3096 dniCzasami w wieczornych wiadomościach słyszymy nieprawdopodobnie brzmiące historie, od których włos nam się jeży na głowie. Burzą nasze poczucie komfortu i bezpieczeństwa, nawet jeśli słyszymy je siedząc w naszym własnym domu spokojnie popijając herbatę. Słysząc takie relacje z przerażeniem myślimy: „To mogło się zdarzyć każdemu”. Historia Nataschy Kampush jest z pewnością jedną z nich.  

Natascha jako 10-letnia dziewczynka, w roku 1998 w drodze do szkoły, została siłą wciągnięta do białego vana przez nieznanego mężczyznę. Był to Wolfgang Priklopil, który od dawna skrupulatnie planował tę chwilę, w której dziewczynka stanie się jego własnością. W piwnicy swojego domu na przedmieściach przygotował dla niej więzienie: maleńkie pomieszczenie pozbawione okna, o wymiarach 2 na 3 metry kwadratowe – to tutaj Natascha  spędzi następne 8 lat swojego życia.

Drogę, jaką przebyła wstrząsająca historia Nataschy Kampusch na ekran była długa i wyboista. I, jak to zwykle bywa, zaczęła się od książek opisujących jej traumatyczne przeżycia, kiedy przez długie lata żyła w zamknięciu, zdana na łaskę tylko i wyłącznie swojego porywacza.

Natascha od momentu odzyskania wolności w wieku 18-stu lat w 2006 roku, niejednokrotnie opowiadała swoją traumatyczną historię podczas intymnych wywiadów z dziennikarzami, poruszając aspekt brutalnej relacji i paradoksalnie silnej więzi, która łączyła ją z oprawcą. Bardzo szybko po odzyskaniu przez dziewczynę wolności, kiedy ta sprawa była mocno rozdmuchiwana w mediach, na podstawie wywiadów została wydana nieautoryzowana przez Kampusch biografia „Dziewczyna z piwnicy. Szokująca historia Nataschy Kampusch”(tyt. org.: „Girl in the Cellar. The Natascha Kampusch Story”) napisaną przez dwóch dziennikarzy: Allan’a Hall oraz Michael’a Leidig. Prawnik Kampusch oświadczył, że książka ta jest oparta jedynie na domysłach, a nie faktach. Równolegle do tych wydarzeń matka Nataschy, Brigitta Sirny, wraz z Allan’em i Michael’em napisali książkę, w której opisane jest życie z perspektywy matki z okresu porwania Nataschy – w Austrii był to bestseller.

W 2010 roku, niemiecki reżyser Bernd Eichinger oświadczył, że zamierza nakręcić film w oparciu o niezwykłą historię Kampush – sam pomysł został zaaprobowany przez Nataschę. Reżyser planował zaangażować Kate Winslet do głównej roli, niestety te plany przerwała jego nagła śmierć.

Natascha Kampusch doczekała się zekranizowania swojej historii dopiero w 2012 roku. Film „3096 dni” (org. „3096 Tage”) wyreżyserowała Sherry Hormann, która ma na koncie ogólnoświatowe produkcje kinowe, jak chociażby „Kwiat pustyni” (2009) czy „Wdowy” (1998). Film „3096 dni” został wyreżyserowany w oparciu o niedokończony scenariusz Eichinger’a oraz autobiografię Kampusch („3096”) i trafił do kin w lutym 2013 roku. W rolę Nataschy wcieliła się Antonia Campbell-Hughes, która z dużym poświęceniem oddała się pracy przy tej produkcji, między innymi poddała się rygorystycznej diecie, na której bardzo schudła by upodobnić się do Nataschy, która często była głodzona przez Wolfganga.

W roli oprawcy zagrał Thure Lindhardt („Obok nas”, „Anioły i Demony”), a samą Nataschę zagrała Antonia Campbell-Hughes („Po drugiej stronie snu”), którzy stworzyli zgrany aktorski duet na ekranie i oboje byli bardzo przekonujący w swoich kreacjach.

Niektórzy psychologowie podzielali opinię jakoby u Nataschy wystąpił syndrom sztokholmski, często pojawiający się w długotrwałych relacjach oprawca-ofiara. W produkcji filmowej dziwny związek Nataschy i  Wolfganga ukazany został bardzo szczegółowo, a szczególnie ich wzajemne przywiązanie. Mnie najbardziej przypadła do gustu scena, w której Natascha dostała od Wolfganga książki, które były dla dziewczynki niejako oknem na świat i pozwalały chociaż na chwilę zapomnieć o okropnym losie, który ją spotkał. Natascha doskonale zdawała sobie sprawę, że jest życie zależy tylko i wyłącznie od jej porywacza – jej egzystencja skończyłaby się, gdyby Wolfgang umarł, np. na zawał – ona sama zostałaby pogrzebana żywcem w piwniczce… Paradoksalnie, sam oprawca nie potrafił wyobrazić sobie swojego życia bez tej dziewczyny – gdy tylko zdał sobie sprawę z jej ucieczki, popełnił samobójstwo.

W przypadku jak „3096 dni” ciężko jest mówić o akcji, gdyż jej tempo nie odgrywa w tego typu produkcjach dominującej roli, jednak ten film trzyma w napięciu od początku do końca. I to wcale nie za sprawą mnogości scen brutalnych, wulgarnych i drastycznych. Przez cały film kibicowałam głównej bohaterce, aby udało się jej uciec (mimo że wiedziałam, że tak się w końcu stanie) i zastygałam w bezruchu, kiedy przy kilku okazjach próbowała szczęścia. Jej nieprawdopodobne doświadczenia, obdarcie z ludzkiej godności, fizyczne i psychiczne znęcanie się ciemiężyciela, całkowity brak kontroli nad własnym życiem – to sprawy tak odległe i abstrakcyjne dla większości z nas, że trudno jest objąć rozumem historię Nataschy.

„3096 dni” skupia się w przeważającej mierze na osobistych doświadczeniach Nataschy oraz jej relacji z Wolfgangiem. Z pewnością dla osób interesujących się psychologią jest to świetne studium przypadku, jednak ja odczuwałam pewien niedosyt. W filmie brakowało mi ukazania historii z perspektywy matki Nataschy – co przeżywała po porwaniu córki, kompletnie nie wiedząc co się z nią dzieje, czy w ogóle żyje i czy się jeszcze zobaczą? Czy podjęła jakieś kroki, by odnaleźć córkę po jej zaginięciu? Jest raptem kilka słabo zarysowanych w filmie akcentów, w których pokazana jest rozpacz Brigitty oraz złość na samą siebie, że w dniu zniknięcia dziecka, posprzeczała się z Nataschą. Relacja matka-córka została w filmie praktycznie przemilczana i miałam wrażenie, że została maksymalnie spłycona, przez co nawet ich spotkanie po ośmiu latach rozłąki nie wypadło wiarygodnie. Nawet stosunki matki Wolfganga z synem są przedstawione bardziej szczegółowo, jednak nadal dość powierzchownie.

Tak niewiarygodne historie, jak ta, która się przytrafiła Nataschy Kampusch, zawsze wzbudzą wiele emocji i kontrowersji. „3096 dni” jest filmem skonstruowanym poprawnie, a role są dobrze odegrane przez aktorów, jednak gdyby nie to, że produkcja opiera się na faktach tak wstrząsających ludzką psychiką, nie uważam, że mógłaby do siebie przekonać szersze grono odbiorców. Twórcy filmu nie wyszli poza schematyczne ramy tego rodzaju kina. Brakowało mi polotu wizualnego, brakowało mi poziomu, który mógłby zaspokoić widzów o bardziej wysmakowanych gustach. Oglądając taki film chciałabym zobaczyć ukłon w stronę inteligentnej widowni, która nie musi mieć wszystkiego podanego wprost, tak beznadziejnie chronologicznie. A gdzie szczypta tajemnicy? Odrobina niedomówień, by pobudzić intelektualnie? Nie lubię być biernym widzem. Pomimo mojego niesłabnącego zaangażowania emocjonalnego, szokujących scen i świadomości, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, nie mogłam się pozbyć wrażenia, że film został zrobiony co najwyżej poprawnie. Co nie zmienia faktu, że główni aktorzy naprawdę stanęli na wysokości zadania i to oni stanowią prawdziwe atuty tej produkcji. Na kolejne filmy z  Antonii Campbell-Hughes (za rolę Nataschy otrzymała nominację do nagrody IFTA) oraz Thure Lindhardt będę czekać z niecierpliwością. Niemniej jednak polecam zapoznać się z tą produkcją i ocenić ją osobiście – jeśli szukacie mocnych wrażeń, to „3096 dni” z pewnością zaspokoi te oczekiwania. Jeśli oprócz doznań emocjonalnych szukacie również przemyconego wyzwania intelektualnego, to raczej nie tym razem.

Źródło zdjęcia: Filmweb.