Jeśli macie ochotę na kolejną rewelacyjną powieść spod pióra Vi Keeland i Penelope Ward, to koniecznie musicie przeczytać „Zbuntowanego dziedzica”. Skradnie Wasze serca.

Piękne lato w Hampton wcale nie musi się dobrze skończyć. Niestety, Gia nie wiedziała, jakie skutki będzie miała jej uprzejmość wobec przyjaciółki. To właśnie tej nocy poznała wytatuowanego faceta z trzydniowym zarostem na twarzy. Miał cudowne, wysportowane ciało i nieprzyzwoicie intensywne spojrzenie. Rush nie pasował do wymuskanych gogusiów, którzy przychodzili do tego lokalu. Był twardzielem bez skrupułów, w dodatku cholernie bogatym. Do takich mężczyzn nie wolno się zbliżać, a już na pewno się w nich zakochiwać.

Gia jednak nie uciekła gdzie pieprz rośnie. Została w barze. Szybko zbliżyła się do Rusha i jeszcze szybciej się w nim zakochała. Odkryła, że jest wspaniałym mężczyzną skrywającym się za maską wrednego szefa. Jej uczucie stawało się coraz głębsze i mocniejsze. Straciła kontrolę nad tym związkiem, a przecież słyszała wyraźnie, że przystojny dziedzic wielkiej fortuny nie zamierza wiązać się z nią na dłużej. Miłość do takiego człowieka to nic innego jak tylko kłopoty. Zwłaszcza że Gia mimowolnie zrobiła wiele, aby sprawy jeszcze bardziej się skomplikowały, a sytuacja stała się trudna do zniesienia…

Rush zapewne skradnie Wasze serca równie mocno, jak zarówno on, jak i obie autorki skradły moje. Obok tego faceta nie da się przejść obojętnie. Kiedy trzeba jest szorstki, nieokrzesany, wredny, a gdy tego wymaga sytuacja, potrafi stanąć na wysokości zadania i stać się opiekuńczy, odpowiedzialny i kochany.

Gię uwielbiam za jej niewyparzony język i mówienie prawdy prosto w oczy. Dzięki swojemu pozytywnemu podejściu do życia, entuzjazmowi i ciętemu językowi, udaje jej się wybrnąć z niemal wszystkich podbramkowych sytuacji. Dlaczego niemal? Przekonacie się sami, czytając książkę.

„Zbuntowany dziedzic” to wysmakowany romans, idealny dla czytelniczek, które nie lubią nadmiernego epatowania seksem w czytanych powieściach. To historia z zaskakująco małą ilością erotycznych scen, a przy tym niesamowicie seksowna, ociekająca wiszącym w powietrzu pożądaniem i buchająca namiętnością. Do tego jest napisana bardzo lekko, więc czyta się ją z dużą przyjemnością, szybko i z zainteresowaniem przewracając kolejne strony.

To jednak nie wszystko. To historia, przy której będziecie zaśmiewać się do łez i parskać śmiechem podczas lektury jednocześnie. Autorki nie pozwolą się Wam nudzić w czasie czytania. Dialogi pomiędzy parą głównych bohaterów wręcz ociekają wzajemnymi docinkami czy wrednymi komentarzami. Gia to pierwsza osoba w otoczeniu Rusha, która nie boi się go i mówi mu, co tylko jej ślina na język przyniesie. Zero najmniejszego filtra. Sama prawda, nawet jeśli jest jadowita.

Jednak romans i humor to w tej książce nie wszystko. Vi Keeland i Penelope Ward stawiają naszych bohaterów przed trudnymi, życiowymi wyborami, wrzucając w ich życie również mnóstwo rozterek. Nie będzie im łatwo. Kiedy przeczytacie historię przeszłości Gii i Rusha, a także dowiecie się, co los zgotował im w teraźniejszości, zrozumiecie to doskonale.

Mogę Wam zagwarantować jedno. Gdy dotrzecie do ostatniego rozdziału, Penelope i Vi zrzucą na Was taką bombę, że zrobicie wielkie oczy ze zdziwienia i natychmiast będziecie szukały drugiego tomu, czyli „Zbuntowanego serca”. Po takim zakończeniu, jakie zafundowały autorki, mogę doradzić Wam jedno. Zaopatrzcie się od razu w oba tomy. Tak będzie najlepiej dla Waszego zdrowia psychicznego i serc. Mogę Wam zdradzić jedynie tyle, że będzie się tam działo bardzo dużo i ciekawie.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu