Magdalena Majcher do tej pory kojarzyła mi się przede wszystkim z historiami dotyczącymi różnych aspektów macierzyństwa i miłości oraz niezwykle wyrazistymi postaciami kobiecymi. 1 sierpnia premierę będzie miała Jej najnowsza powieść „W cieniu tamtych dni”, która jest utrzymana w zgoła odmiennym klimacie – opowiada historię Mili i walczącej Warszawy…

Dwudziestoletni Mikołaj jako dziecko został porzucony przez matkę, która wyjechała do Paryża, by tam spełniać swoje marzenia o artystycznej sławie. Ojca nigdy nie poznał, nie wiedział nawet, kto nim jest. Chłopak został wychowany przez babcię, która ze wszystkich sił starała się wynagrodzić mu brak zainteresowania ze strony jego rodziców. Gdy jednak starsza pani na skutek nieszczęśliwego wypadku złamała sobie biodro, Mikołaj musiał się nią zaopiekować. Nie przypuszczał wówczas, że podczas sprzątania strychu znajdzie tam prawdziwe, rodzinne skarby…

Listy, które nigdy nie trafiły do adresata

Tymy skarbami okazały się skrzyneczka niewysłanych listów i powstańcza opaska. Starsza kobieta wie, że musi przerwać trwające wiele lat milczenie, musi wrócić pamięcią do upalnego lata, gdy była zakochana do szaleństwa, a radość i młodzieńczy entuzjazm mieszał się ze strachem o najbliższych. Opowiedzieć ukochanemu wnukowi o miłości swojego życia i wojennej traumie, przekazać kolejnym pokoleniom pamięć o Powstaniu Warszawskim.  Tak rozpoczyna się podróż w czasie babci i wnuka.

Nie pochodzimy znikąd. Każdy z nas ma jakąś historię. Musisz poznać przeszłość swojej rodziny, aby zrozumieć teraźniejszość i dać szansę przyszłości.

Powieść z walczącą Warszawą w tle

– Dziś wiem, że należy ci się prawda o przeszłości twojej rodzny. Tak, Mikołaju. Byłam żołnierką Armii Krajowej i brałam udział w najkrwawszym egzaminie w historii stolicy. A dziś nadszedł moment kiedy powinnam podzielić się z tobą moją historią.

Tymi słowami Emilia rozpoczyna swoją podróż w czasie. Prowadzi Mikołaja po nieznanych mu dotąd etapach powstania, opowiada o uczuciach walczących powstańców, o tym, jak wyglądała wówczas codzienność okupowanej stolicy. Chłopak dowiaduje się, że „na Woli krew spływa rynsztokami”, a Śródmieście zostało odcięte od innych dzielnic. Mikołaj wie, że jego babcia była prawdziwą bohaterką, która zanosiła meldunki, wiele razy narażając swoje życie. Widzi na własne oczy, że wojenna trauma może wpływać na losy kolejnych pokoleń, wszak jak to mawiała Emilia przekazała swojej córce i wnukowi w kodzie genetycznym wojenną traumę i dlatego „żyją w cieniu tamtych dni”.

Powieść przyprawiająca o dreszcze

Czytając „W cieniu tamtych dni” miałam dreszcze i ciarki, naprawdę. Książka ta zawładnęła mną do tego stopnia, że ryczałam przy niej jak bóbr i po przeczytaniu ostatniego zdania nie wiedziałam, co powiedzieć… Ta książka to mistrzostwo i zdecydowanie najlepsza powieść Magdaleny Majcher. Okładka doskonale współgra z treścią utworu i bezbłędnie oddaje jego klimat. Zachwyca od pierwszego spojrzenia i zachęca do zapoznania się z tajemnicami, jakie w sobie kryje… 

„W cieniu tamtych dni” to świetnie napisana książka, w której rodząca się w powstańczej zawierusze miłość jest jedynie dodatkiem do spraw o wiele większej wagi, do ogromu niewypowiedzianego bólu i tragedii, które położyły się cieniem na historii naszego narodu i tamtego okresu. Autorka ukazała jeden z bolesnych momentów w historii naszego kraju oczami kobiety, która mogłaby być jedną z tych, które brały udział w Powstaniu Warszawskim. Opisy walk i wojennej zawieruchy  są tak plastyczne i emocjonalne, że czułam się, jakbym oglądała film, a nie czytała książkę. To książka, obok której nie można przejść obojętnie. Ja się nią totalnie zauroczyłam i wiem, że wrócę do niej niejeden raz.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Autorce oraz Wydawnictwu: