Lubicie biurowe romanse? Przed Wami jeden z nich, choć nieco nietypowy. A dlaczego? Przeczytajcie recenzję i przekonajcie się sami.

Reese Annesley umówiła się na bardzo nieudaną randkę. Próbowała się od niej wykręcić, jednocześnie relacjonując ją swojej najlepszej przyjaciółce. Nie spodziewała się, że ktoś się jej przysłuchuje. Ktoś przystojny i zadziorny, kto nie omieszkał skomentować jej niegrzecznego zachowania. Dla nieznajomego, któremu Reese wpadła w oko, było to za mało. Przysiadł się do zajmowanego przez Reese i jej „randkę” stolika, odgrywając rolę jej przyjaciela z czasów nastoletnich i opowiadając zabawne historie z ich życia. Wydawało się, że ten dziwny, aczkolwiek zabawny wieczór będzie pierwszym i ostatnim spotkaniem z Chase’em Parkerem. Nie spodziewała się, że sprawy skomplikują się tak bardzo, że Chase zostanie jej nowym szefem, który na dodatek za wszelką cenę będzie chciał zaciągnąć ją na swoje biurko i do sypialni. Reese stanie przed wielkim dylematem, bo jej uparty szef wzbudza w niej pożądanie, z którym coraz trudniej jest walczyć.

„Bossman” to historia nieco szablonowa, choć ze zdecydowanie nieszablonowymi bohaterami jak na typowy romans. Niezwykle zabawna, naszykujcie się więc na konkretną dawkę znakomitej rozrywki, śmiechów i uśmiechów podczas lektury oraz wielu komicznych zdarzeń. Oczywiście nie samym śmiechem stoją powieści Vi Keeland i znajdziecie tu również kilka mocno wzruszających sytuacji. Przyznam się Wam, że był jeden moment, kiedy autentycznie miałam łzy w oczach z powodu tego, o czym czytałam.

Nieszablonowi bohaterowie

A co można powiedzieć o naszych bohaterach? Chase jest zadziorny, pewny siebie, szczery aż do bólu i uwielbia swoją szczerością zawstydzać Reese. To bardzo pracowity mężczyzna, który wszystko co ma, osiągnął ciężką pracą. Jednak pod tą fasadą kryje się drugie oblicze, które znają nieliczni. Chase’a cechuje również niesamowity upór, szczególnie wobec Reese, która jest chyba pierwszą kobietą, oporną na jego zaloty i atrakcyjność.  Na dodatek, jak na takiego playboya, jest niezwykle ciepłą i opiekuńczą osobą. Reese to dziewczyna, która nie boi się zmian, wie czego chce w życiu, jednak czasami brakuje jej filtra i jej nieprzemyślane słowa przynoszą odwrotny, często zabawny efekt. Nie jest nieco głupią, nieodpowiedzialną, bezmyślną kobietą, jak często w romansach bywa. Ona także kryje w sobie mroczną przeszłość, którą niechętnie dzieli się z innymi. Tę dwójkę coś łączy od początku. Już od pierwszego spotkania „po latach” w restauracji, nawiązuje się między nimi niewidzialna nić porozumienia. Ale jak to się rozwinie? Tego Wam nie zdradzę.

– Czy normalnie też się tak zachowujesz? Prześladujesz dziewczyny?

– Niezupełnie… I pewnie dlatego nie mam pojęcia, co robić dalej. Unikanie cię nie działało.

– No to jak się zachowujesz, gdy naprawdę się z kimś spotykasz?

– Jak moja szczerość na ciebie działa?

Wybuchnęłam śmiechem.

– Jak na razie całkiem dobrze. Dalej, nie będę cię osądzać.

Chase wypił resztę swojego drinka.

– Nigdy nie musiałem tak ciężko pracować, by zdobyć zainteresowanie kobiety.

 

Zarwij noc z Bossmanem

To wszystko powoduje, że powieść ta niesamowicie wciąga. Im bliżej było finału, tym trudniej było mi się od niej oderwać. Skończyło się tym, że z Reese i Chase’em zarwałam noc. Kiedy kończyłam zaczynało już świtać. Nie mogłam jednak odłożyć tej historii i pójść po prostu spać. Musiałam wiedzieć, jak przebiegła i jaki miała finał skomplikowana i pokręcona relacja tej dwójki.

Mogłabym pisać Wam wiele o tej książce, ale tego nie zrobię, bo jednocześnie zdradziłabym Wam zbyt dużo, psując tym zabawę. Po prostu musicie sami przeczytać „Bossmana” i poznać szalony biurowy (i nie tylko) świat Reese i Chase’a.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu