zrobilbym-cos-zlego
Kolejny audiobook, którego miałam przyjemność wysłuchać, przywołał we mnie wspomnienia i sentymenty z dzieciństwa. „Zrobiłbym coś złego” Michała Chmielewskiego to opowieść o grupie chłopców dorastających, podobnie jak ja, w latach 90 – tych. Już samo to sprawiło, że moje nastawienie do jej wysłuchania było niezwykle pozytywne. Wiele się po niej spodziewałam. I nie rozczarowałam się.

Akcja powieści rozgrywa się latem 1997 w niewielkiej polskiej miejscowości. Główni bohaterowie to dwunastoletni chłopcy: Rykun, Malina, Chyra i Rudy. Z czasem do grupy dochodzi Olka, która przyjechała na kolonie. Rozpoczynając wakacje nawet nie spodziewają się jak czarny cień rzucą one na całe ich dalsze życie. Już na początku słuchając o głupich żartach i mało rozsądnych wygłupach, od razu miałam przed oczami grupkę chłopców z mojej dawnej podstawówki. Rzucanie jajkami w samochody albo podpalanie siana, żeby patrzeć na dym w ich wydaniu wcale by mnie nie zdziwiło. Za każdym razem, kiedy dla bohaterów nuda staje się zbyt dokuczliwa, któryś z nich rzuca hasło „zrobiłbym coś złego…” i wtedy zaczyna się knucie szatańskiego planu na kolejny niecny występek. Zdaje się, że zawsze będą spadać na cztery łapy, aż do chwili, kiedy jeden z nich znajduje pistolet… Wtedy sprawy mogą mieć tylko coraz gorszy obrót…

Jeżeli także wracacie czasem do tamtego okresu, to wiele elementów powieści przywróci jeszcze żywsze wspomnienia. Któż nie pamięta gier na Pegasusie, gum Turbo i zapisanych zeszytów Złotych Myśli? Pomimo tego, że bohaterowie są dziećmi, książka jest dedykowana raczej dorosłym odbiorcom. Część fragmentów to dość drastyczne opisy, ale są one dość ciekawym uzupełnieniem fabuły. Poza tym książka pokazuje jak fatalne w skutkach mogą być eksperymenty ze złem.

Lektorem audiobooka jest Piotr Borowski, polski aktor teatralny i filmowy. Występuje w Teatrze Narodowym i Teatrze Rozmaitości. Słynie ze znajomości sztuk walki, a jeśli jest angażowany do filmu, to jako postać charakterystyczna. Jego głos cechuje lekkość, wręcz powiedziałabym świeżość i młodość, co doskonale wpasowało się w klimat powieści i wiek bohaterów. Potrafi mu nadać ton małoletniego kombinatora i rozrabiaki, co w tym przypadku jest niezwykle istotne. Dynamika jaka go charakteryzuje sprawia, że płyty słucha się szybko, a ponieważ sama książka łącznie trwa cztery i pół godziny, można zostawić ją sobie na wolne popołudnie, czy wieczór i wysłuchać w całości, śledząc losy nastolatków i oddając się własnym wspomnieniom. Jesteście dziećmi lat 90 – tych? Koniecznie zwróćcie uwagę na „Zrobiłbym coś złego”, a się nie rozczarujecie!

A poniżej fragment audiobooka:


Za płytę do recenzji dziękujemy

logoaudio