„Rozdroża” to uwspółcześniona wersja „Dziwnych losów Jane Eyre”. Pierwowzoru trzyma się zaskakująco wiernie, jeśli chodzi o główną oś fabularną. Stylistycznie rozwala system.

Literackie kadry „Rozdroży” są odbiciem XIX-wiecznej powieści, ale odbiciem w krzywym zwierciadle. Mówiąc kolokwialnie (i trywialnie) Docher podchodzi do tematu bardzo jajcarsko. Wściekła Jane Eye (sic!) rzuca smartfonem do wazy z ponczem. Edward Rochester szaleje po wiejskich drogach szpanerskim porsche. Blanka Ingram eksponuje swoje wdzięki na luksusowym jachcie na Lazurowym Wybrzeżu. Charlotte Brontë przewraca się w grobie.

Podejrzewam, że sporo fanek „Dziwnych losów Jane Eyre” – zwłaszcza tych radykalnych i kompletnie pozbawionych luzu – mogłoby się załamać przeróbką pani Augusty. Mnie rozbawiła i wciągnęła. Powiem więcej, nie mogłam się od niej oderwać. Zabranie jej na przedłużony weekendowy wyjazd poza miasto całkowicie zrekompensowało mi deszczową, zimną sobotę.

Oczywiście nie bez znaczenia pozostaje fakt, że „Dziwne losy Jane Eyre” to jedna z moich ukochanych książek. Nie ze względu na mocno archaiczny w dzisiejszych czasach język Brontë. Z powodu wspaniałej historii. Mrocznej, skomplikowanej, pełnej nieoczekiwanych plot twistów i emocjonalnych erupcji. W tej opowieści jest moc. Zachowanie oryginalnej konstrukcji fabularnej przez Docher nie pozwala na kompletną profanację dzieła Brontë. Wbrew przewrotnym planom autorki „Rozdroży”, które ujawnia już na wstępie:

„Wiecie, co oznacza wyrażenie guilty pleasure? To skrywana przyjemność, coś wstydliwego, grzesznego, ale kuszącego tak bardzo, że w końcu poddajemy się temu pragnieniu. Pisanie tej książki było moim guilty pleasure. Dlaczego? Bo pozwoliłam sobie na prawdziwą profanację, herezję i bezczelność. Napisać fanfic jednej z najpiękniejszych historii o miłości, jakie powstały? Trzeba mieć tupet. Ale ja naprawdę o tym marzyłam.”

Oby takich bezczelnych pomysłów ze strony Augusty Docher, a właściwie Beaty Majewskiej, było jak najwięcej. Dobrze się ją czyta.

Kilka słów o autorce

Źródło: Facebook

Beata Majewska pod pseudonimem Augusta Docher zdążyła już napisać dziesięć powieści, z grubsza podobnych gatunkowo. Może z wyjątkiem cyklu „Wędrowcy”, w którym pojawiły się elementy fantastyczne (i który z ciekawości właśnie wypożyczyłam z biblioteki). Według ogólnodostępnych w internecie informacji Majewska jest trochę takim człowiekiem orkiestrą. Księgową, plastyczką, ogrodniczką, biznesmenką, no i pisarką. Nie wiem, jak z resztą zainteresowań, ale pisanie idzie jej całkiem nieźle.


Za książkę do recenzji dziękujemy: