Czasami trafiam na powieści, które po przeczytaniu opisu zapowiadają się bardzo interesująco, ale niestety okazuje się, że coś mi w nich nie zagrało i efekt jest odwrotny. Tak było w przypadku „Tajemniczego Mężczyzny”. Chcecie wiedzieć co dokładnie było nie tak?

Gwendolyn Kidd półtora roku temu spotkała mężczyznę swoich marzeń. Przystojnego, seksownego, dającego jej nieziemską rozkosz i namiętność w sypialni. Problem w tym, że on od tamtej pory zjawia się wyłącznie nocą. Pojawia się i znika, jak gdyby rozpływał się powietrzu a ona nie ma pojęcia nawet jak on się nazywa. Ma jednak pewność, że jest on tym jedynym i nie próbuje się mu opierać, całkowicie mu ulegając, każdej nocy, kiedy się pojawia w tajemniczy sposób.

Niestety Gwen znalazła się w złym miejscu, o złej porze i w złym towarzystwie. Ta kumulacja zdecydowanie nie wyszła jej na dobre. Nagle wokół niej zaczynają dziać się niepokojące i niebezpieczne rzeczy. Dziewczyna wpada w oko przystojnemu przywódcy bandy motocyklistów, zwraca też na siebie uwagę bezwzględnych gangsterów. Zaczyna się nią również interesować pewien przystojny i czarujący policjant z Denver. Jakby było mało, jej Tajemniczy Mężczyzna zjawia się w jej domu, by ratować ją z opresji. Niespodziewanie poznaje jego tożsamość i zaczyna bliżej poznawać swojego nocnego kochanka. Czy Tajemniczy Mężczyzna zdąży przyjść z odsieczą i uratować Gwen?

Na początku był chaos. Tak mogłabym podsumować początek książki. Czytałam, czytałam i zastawiałam się, o co tu właściwie chodzi? Z tym, że autorka poszła krok dalej. Tutaj chaos jest po prostu cały czas. Nie tylko na początku. Ta chaotyczna fabuła ciągnie się przez całą powieść. Myślałam, że w miarę rozkręcania się powieści, wszystko się także unormuje, niestety tak się nie stało.

Konstrukcja tej powieści jest dość dziwna. Zaczęłam ją czytać i nie mogłam odnaleźć się w fabule. Czułam się, jakbym zaczęła czytać kilkutomową serię od środka, jakbym wpadła w sam środek urwanej w poprzednim tomie, fabuły. A tak nie jest. „Tajemniczy mężczyzna” to pierwszy tom serii, z tym, że każda z części dotyczy innej pary bohaterów. Czytając, czułam się wyrwana z kontekstu. Większość sytuacji działa się, jakby była wyrwana z książkowej rzeczywistości i wrzucona gdzie popadnie. Miałam nadzieję, że szybko się to zmieni. Moje nadzieje niestety były płonne. Po przeczytaniu zarówno stu, jak i trzystu a nawet ponad pięciuset stron, czyli całości, nic się w tym temacie nie zmieniło.

Spotkałam go w restauracji niecałe półtora roku wcześniej, wróciliśmy wtedy razem do mnie do domu. Przespałam się z nim i to był najlepszy seks w historii. Na szczęście, a może niestety, zależy jak na to spojrzeć, on wrócił po więcej. Za każdym razem udowadniał, że ta pierwsza noc nie była szczęśliwym przypadkiem, ale zapowiedzią wielu cudownych przeżyć. Nie dałam mu klucza. Nie wiedziałam, jak dostawał się do środka. Ale jakoś to robił. Nie przychodził co noc. Czasem tylko raz w tygodniu, czasem dwa razy.

 

Nie myślałam również, że może być bardziej irytująca postać, niż Cassandra ze Snów Morfeusza, ale jednak się da. Taka jest właśnie Gwendolyn Kidd. Ta dziewczyna nie umie się chyba wypowiedzieć konkretnie na wskazany temat, bo jej odpowiedzi na pytania rozwlekają się na zbyt wiele wątków pobocznych. Ciężko jest nie zirytować się czytając dialogi, w których bierze udział. Na dodatek najwyraźniej brakuje jej instynktu samozachowawczego i cały czas pakuje się w kłopoty. Zupełnie nie słucha ostrzeżeń osób, o których wie, że powinna ich słuchać. Robi co jej się podoba i kiedy chce.

Autorka zapewne planowała napisać dobry romans, który, żeby nie być sztampowym, miał mieć w sobie rozbudowany, ciekawy wątek sensacyjny. Niestety nie do końca tak wyszło i zarówno nie wyszedł z tego super romans (scen bezpośrednio dotyczących relacji pomiędzy głównymi bohaterami jest, naprawdę, jak na lekarstwo), ani znakomita powieść sensacyjna. Krótko mówiąc, dobrze żarło, ale niestety zdechło.

Plus tej historii jest taki, że czyta się ją naprawdę szybko. Zanim się zorientowałam, miałam za sobą ponad trzysta stron. Fabuła, mimo że dość chaotyczna, jakby polepiona z różnych, luźnych wątków, jednak wzbudza zainteresowanie i chęć poznania, co dzieje się dalej. Kolejne karty powieści przelatują dość szybko pod palcami i coś ciągnie do czytania dalej i oczekiwania na wyjaśnienie historii. W całej tej sytuacji najdziwniejsze jest to, że jestem ciekawa następnych jej części i zapewne po nie sięgnę, jeśli ukażą się na naszym rynku. Być może to pewien rodzaj masochizmu, ale dam autorce drugą szansę. Być może ten drugi tom będzie lepiej napisany. Poza tym było tam naprawdę sporo zabawnych dialogów czy sytuacji, które umilały lekturę.

– Czy to się naprawdę stało? – szepnęłam.

– O, tak – odparł Hawk, wziął mnie za rękę i poprowadził do drzwi.

– Mój ojciec właśnie nas przyłapał, jak się całowaliśmy, a ty trzymałeś mnie za tyłek? – upewniłam się.

– O, tak – powtórzył Hawk, otwierając drzwi i ciągnąc mnie za sobą.

– Cóż, przynajmniej mam swoje buty od Jimmy’ego Choo, teraz mogę już umierać. Zabierz mnie na najbliższy przejazd kolejowy, a ja już sama rzucę się pod pociąg.

 

Jestem ciekawa Waszego zdania na temat tej książki. Czy może Wasze odczucia z nią związane są podobne, a może jest wręcz przeciwnie?


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy