Norman E. Rosenthal, psychiatra i naukowiec, który jako pierwszy opisał zjawisko „depresji zimowej” oraz „sezonowego zaburzenia afektywnego” (SAD), tym razem podjął się zbadania całokształtu zjawiska, jakim jest medytacja transcendentalna. Czym jest technika, którą otwarcie zachwala m.in. David Lynch, a którą rozpowszechnia się – jak choćby w podtytule – jako sposób wykroczenia poza własne granice?

Medytacja transcendentalna w podstawowym, uproszczonym ujęciu polega na oddaniu się odprężeniu ciała i umysłu poprzez ustalony mechanizm oddychania przy jednoczesnym recytowaniu przydzielonej przez mentora indywidualnej mantry. Wskutek głębokiej, a nawet, jak twierdzi autor, dogłębnej relaksacji, z czasem dochodzi do zmian na wielu płaszczyznach. Poprawia się koncentracja, odporność na stres, wytrzymałość fizyczna, rozbudzona zostaje nieznana wcześniej kreatywność, pojawia się wgląd w samego siebie, który z kolei implikuje zupełne „przewartościowanie wartości”. Obrazowo ujmując, celem medytacji jest udoskonalenie własnej osoby oraz ponadprzeciętny rozwój świadomości.

„W stanie świadomości transcendentalnej osoba medytująca może doświadczać wyciszenia i spokoju, braku konkretnych myśli, zaniku granic (czasu i przestrzeni) oraz błogości. Oddech zwalnia, mięśnie rozluźniają się, a wszelkie bóle mogą ustąpić”.

 

Co szczególnie interesujące – ponieważ istnieją poglądy prawiące o niemoralności czy wręcz szarlataństwie praktyk medytacyjnych – nauka w żaden sposób nie neguje ani nie podważa stosowania tej formy autoterapii, wręcz w przypadku niektórych schorzeń, np. w chorobach kardiologicznych czy też ciśnieniowych zaleca ją.

Zdecydowanie empiryczne argumenty i świadectwa przemawiają za medytacją transcendentalną, niemniej czytając „Umysł doskonały” odnosiłam wrażenie, jakby zapoznawała się z katalogiem skrojonego na miarę moich potrzeb idealnego „produktu”, który za cenę x wskaże mi drogę do rozwiązania wszelkich problemów, ba!, zapewni mi generalny dobrostan.  O cenie piszę nieprzypadkowo, bowiem o ile lektura dostarcza czytelnikowi wielu – bez ironii – wspaniałych świadectw spektakularnych przemian medytujących i naukowo odnotowanych, aprobowanych wyników, okazuje się, że bez odpowiednich, odpłatnych lekcji oraz wsparcia mentora, samodzielna praktyka nie będzie efektywna, wręcz może okazać się niepoprawnie wypełniana.

Książka Rosenthala jest ciekawą i inspirującą pozycją, lecz należy mieć na uwadze fakt, iż nie stanowi podręcznika, z którego dowiemy się jak krok po kroku wdrożyć się w przygodę, którą jest praktykowanie medytacji. Zawiera liczne, poparte badaniami uzasadnienia co do sensowności podjęcia tego rodzaju duchowego rozwoju, jednak to aż tyle i tylko tyle.

*Zawarty cytat pochodzi z niniejszej pozycji

 


Za książkę do recenzji dziękujemy:

Wydawnictwo Kobiece