„Ewangelia dzieciństwa” – Lydia Millet

„Ewangelia dzieciństwa” Lydii Millet jest oszałamiająco aktualną powieścią – ostrzeżeniem. Pora uwierzyć w to, że jeśli dalej będziemy lekceważyć zmiany klimatyczne, nasz świat, świat ludzi, odejdzie w zapomnienie. Szybciej niż myślimy. 

Ewangelia dzieciństwa - Lydia Millet - projekt okładki
Okładka książki „Ewangelia dzieciństwa” Lydii Millet.

„Ewangelia dzieciństwa” to trochę taka Apokalipsa św. Jana w uniwersalnej wersji dla wierzących, niewierzących i tych, co nie potrafią się jednoznacznie określić. Bóg staje się metaforą natury, a Jezus nauki. Powieść pokazuje, co się dzieje, gdy człowiek odwraca się od jednego i drugiego.

Klimatyczny armagedon obserwujemy z perspektywy dzieci, bo to one są głównymi bohaterami, a narrację snuje nastoletnia Evie. Razem z bratem Jackiem i kilkorgiem innych dzieciaków spędza wakacje w dużym wynajętym domu nad jeziorem. Teoretycznie znajdują się pod opieką rodziców, ale ci nie zwracają szczególnej uwagi na swoich podopiecznych. Bardziej interesują ich libacje alkoholowe, wciąganie kresek i leniwe rozmowy o niczym. Rodzicielskie obowiązki ograniczają do odcięcia dzieci od smartfonów i innych elektronicznych urządzeń czyli do zamknięcia w analogowym więzieniu, jak określa to David, jeden z chłopców. 

Letnia rutyna zostaje brutalnie przerwana przez niespodziewaną katastrofę klimatyczną. Zmiany pogodowe nie są chwilowe, rosną lawinowo. Z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc przybierają coraz bardziej tragiczne rozmiary. Niszczycielskie burze, susze i upały przetaczają się przez świat. Biegun północny ociepla się, niektóre obszary w Europie zaczynają zamarzać. Szlaki handlowe zanikają, lotniska są zamykane. Zniszczone zbiory destabilizują światowy rynek. Spełniają się ponure prognozy obrońców klimatu, których ostrzeżenia zostały zlekceważone.

Bądźmy odpowiedzialni

Dorośli nagle stają się zupełnie bezbronni, nie wiedzą, co robić, więc dzieci biorą sprawy w swoje ręce. W książce Millet role się odwracają – dzieci są bardziej odpowiedzialne od swoich rodziców. Nie szanują starszych z powodu stylu życia, jaki prowadzą (alkohol, narkotyki, zamknięcie we własnym hermetycznym świecie, denializm), ale przede wszystkim obwiniają ich o katastrofę klimatyczną. Dzieci są tu alegorią pokoleń, które będą się zmagać ze skutkami nadchodzącej apokalipsy klimatycznej. Rodzice to symbol bezmyślności ludzi, którzy doprowadzili do tej sytuacji.

Bo, jak tłumaczy autorka „Ewangelii dzieciństwa” Lydia Millet w wywiadzie opublikowanym na stronie Chicago Review of Books:

Prawdziwi rodzice rozumieją, że przyszłość należy chronić. Nie tylko dla własnych dzieci, ale także dla tych, które pojawią się później.

Wydaje się, że mamy jeszcze czas, ale wcale tak nie jest. Ludzie arogancko wykorzystują zasoby Ziemi. Nie szanują jej, nie obchodzą ich następne pokolenia. Nie wierzą w zbiorową odpowiedzialność, która jest kluczem do rozwoju cywilizacji i zachowania planety w dobrym stanie. W takim, który pozwoli nam żyć na niej jeszcze przez wiele, wiele lat. Inaczej pewnego dnia znikniemy z powierzchni Ziemi, tak jak stało się to z dinozaurami. Kto będzie o nas pamiętał?

Sami jesteśmy sobie winni

A może rację ma Evie:

Ewoluują nowe zwierzęta. Przyjdą tu jakieś inne stworzenia i zamieszkają tak jak my przed nimi. I wszystkie dawne piękne rzeczy nadal będą istniały, niewidzialne, ale obecne w powietrzu. Jak… nie wiem, jak wtedy, kiedy na coś czekasz. Nawet kiedy my już znikniemy. (…) Inne stworzenia to zobaczą, kochanie. Pomyśl o nich. Może mrówki. Drzewa, rośliny. Może kwiaty staną się naszymi oczami. (…) Widzisz, to nazywamy nadzieją.*

Jednak są to tylko słowa mające pocieszyć ciężko chorego braciszka. Słowa, w których lęk miesza się z poezją, a poezja z nadzieją, bo nadzieja umiera ostatnia. Zakończenie przygnębia, ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl: zasłużyliśmy sobie na to…

Minus za okładkę, plus za całą resztę

Jedyna rzecz, która mnie rozczarowała w książce, to polska okładka. Bardziej pasuje do powieści Stephena Kinga niż historii opisanej przez Lydię Millet. Projekt okładki oryginalnego amerykańskiego wydania, wykonany przez Davida Higha, jest dużo ciekawszy i znacznie bardziej atrakcyjny wizualnie. Ale okładka nie jest najważniejsza. Do tego, co się za nią kryje, nie mam żadnych uwag.

„Ewangelia dzieciństwa” ujmuje i głęboko porusza. Absolutny must have w dzisiejszych czasach, i dla młodzieży, i dla dorosłych. Powinna jak najszybciej trafić do kanonu lektur w liceach.

* Cytat pochodzi z książki „Ewangelia dzieciństwa” Lydii Millet w przekładzie Agi Zano.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy:

Logo wydawnictwa Czarna Owca

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close