Zaginione miasto – reż. Aaron i Adam Nee

zaginione miasto

zaginione miastoOd 1 kwietnia w polskich kinach oglądać możemy Zaginione miasto w reżyserii Aarona i Adama Nee. Czego możemy się spodziewać po komedii z gwiazdorską obsadą?

Loretta (Sandra Bullock), poczytna autorka banalnych romansów powraca z kolejną pozycją rozpalającą wyobraźnie czytelniczek – fanek w każdym wieku. Nieodłącznym bonusem, bez którego nie może odbyć się żadna z premierowych konferencji jest obecność Alana (Channing Tatum) – modela okraszającego okładki serii opowieści o Angeli i Dashu i rutynowo rozrywającego podczas prezentacji śnieżnobiałą koszulę na imponującym torsie. Pisarka, która wcześniej zajmowała się archeologią u boku męża, po jego śmierci porzuciła naukowe aspiracje. Wiodąc mizantropijne życie z kieliszkiem chardonnay w pięknej wannie w jeszcze piękniejszym apartamencie wzdycha do starożytnych cywilizacji i nieżyjącego ukochanego. Gdy decyduje się by w najnowszym erotyku zawrzeć część pisma obrazkowego,  które niegdyś analizowała, wpada w poważne tarapaty…

Oto zafascynowany i zaślepiony chęcią odnalezienia zaginionego miasta Fairfax (Daniel Radcliffe), ekscentryczny bogacz i fan Loretty porywa kobietę, by pomogła mu odszukać ukryty skarb. Na ratunek uprowadzonej wyrusza nieszczególnie bystry Alan – model – crossfitowiec, filozof – były komandos Jack Trener (Brat Pitt) oraz sfrustrowana przyjaciółka – menagerka Beth (Da’Vine Joy Randolph).

Niby nic nowego, a jednak…

Brzmi banalnie? Niewątpliwie. Czy podobnej fabuły nie przerabialiśmy już w przynajmniej kilku mniej lub bardziej udanych kompilacjach? Z pewnością. A jednak Zaginione miasto serwuje sporą porcję rozrywki, która realnie stanowi dobrą zabawę oraz prezentuje sporo świeżych dowcipów. Produkcja reżyserskiego duetu nie jest komedią odkrywczą i błyskotliwą, ale błyszczącą – owszem. Błyszczy cudowny, cekinowy kombinezon Loretty, oczarowuje przerysowana muskulatura Alana, lśnią na tle eksplozji długie blond włosy Jacka Trenera. Film jest zdecydowanie przyjemny wizualnie. Dominikańska wyspa,  na której kręcono komedię, porywa fantastyczną dziką przyrodą; jest wszystko, czego potrzeba do romantyczno – zabawno – przygodowego seansu: gęsta dżungla, imponujące wodospady, aktywny wulkan i niebagatelne pijawki rzeczne. Doświadczymy zarówno przewidywalnych – i w przypadku tej konwencji nie jest to zarzut – dialogów będących udanym pastiszem na mdłe romanse, jak i nieodzownych dla tego rodzaju kina wybuchów i strzelanin. Stanowczo wszystko współgra i stanowi dobrze skomponowaną całość.

Przyjemne zaskoczenie

Moim immanentnym problemem związanym z komediami jest poczucie żenady. Przeżywam specyficzny lęk przed tym pozornie łatwym gatunkiem filmowym, obawiając się poczucia ciężkości, konfuzji i przytłoczenia głupotą, nierzadko lukrowaną. Mam dobrą wiadomość: Zaginione miasto ogląda się naprawdę komfortowo. Oczywistym warunkiem jest nastawienie  na rozrywkę bez konieczności angażowania jakichkolwiek cerebralnych pokładów – analizowania, dociekania i obliczania prawdopodobieństwa wystąpienia pewnych sytuacji. Komedia braci Nee nie jest wymagająca i być nie musi, nie uruchamia potrzeby zastanawiania się, nie powoduje zaangażowania w przewidywalne, szablonowo skrojone postacie. Natomiast zapewnia  ubaw  z serią wielu śmiesznych scen, dowcipów i gagów.


Za zaproszenie na seans dziękujemy:

Multikino logo

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close