Romanse ze sportem i przystojnymi sportowcami to coś, co wiele czytelniczek uwielbia. A kiedy za taki temat zabiera się K. Bromberg, wiele osób bierze to po prostu w ciemno. Co takiego ma w sobie „Mój zawodnik”?

Easton Wylder jest gwiazdą baseballu, a ten sport, fani i walka na boisku to całe jego życie. Jednak niespodziewana kontuzja ramienia, zafundowana mu przez gracza drużyny przeciwnej, wyłącza go z gry na kilka miesięcy. Niestety dotychczasowa rehabilitacja niewiele daje, a on nieświadomie podpisał dokument, zobowiązujący go do powrotu na boisko w konkretnym terminie. W tym celu klub zatrudnia znanego i szanowanego fizjoterapeutę, doktora Daltona, lecz zamiast niego na pierwszej sesji, pojawia się jego śliczna córka, Scout. Dziewczyna szybko orientuje się, że nie będzie miała łatwo ze swoim pacjentem. Po pierwsze, musi udowodnić, że dziewczyna może z powodzeniem prowadzić rehabilitację gwiazdy pierwszoligowego klubu i dzięki swoim umiejętnościom jest w stanie sprawić, że Easton znów będzie mógł rzucać i odbijać piłki. Po drugie, musi dotykać najbardziej pociągającego mężczyzny, z jakim miała kiedykolwiek do czynienia i jednocześnie mu nie ulec. Jednak ten psotny i bezczelny typ, nie ma zamiar odpuścić dziewczynie, która wpadła mu w oko. Nawet, jeśli jest ona jego terapeutką. Scout balansuje na krawędzi, tocząc wewnętrzną walkę pomiędzy pragnieniami a tym, co podpowiada jej głowa.

Za każdym razem, kiedy sięgam po kolejną książkę Kristy Bromberg, z tyłu głowy mam serię Driven i myśli o tym, jak mną wstrząsnęła, jakie emocje wywołała. Wiem też, że autorka wysoko postawiła sobie poprzeczkę swoim debiutem. Mimo wszystko, staram się nie porównywać tego, co otrzymujemy w jej kolejnych tytułach. W przypadku „Mojego zawodnika” było to o tyle trudne, że historia ta jest równie wciągająca, porywająca, pełna emocji, z każdą kolejną stroną zaciska na czytelniku swoje szpony, nie pozwalając się oderwać i ją odłożyć na półkę. Ostatnio zmęczenie bierze u mnie górę nad nocnym czytaniem, jednak to właśnie Kristy jest pierwszą autorką, która to zmęczenie pokonała. Po prostu musiałam skończyć tę historię i dowiedzieć się, jaki jest jej finał.

Jak to u Kristy Bromberg bywa, nasi bohaterowie mają swoje mroczne sekrety, skrywane przed światem, które wpływają na ich codzienne życie i podejmowane decyzje. Każde z nich dorastało w cieniu sławnych ojców. Mają swoje wady i zalety, ale mimo to, nie da się ich nie lubić, wręcz uwielbiać a może nawet kochać. Scout próbuje dotrzymać danego ojcu słowa i ukrywa swoje prawdziwe powody pracy z gwiazdą drużyny Asów z Austin. Jest ambitną dziewczyną, pod płaszczykiem służbowych obowiązków, skrywającą strach przed utratą kolejnej bliskiej osoby. Z tego powodu stara się nikogo do siebie nie dopuścić. Nie chce po raz kolejny czuć się samotna. Easton, mimo że stwarza pozory bycia wielką gwiazdą, przede wszystkim zapatrzoną w siebie i dbającą o własny sukces, jest zupełnie inną osobą. Pod tą skorupą psotnego i aroganckiego typa kryje się mały chłopiec, który zawsze chciał być doceniony przez swojego ojca, ale zawsze czuł, że nigdy mu nie dorówna i nie spełni jego oczekiwań. Chłopiec, któremu przyjemność sprawia pomaganie innym, szczególnie tym słabszym, potrzebującym wsparcia.

– Nie muszę cię lubić. Jestem dobra w ignorowaniu ludzi, którzy działają mi na nerwy. – Po tym przytyku błyskam obrzydliwie słodkim uśmiechem. – Zabierajmy się do roboty. – Wskazuję na wyściełane łóżko do masażu za nim. Spogląda na łóżko, a potem z powrotem na mnie.

– A co jeśli ci powiem, że dziękuję, ale nie skorzystam?

– A co jeśli ci powiem, że nie masz tu nic do gadania? Płacą mi za określoną pracę, którą zamierzam wykonać. – Podchodzę kilka kroków bliżej i mówię tak autorytatywnym tonem, na jaki tylko potrafię się zdobyć: – Na plecy.

– Nie sposób nie lubić kobiety, która wie, czego chce.

 

Wraz z tą ukrywającą przed światem prawdziwe oblicze dwójką, zaczynamy skomplikowaną grę. Grę emocji, pożądania, instynktów i bólu. Grę, w której stawką jest wszystko, szczególnie dla Scout. Każde z nich może dużo stracić, ale i zyskać. Scout, wdając się w romans ze swoim pacjentem, ryzykuje bardzo wiele, ale przede wszystkim swoją szansę zdobycia kontraktu na stałą współpracę z drużyną Asów. Każde ich spotkanie, prywatna rozmowa, dotyk inny niż ten pomiędzy fizjoterapeutką a jej pacjentem, mogą zdradzić postronnym osobom ich sekret, doprowadzając tym samym do katastrofy. Easton odsłaniając się ryzykuje ujawnienie jego słabych punktów

Długi czas zastanawiałam się skąd wydawca wziął pomysł na polską wersję tytułu książki, nieco odbiegającą, choć kojarzącą się z oryginałem, czyli „Mój zawodnik”. Działo się tak właściwie do momentu, kiedy dotarłam do prawie pięćdziesiątej strony książki. Okazuje się, że nie wziął się on przypadkowo. Tymi słowami Scout musi określać Eastona w rozmowie ze swoim ojcem, kiedy opisuje mu jego przypadek. Określenie to pojawia się również kilkukrotnie w relacjach dziewczyny i baseballisty, szczególnie w bardziej nerwowych momentach.

– Odrzucaj mnie, ile chcesz… – Śmieje się, gasząc moją próbę odtrącenia go. – Ostrzegam cię jednak, że jestem bardzo zdeterminowanym mężczyzną. Wygram, Scout. Jestem zawodnikiem, pamiętasz? Zdobędę tę randkę. I następny pocałunek. Wydobędę to z ciebie i zobaczę cię znowu z aureolą stadionowych reflektorów we włosach. Aż zmiękniesz i stwierdzisz, że nie musisz się mnie bać.

 

Gdy zaczęłam czytać „Mojego zawodnika” problem Eastona skojarzył mi się z historią Leandro Silvy, którą niedawno poznałam, czyli powieścią „Revived”. Obydwoje muszą jak najszybciej powrócić do pełni zdrowia i wykonywanych przez siebie zawodów. Z tym wiąże się ich dalsza przyszłość, stojąca obecnie pod wielkim znakiem zapytania.

Jak w większości swoich powieści, również tutaj Kristy Bromberg wprowadziła pierwszoosobową narrację, przedstawianą przez oboje głównych bohaterów. Jednak w większości fabuły, dominują rozdziały przedstawiające ich historię widzianą oczami Scout. To ona jest tu główną narratorką. Uzupełnienie rozdziałami Eastona, jest dopełnieniem całości. Dodaniem smaczku, odkryciem rąbka tajemnicy męskiego umysłu. Nie wiemy zbyt wiele na jego temat, co dodatkowo zachęca do dalszej lektury i odkrywania kolejnych faktów z nim związanych. Biorąc pod uwagę zakończenie i zapowiedź drugiego tomu, podejrzewam, że znajdziemy w niej dużo więcej perspektywy Wyldera. A może to ona będzie tam nawet dominować.

A jeśli już jesteśmy przy zakończeniu, to wbiło mnie nieco w fotel i podkręciło chęć oczekiwania na drugi tom serii. Kocham Kristy Bromberg za jej pomysły na powieści, trzymanie w napięciu, budowanie akcji, pochłaniające bez reszty wątki, które nie pozwalają się oderwać od książki, a jednocześnie jej nienawidzę. Za to, jak najwyraźniej uwielbia znęcać się i pastwić nad czytelnikami, kończąc tomy serii. Cliffhangery to przecież coś, co czytelnicy, tak naprawdę, uwielbiają. Pozostawienie w zawieszeniu, w niewiedzy, oczekiwaniu, co będzie dalej. Jaki pomysł na bohaterów będzie miała autorka. Przecież czytelnicy i fani mogą poczekać na wyjaśnienie, przez co najmniej kilka miesięcy. Zwiększy się tylko ich apetyt na kolejny tom.

Drugi tom serii, czyli „Niszczący sekret” zapowiedziany jest już na drugą połowę listopada. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę się doczekać jego premiery.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu