Zimowe nawiedzenie – Dan Simmons

„Zimowe nawiedzenie” Dana Simmonsa to kontynuacja powieści „Letnia noc”, która była inspiracją dla twórców serialu Stranger Things. Czy powrót do miasteczka Elm Haven po czterdziestu latach będzie równie przerażający i krwawy jak lato w 1960 roku?

Zimowe nawiedzenie

Dan Simmons znany jest z tego, że w swojej twórczości nie ogranicza się do jednego gatunku literackiego. W jego dorobku znajdziemy bowiem zarówno genialny cykl science fiction pt. „Hyperion”, jak i kryminalną trylogię o Joe Kurtz’u czy chociażby jego najbardziej znaną powieść „Terror”, która opowiada o wyprawie badaczy w maju 1845 roku ku północnym wybrzeżom Kanady, w celu odnalezienia Przejścia Północno-Zachodniego. Pisarz odnajduje się również świetnie w stylistyce horroru. Taki charakter ma właśnie „Letnia noc” oraz jej kontynuacja „Zimowe nawiedzenie”.

Elm Haven- miasteczko z lat dzieciństwa 

„Czterdzieści jeden lat po tym, jak umarłem, mój przyjaciel Dale powrócił na farmę, na której zostałem zamordowany. Panowała wtedy ostra zima.” 

Te zdania otwierają powieść „Zimowe nawiedzenie”. Już one zdradzają nam to, że naszemu bohaterowi będą towarzyszyć duchy z przeszłości w otoczeniu przerażającej ciemności i zimna. A to dopiero początek!

Dale Stewart to wykładowca oraz poczytny powieściopisarz. Po wielu niepowodzeniach życiowych postanawia on powrócić do miasteczka ze swoich lat dzieciństwa. Ma nadzieję, że w odosobnieniu uda mu się odzyskać natchnienie i stworzy powieść. Planuje zrekonstruować w niej czasy beztroski i odtworzyć lato ’60. Jak się możemy dowiedzieć, nie pamięta on makabrycznych wydarzeń, jakie miały wtedy miejsce. Decyduje się on wprowadzić  do opuszczonego domu swojego tragicznie zmarłego przyjaciela z dzieciństwa i tam rozpocząć pracę nad książką. Nie wie on jednak, że mimo upływu wielu lat mrok wciąż na niego czeka.

Zimowe nawiedzenie

„Zimowe nawiedzenie” – godny następca „Letniej nocy”?

Jako że „Zimowe Nawiedzenie” osadzone jest w świecie, który znamy już z książki „Letnia noc”, nie sposób nie porównywać ze sobą tych dwóch tekstów. Pierwsza powieść z serii jest znacznie bardziej rozwleczona niż jej następczyni. Obecność dużej liczby bohaterów zmusza pisarza do wielu retrospekcji. Część opisująca lata 60. jest również znacznie brutalniejsza, bardziej krwawa. Pełno w niej gore. Natomiast „Zimowe nawiedzenie” straszy w zupełnie inny sposób. Akcja skupia się głównie na jednym bohaterze. Nie ma tam wielu krwawych scen, chociaż i takie się pojawiają. Należy jednak zaznaczyć, że są one o wiele bardziej subtelne.

Strach w okowach zimna

W „Zimowym nawiedzeniu” Dan Simmons pokazał, że straszyć można na wiele sposobów. Poczucie strachu i niepokoju narasta tu stopniowo i działa na wielu poziomach. Zaczyna się niezwykle subtelnie od tajemniczych drzwi, zamkniętych na klucz od wielu lat, za którymi znajduje się kilka pokoi. Czy to kwestia oszczędności i tego, że wcześniejsi lokatorzy nie chcieli ogrzewać tak dużej posiadłości? A może czai się tam coś niepokojącego, od czego lepiej było się odizolować? Bohatera nawiedzają również ogary. Psy wyglądające jakby wyciągnięte wprost z czeluści piekielnych. Na początku co prawda nie wzbudzają niczyich podejrzeń, ot małe pieski, które pojawiają się pod domem Dale’a, uważnie go obserwując. Z czasem stają się one jednak coraz większe (tak samo, jak strach bohatera). Przybierają piekielne i upiorne oblicze.

Tło obyczajowe

Dan Simmons w swojej książce zarysował również świetnie wątki obyczajowe. Jak już podkreśliłam na początku recenzji, pisarz potrafi genialnie żonglować gatunkami literackimi. Jego powieść grozy to nie tylko typowy horror, ale również powieść obyczajowa o bardzo dobrze zarysowanych relacjach pomiędzy bohaterami. Znajdziemy tam też dogłębną analizę psychologiczną postaci. Wątek miłości profesora ze studentką, tęsknota za utraconym życiem i nostalgia za idealizowanymi czasami dzieciństwa wychodzą na plan pierwszy.

„Zimowe nawiedzenie” straszy w sposób nieoczywisty. Nieśpiesznie tworząc nastrój, wzbudzając pewien niepokój. Podskórnie wiemy, że zaraz coś się wydarzy, że bohatera czeka coś złego. Trwamy tak w napięciu, aż… do zaskakującego finału. Czy jest on satysfakcjonujący? Ten aspekt książki może okazać się kwestią sporną. Warto jednak dodać, że wnikliwy czytelnik dostrzeże pewne wskazówki, które autor sprytnie rozrzuca po całej powieści. Mogą one zasugerować to, jakie jest rozwiązanie „Zimowego nawiedzenia”.

Książkę bardzo polecam. To świetny wybór na lutowy wieczór, kiedy siedzimy pod kocem i tęsknie wypatrujemy zimy za oknem.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu:

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close