Jeśli polubiłyście zwariowane babcie z książki Mariki Krajniewskiej „Och, Elvis!”, będziecie zachwyceni kontynuacją. Chociaż w tytule „No, Asiu!” nie ma żadnej eskapady do grobu Elvisa, ponownie spotykamy pensjonariuszy domu spokojnej starości, jego właścicielkę i… wnuka.

Tak samo, jak w pierwszej części, tak i teraz jest mnóstwo zabawnych sytuacji, a liczne niedopowiedzenia dodatkowo wpływają na komizm. Patrząc na poprzednią część, jest tutaj wyraźniej zarysowany wątek kryminalny. W porównaniu z kradzieżą urny, w „No, Asiu!” jest dużo więcej atrakcji.

Miłosna zabawa w kotka i myszkę

W powieści jest kilka wątków, ale jednym z ważniejszych są uczuciowe perypetie Joanny, właścicielki pensjonatu i Pawła. Mężczyzna przyjechał w poprzedniej części na pogrzeb babki, ale jej dwie przyjaciółki porwały urnę z prochami. Nie spodziewał się, że zacznie coś czuć do Joanny. Oboje udają, że nic między nimi nie ma. Wygląda to na dość dziwne podchody, tym bardziej że Paweł mieszka w budynku ośrodka prowadzonego przez Joannę. Czy uniki na coś się zdadzą?

Przebojowe babcie znowu w akcji

Nie mogło zabraknąć przebojowych babć. Maria i Gienia znowu mają głowy pełne zwariowanych pomysłów. W tym jedna z naszych bohaterek przyjaźni się z młodym narodowcem… A z czego jeszcze się pośmiejemy? Mężczyźni z domu spokojnej starości są zazdrośni o wnuczka (Pawła) – w końcu wszystkie staruszki lgną do niego, a ten przerabia im ubrania. Poza tym po ośrodku krąży duch, który w różnych miejscach zostawia dziurawe ubrania. Pośród tych wszystkich zabawnych zdarzeń, rozgrywa się wspomniany wątek kryminalny, a przeszłość puka do drzwi.

Książka, przy której nie da się nudzić

Podsumowując, podczas lektury „Och, Asiu!” nie będziecie się nudzić. Autorka zaserwowała nam prawdziwą dawkę wrażeń. Jesteśmy ciekawi tego, co się jeszcze zdarzy, a chwile napięcia i niepewności są przeplatane przez wybuchy śmiechu. To jak, kto się skusi?

„Stała przed nim zjawa. Miała rozpuszczone siwe włosy, spływające falami po ramionach, i długą białą suknię. Chociaż nie, to oczywiście koszula nocna, lecz jakaś taka wiktoriańska, przeszło przez myśl Pawłowi i poczuł przemożną chęć dotknięcia materiału, by poczuć jego strukturę pod palcami. Nie zrobił jednak tego, ponieważ włosy na rękach mu się zjeżyły, a po plecach przeszedł dreszczyk. Był zaskoczony; zjawa najwyraźniej nie. Przeszła obok niego, jakby go wcale tu nie było, i zniknęła w mroku korytarza”.


Za książkę do recenzji dziękujemy: