W piątek 05 lipca odbędzie się premiera filmu francuskiej dokumentalistki, reżyserki, uczennicy Krzysztofa Kieślowskiego, Julie Bertuccelli „Pamiątki Claire Darling”.

 

Claire (Catherine Deneuve) budzi się któregoś poranka  z przeświadczeniem, że rozpoczynający się dzień jest ostatnim w jej życiu. Pochłonięta wizją śmierci postanawia do wieczora pozbyć się wszystkich starannie i z pasją przez lata zbieranych bibelotów oraz dzieł sztuki. Misja przydomowej wyprzedaży za bezcen komplikuje się, bowiem posiadłość wypełniają rozliczne pamiątki, które niemalże z każdym spojrzeniem i dotknięciem przywołują żywe, przepełnione emocjami wspomnienia. Zaalarmowana przez zaniepokojoną  przyjaciółkę z lat młodości córka Claire, Marie (Chiara Mastroianni) przyjeżdża by skonfrontować się ze wszystkim, od czego próbowała uciec: z bolesną relacją z ekscentryczną, oschłą matką, z pamięcią o rodzinnych dramatach wpisanych w posesję oraz  byłą miłością.

 

„Przemieszczać się, to kierować się w stronę słońca, księżyca, drogi mlecznej”

W dramacie przeplatają się i zgodnie współistnieją sceny bieżącego życia z gwałtownymi wspomnieniami, które zaburzają funkcjonowanie w teraźniejszości, są nośnikiem skrywanych traum, ale i budują fabułę na równi z czasem rzeczywistym. Film jest o tyle uniwersalny, że w jakiejś mierze przekazuje część prawdy o więzach rodzinnych, którymi spętani – i w pewnym stopniu, we właściwym sobie sensie – zniewoleni jesteśmy wszyscy. Pod fasadą często skrywane są tajemnice, żale i tęsknoty nieznajdujące ujścia na co dzień. A czas nasz jest ograniczony…

Dzieło Bertuccelli jest na wskroś piękne i dojrzałe. Wypełniają je zachwycające, sentymentalne kadry, poruszająca muzyka i oddziałujące relacje między nieprzystępną, oziębłą Claire, a łaknącą bliskości, pełną deficytów Marie. Wspólne sceny elektryzują, na co zapewne ma wpływ fakt, iż więź stworzona została przez aktorki będące w istocie matką i córką. Wbrew pozorom, całokształt nie wzbudza poczucia przytłoczenia, jest znakomicie wyważony. Sądzę, że widzowie znający bądź kojarzący kunszt i technikę filmową Kieślowskiego odnajdą u reżyserki wspólne płaszczyzny – pewną metafizykę oraz głęboki, choć sporadyczny spokój koegzystujący z przedstawionym istotnym problemem – przynajmniej osobiście tak odbieram twórczość rodzimego mistrza.

 

 

 

 


Za możliwość obejrzenia i zrecenzowania filmu dziękujemy: