Komu spodobały się „Skradzione laleczki”, ten koniecznie musi poznać drugi tom serii. Jesteście gotowi na powrót Benny’ego?

Niegrzeczna laleczka uciekła Benny’emu.

Po latach ją odzyskać udało się jemu.

Czy ją Dillon uratuje,

nim go Benny upoluje?

Nie napiszę Wam więcej o fabule tej książki. Zostawię wyłącznie ten rymowany wierszyk, z którego i tak wiele możecie się domyślić. A kto nie czytał jeszcze pierwszego tomu i mimo to czyta tę recenzję, nie otrzyma zbyt dużo spoilerów.

Po finale, jaki w „Skradzionych laleczkach” zaserwowały nam autorki, nie mogłam się doczekać, aż przeczytam ich drugi tom. Po prostu musiałam wiedzieć, co było dalej. Ta historia uzależnia i wręcz zmusza do sięgnięcia po kontynuację, która wcale nie jest gorsza od poprzedniczki. Obawiałam się tego, co zdarza się w seriach dość często, czyli słabszego drugiego tomu. Tutaj na szczęście tego nie ma i dostajemy równie znakomitą drugą część, z równie zaskakującym zakończeniem.

Jade znów przechodzi niesamowicie trudne chwile, do których nigdy nie powinna wrócić. Ale teraz jest bogatsza w wiedzę i doświadczenie, którego nabyła jako policyjny detektyw. Teraz musi tylko odpowiednio wszystko rozegrać. Pomaga jej w tym Dillon, przysłowiowo stając na głowie, by tylko dopaść Benny’ego. Mają tylko pewien problem, gdyż ktoś ostrzega psychopatę o ich poczynaniach. Autorki jednak tak rozpisały ten temat, że długo nie jest na sto procent pewne, kim jest ta tajemnicza osoba i w jaki sposób jest powiązana z Bennym.

Dwójka najtwardszych detektywów w rejonie wylewa teraz łzy w szpitalną pościel. Są zniszczeni. Zranieni. Rozdarci.

Jesteśmy tylko cieniami ludzi, którymi niegdyś byliśmy (…)

 

Wiecie, co jest w tej części najlepsze? Możemy w końcu wejść w chorą głowę Benny’ego. Jest on jedną z trzech osób, które są narratorami poszczególnych rozdziałów. Dzięki jego myślom i wspomnieniom dowiadujemy się, co spowodowało, że rozpoczął swój psychopatyczny proceder, a także skąd biorą się pewne zasady, których skrupulatnie przestrzega. Jeśli kiedykolwiek chcieliście wejść w umysł psychopatycznego mordercy, teraz macie ku temu okazję. Pozostałymi narratorami są oczywiście Jade i Dillon, uzupełniając wzajemnie fabułę i wprowadzając również dzięki temu wiele elementów zaskoczenia.

Ponownie muszę wspomnieć, że to nie jest historia dla każdego. Zdecydowanie nie polecam jej osobom nadwrażliwym na brutalne, opisane dość realistycznie sceny znęcania się czy morderstw. To naprawdę mocny thriller psychologiczny, który nie raz wbije Was w fotel. To wejście w skrzywiony umysł psychopaty i jego ofiary, od wielu lat próbującej walczyć z nabytą w przeszłości traumą. Czekam niecierpliwie na trzeci tom serii i jestem pewna, że Wy po przeczytaniu tej książki będziecie czekać razem ze mną.

„Zaginione laleczki” to mroczna, porywająca i wciągająca bez reszty historia, którą koniecznie musicie przeczytać. Ostrzegam, że po tej książce możecie mieć dosyć porcelanowych lalek i nie będziecie mogli na nie patrzeć, a może nawet będziecie się ich bać. To taki efekt uboczny czytania tej serii.

Jeśli zainteresowała Was ta powieść, spieszę donieść, że Kulturantki objęły „Zaginione laleczki” patronatem medialnym, w związku z czym, już wkrótce możecie spodziewać się konkursu, w którym ta powieść będzie do wygrania.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu