Mary_McGrory_front_72dpi   Bardzo lubię czytać książki, które na długo zostają w pamięci i wnoszą „coś dobrego” do mojego życia. Tak też jest niewątpliwie ze znakomitą biografią prekursorki, która przetarła szlaki kobietom na gruncie, który do tej pory uważany był prawie wyłącznie za męski. Mowa oczywiście o dziennikarstwie. Chcecie poznać bliżej sylwetkę kobiety śmiałej, mającej swoje zdanie, nagrodzonej Pulitzerem i przyjaźniącej się z JF Kennedy’m? Zapraszam zatem do lektury książki „Mary McGrory. Pierwsza królowa dziennikarstwa” autorstwa Johna Norrisa.

Mary swoją karierę zaczynała jako recenzentka książek w gazecie „Washington Evening Star”. Jej talent dostrzegł redaktor naczelny i zaproponował napisanie relacji z przesłuchań McCarthy’ego. Gwiazda Mary rozbłysła!

Co powodowało, że Mary sprawiała wrażenie tak odmiennej, niekonwencjonalnej? Nie chodziło tylko o to, że była kobietą w męskim świecie, choć mogło to działać na jej korzyść. Nie chodziło też o to, że  pięknie pisała, choć to oczywiście prawda. Rzecz w tym, że w owym okresie skupianie się na osobistym wymiarze polityki i pobudkach prominentnych działaczy wydawało się niemal zuchwalstwem. Poza tym Mary rozumiała, że wraz z nastaniem nowego medium prasa, chcąc konkurować z ruchomymi obrazkami telewizyjnych wieczornych wiadomości, musi oferować bardziej sugestywne ujęcie wydarzeń. 

Mary konsekwentnie budowała swoją pozycję. Dziennikarstwo zastępowało jej rodzinę i kochanków, było całym jej życiem. Opisywała burzliwe życie Białego Domu, wybory prezydenckie i kampanie, przesłuchania, Kongresy, wyjeżdżała w zagraniczne delegacje (m.in. do samego papieża), a przy tym brylowała na salonach, oczywiście w męskim towarzystwie. Wolne chwile spędzała jako wolontariuszka w przytułku dla samotnych matek, gdzie organizowała zabawy dla dzieci, a z czasem wyjazdy i spotkania z okazji Bożego Narodzenia. Była gorliwą katoliczką, co niekiedy komplikowało jej życie uczuciowe (ponoć sam JFK zaprosił ją na randkę, ale że zrobił to przez osobę trzecią to dostał kosza). Ta krucha kobieta, brylująca w świecie brutalnej męskiej polityki, bardzo ceniła sobie męskie towarzystwo. Grała na nosie feministkom, gdyż często korzystała z przywilejów bycia jedyną kobietą w redakcji/na sali obrad.

Kluczem do kapitolińskiego sukcesu Mary była jej gotowość do spędzania godzin na włóczeniu się po korytarzach, rozmowach z członkami Kongresu i ich podwładnymi, przesiadywaniu na rozwlekłych konferencjach prasowych i posiedzeniach. Wyznawała zasadę, że jeśli nie widziałeś czegoś sam i sam nie zadałeś na ten temat pytań, to nie masz prawa o tym pisać.

Jaka był prywatnie? Miała trudny charakter, wiele wymagała, zarówno od siebie, jak i od innych. Dla niej wszystko było albo białe, albo czarne – była zwolenniczką systemu zero-jedynkowego. Nie znosiła fuszerki. Jako 60-latka nie zwalniała tempa pracy, mimo że nowy naczelny „Stara” usiłował zmniejszyć liczbę pisanych przez nią artykułów. Po upadku gazety przeszła do konkurencji i kontynuowała swoją przygodę z dziennikarstwem jako publicystka „The Washington Post”. Ta skromna, inteligentna i błyskotliwa kobieta opisywała takie wydarzenia, jak: zamach na World Trade Center, ślub księcia Karola z lady Dianą, prezydenturę Regana, Busha, Hilary Clinton. Bez pruderii pisała o Gorbaczowie, wyborze na papieża Jana Pawła II, pogrzeb Kennedy’ego. Była wszędzie tam, gdzie działo się coś wartego uwagi.

Mary była prekursorką trendu polegającego na zacieraniu granicy między czystym reportażem a komentarzem. Pisała starannie, pieczałowicie dopracowując każde zdanie. Została uhonorowana Nagrodą Pulitzera, nagrodą Elijah Parish Lovejoy Journalism Award – jedną z ważniejszych w branży dziennikarskiej, nagrodą Franklin Delano Roosevelt Four Freedoms Award w kategorii „wolność słowa” oraz przyznaną po raz pierwszy Robert F. Kennedy Lifetime Achievement Award in Journalism.  

McGrory to kobieta legenda. Jej nowatorstwo, śmiałość sądów, niepodrabialny styl uwielbiała cała Ameryka. Biografię tej wyjątkowej kobiety, napisaną lekkim piórem Norrisa czyta się w mgnieniu oka. Autor zamieszcza fragmenty oryginalnej korespondencji, odnosi się do wielu pozycji bibliograficznych, żeby nakreślić możliwe jak najbardziej dokładny obraz królowej dziennikarstwa. Jeśli lubisz czytać o kobietach, które zmieniały świat, żyły na bakier ze stereotypami, miały własne zdanie i nie bały się go wyrażać, to lektura dla Ciebie. Jeśli chcesz poczuć się jak na kawie z najlepszą przyjaciółką – śmiać, wzruszać i uronić kilka łez – to „Pierwsza królowa dziennikarstwa” stanie się dla Ciebie lekturą obowiązkową.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy

Wydawnictwo_Kobiece