Seria książkowa, którą dzisiaj zacznę przybliżać jest dla mnie niespodzianką. Nie znałam jej wcześniej, właściwie nie zwróciłabym na nią uwagę, bo tytuł i kolory sugerują, że jest ona dla dziewczynek. Kiedy mój kilkulatek zobaczył różową okładkę, cóż… nieszczególnie był zainteresowany. Ale kiedy pomimo oporów rozpoczęliśmy lekturę, nie mogliśmy jej odłożyć. Książką „Martynka. Małe historie o wielkim szczęściu” jesteśmy oczarowani. I nie jest ona tylko dla dziewczynek!

Kiedy tylko ją otwarłam, zakochałam się w pięknych ilustracjach. Nie przejrzałam jeszcze spisu treści ani tego, o czym książka jest, a siedziałam i oglądałam obrazki. Zastanawiałam się tylko, czy może się nią zainteresować chłopiec… jak się okazuje, z tym nie było większego problemu! Martynka to wesoła dziewczynka, którą wszędzie spotykają przygody.

Przygody Martynki

Wewnątrz książki „Martynka. Małe historie o wielkim szczęściu” znajduje się kilka bajek. Można je czytać oddzielnie, każda to inna historia. Choć myślę, że jak już się przeczyta jedną, to ma się ochotę na jeszcze. Razem z bohaterką przeżyjecie przygodę na kursie kulinarnym, na biwaku, w pociągu i zaopiekujecie się młodszym braciszkiem. Książka przekaże dziecku wiele wartościowych treści, ale nie brakuje także elementów humorystycznych, np. z udziałem upartego osiołka, którym zajmuje się Martynka podczas, gdy jego właściciel ma złamaną nogę.

„Wielka nabzdyczona osa bzyczała Martynce koło nosa i najwyraźniej miała złe zamiary.

– Jak ty: Bzzz!, to ja Yhyhihi! – ryknął osiołek. I bęc w osę ogonem! Na moment ją odgonił, ale wróciła. Martynka zeskoczyła z roweru, a osa znów – bzzz! – koło jej nosa. Więc osiołek – trzask! – kopytami. Tylnymi, bo osły zawsze tak robią. I zamiast w osę, trafił w rower. Rower – bęc! – na ziemię, Martynka w krzyk, a osa dalej: – Bzzz!…”

Książka (nie)tylko dla dzieci

Cała treść jest napisana prostym językiem, a mimo to nawet rodzicom czyta się dobrze. Opowieści są ciepłe, przyjemne w odbiorze i uzupełnione o obrazki, które jak wspomniałam totalnie mnie oczarowały. Wszystko to czyni książkę jeszcze atrakcyjniejszą. Komu mogę polecić? Trudno powiedzieć… myślę, że może spodobać się wszystkim. Najlepszym potwierdzeniem jest chyba to, że nawet mój zacięty przeciwnik różu przekonał się do tego tytułu i sam dopomina się o lekturę. Gilbert Delahaye i Marcel Marilier stworzyli książkę, którą kochają dzieci w wielu krajach, myślę, że i Wasze do tego grona będą chciały dołączyć.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy: