano dopiero jeden z nich – „Tak wiele rzeczy. So many things”. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy.

Tak wiele rzeczy okładka dużo kolorowych obiektów na białym tlePo przeczytaniu, a właściwie obejrzeniu książki Mai Hanisch, z miejsca dołączyłam do grona jej fanów. „Tak wiele rzeczy” to dwujęzyczna polsko-angielska mini encyklopedia pięknie ilustrowana techniką kolażu. Duży format ułatwia podziwianie pomysłowych rysunków. Obrazki są podzielone tematycznie i podpisane.

Na początku poszczególnych sekcji znajdują się krótkie wprowadzenia. Tekst jest napisany prostym językiem. Uczy dziecko poprawnego budowania zdań. Maluchy z zerową znajomością angielskiego mogą poprzestać na polskim wariancie. Angielski przyswoją w kontekście samych obiektów.

Kompaktowy świat

„Tak wiele rzeczy” to życie zamknięte w książce. W przejrzysty sposób pozwala poznać otaczającą nas rzeczywistość. Oczywiście w dużym uproszczeniu, ale dla najmłodszych wystarczającym.

Brzdąc może wybrać się na wieś albo odwiedzić miasto. Podczas wizyty z rodzicami na targu będzie umiał nazwać większość owoców i warzyw. Podpowie dziadkom, co wybrać w supermarkecie. Dowie się, jak angielscy chłopcy mówią na piłkę do krykieta, a amerykańskie dziewczynki na krążek hokejowy. Zdobędzie podstawową wiedzę w najróżniejszych dziedzinach. Wyjątkowe ilustracje sprawią, że nauka stanie się zarówno pożyteczna, jak i przyjemna.

Kolorowe kwiaty ręką Mai Hanisch (Tak wiele rzeczy)
Kto odgadnie, jak Anglicy nazywają naparstnicę? („Tak wiele rzeczy”, autorka: Maya Hanisch)

Literki czy pchełki?

Z mojej strony tylko jedno „ale”. Książka do kieszonkowych nie należy, a tekstu w niej tyle, co kot napłakał. Dlaczego zatem czcionka nie jest większa? Litery przypominają robaczki pełzające po stronach. Wygląda to uroczo, ale nie ułatwia życia małym czytelnikom. Większym zresztą też nie. Nie czepiam się nazw rozdziałów, bo te są wielkości dorodnych słoni. Jednak wstęp do każdej części i podpisy pod obrazkami powinny być zdecydowanie większe.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o narzekanie. „Tak wiele rzeczy” to bardzo udana, zwłaszcza wizualnie, publikacja. Powinna znaleźć się na półkach wszystkich ciekawych świata młodych poliglotów.

Tak wiele rzeczy - kolorowe ptaki spod ręki Mai Hanisch
Jaki ptak kryje się pod nazwą: scarlet flycatcher? („Tak wiele rzeczy”, autorka: Maya Hanisch)
Maya Hanisch - uśmiechnięta blondynka na tle rysunków
Maya Hanisch

Maja Hanisch

Absolwentka School of Fine Arts (SMFA) w Bostonie oraz Universidad Diego Portales w Santiago. Robi prawdziwe cuda w technice kolażu. Warto wejść na stronę Mai: mayahanisch.org i tam obejrzeć jej prace. Artystka nie tylko ilustruje książki dla dzieci. Oprócz tego maluje obrazy i tworzy grafikę użytkową. Z ciekawostek – jest autorką ślicznego muralu w Two Birds w Waszyngtonie. Two Birds to dość nietypowe centrum coworkingowe dla pracujących rodziców. Oferuje jednocześnie miejsce pracy i opiekę nad dzieckiem. Z takiej inicjatywy na pewno ucieszyłoby się wielu polskich coworkerów. Może kiedyś?


Za książkę do recenzji dziękujemy:

Logo Wydawnictwa Nasza Księgarnia