Długo czekałam na kolejną książkę Elżbiety Rodzeń, ale się doczekałam. I jak zawsze, nie zawiodłam się. „Przyciąganie” to znakomita, ale i trudna historia. Przekonajcie się sami.

Życie zmusiło Nadię do rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Niegdyś bardzo silna, teraz żyje w ciągłym strachu, nieustannie oglądając się za siebie. Gdy otrzymuje pracę w charakterze osobistej opiekunki młodego mężczyzny poruszającego się na wózku, wydaje się, że w końcu znajdzie spokój, którego tak bardzo pragnie i potrzebuje. Garret zawsze miał absolutnie wszystko. Wychowywał się w domu, w którym nie brakowało miłości ani pieniędzy. Odnosił sukcesy w sporcie i miał piękną dziewczynę. Nie spodziewał się jednak, że wszystko zostanie mu odebrane w ciągu jednej nocy. Teraz jest młodym, ekscentrycznym prawnikiem, który każdego dnia próbuje udowodnić sobie i wszystkim dookoła, że niepełnosprawność jest najmniejszą przeszkodą na drodze do życia pełną piersią. Jest w pełni samodzielny, prowadzi samochód, robi zakupy i gotuje sobie sam, a nawet uprawia sporty ekstremalne. Kiedy jego ojciec zatrudnia dla niego pielęgniarkę, postanawia zrobić wszystko, by pozbyć się jej jak najszybciej. Nie spodziewa się jednak, że nie będzie to takie proste, a pomiędzy nim a Nadią wytworzy się nietypowa więź.

Elżbieta Rodzeń skradła moje serce „Dziewczyną o kruchym sercu”. Później była cudowna „Zimowa miłość” i chwytająca za serce „Przyszłość ma twoje imię”. W końcu światło dzienne ujrzało „Przyciąganie”, na które długo musieliśmy poczekać. Dość dużo czasu minęło niestety zanim mogłam ją w końcu przeczytać. I również przeczytanie jej zajęło mi kilka dni. Nie myślcie jednak, że było tak dlatego, że książka jest nudna, nieciekawa i męczyła mnie jej lektura. Wręcz przeciwnie. To znakomita, piękna historia, która zmusza do refleksji podczas jej lektury. Choćbym chciała, nie umiałam jej szybko przeczytać. Były momenty, że musiałam wręcz ją na chwilę odłożyć, odświeżyć głowę i wrócić do dalszej lektury.

O czym jest „Przyciąganie”?

A o czym właściwie jest „Przyciąganie”? To historia o przyjaźni, miłości, życiu w lęku i byciu zmuszonym do ciągłego oglądania się za siebie, o walce o lepsze jutro, która czasami bardzo boli. O przełamywaniu własnych słabości, trudnych wyborach, podejmowaniu decyzji i mierzeniu się z ich konsekwencjami. To złożona, skomplikowana historia, która daje nadzieję i zmusza do refleksji nad tym, co dla nas jest w życiu najważniejsze.

Nie miałam pojęcia, co mnie czekało, ale wiedziałam jedno. Przyciąganie między nami było tak silne, że nie mogłam go zignorować. Pragnęłam poddać się tej miażdżącej sile i przekonać na własnej skórze, jak to jest być z tym mężczyzną. Nie myślałam już o żadnych kosztach, które miałabym za to ponieść. Po prostu musiałam znaleźć się w jego ramionach.

 

Autorka poruszyła ważne i trudne tematy, które są niestety często spotykane na co dzień i jeszcze częściej zamiatane pod dywan. Nikt za bardzo nie chwali się tym, że jest ofiarą przemocy domowej. Nie każda ofiara jest nawet tego świadoma, co robi z nią jej oprawca, będący zazwyczaj bardzo bliską osobą. Niezbyt często mówi się także o tym, z jakimi trudnościami w życiu codziennym, zarówno w domu, jak i poza nim, spotykają się osoby niepełnosprawne, poruszające się na wózkach. Jak często ułatwienia, które są dla nich przygotowane, są dla nich upokarzające, stygmatyzują je lub powodują nadmierne zwracanie na nich uwagi. Na te wszystkie kwestie w swojej książce zwróciła uwagę autorka.

Jednocześnie na przykładzie Garreta, Elżbieta Rodzeń pokazuje, że poruszanie się na wózku to wbrew pozorom nie wyrok. A wiele ograniczeń (za wyjątkiem tych typowo architektonicznych) znajduje się wyłącznie w naszej głowie. Nadal można spełniać swoje marzenia, realizować się zawodowo, uprawiać sporty, cieszyć się życiem. A przede wszystkim kochać i być kochanym przez drugą osobę, która nie będzie się litować nad osobą niepełnosprawną tylko dlatego, że ta nie może chodzić na własnych nogach.

Co bardzo mi się podobało również w tej książce? Wiek bohaterów. Nie mamy tu często spotykanych nastolatków lub młodych dorosłych, którzy ledwo przekroczyli dwudziestkę. Nie, żebym miała coś do młodszych bohaterów, bo bardzo lubię czytać również dobre młodzieżówki. Jednak na rynku wydawniczym jest naprawdę niewiele propozycji, w których główni bohaterowie mają około trzydziestu lat lub więcej, czyli są moimi rówieśnikami. Nie mam pojęcia, z czego to wynika, być może należałoby o to zapytać autorów. Elżbieta Rodzeń najwyraźniej nie boi się tworzyć właśnie takich bohaterów, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Jej postaci mają już pewien bagaż życiowych, często niełatwych, doświadczeń. Podchodzą do życia inaczej, niż ich dziesięć lat młodsi koledzy.

Skomplikowane postaci

A co więcej można napisać na temat Nadii i Garetta? Są skomplikowanymi i złożonymi postaciami. Każde z nich ma bardzo złe doświadczenia z przeszłości, które w bardzo dużym stopniu rzutują na podejmowane przez nich obecnie decyzje. Mają swoje wady i zalety, za które można ich bardzo polubić. A przede wszystkim fundują nam cały wachlarz emocji podczas lektury. Tego w „Przyciąganiu” nie zabraknie na pewno. Wraz z nimi będziecie się śmiać, płakać, przeżywać wzloty i upadki, przeżywać napotykane trudności i próbować rozszyfrować motywację ich postępowania. Bo, o ile w przypadku Nadii, będzie to łatwiejsze, to samego Garreta i jego przeszłość nie jest tak łatwo rozszyfrować.

Najchętniej napisałabym Wam tu dużo więcej przemyśleń na temat tej powieści, jednak wiązałoby się to ze zbyt dużą ilością spoilerów z fabuły. A nie o to chodzi, żeby zdradzić Wam wszystko i nie zostawić niczego do samodzielnego odkrywania oraz odebrać Wam szansę na bycie zaskoczonym przez autorkę. A uwierzcie mi, zdarzyło się to kilkukrotnie.

Jeśli lubicie książki ociekające emocjami, chwytające za serce i wykręcające je na drugą stronę, które poruszają problemy, jakie mogą dotyczyć każdego, zwykłego człowieka, to koniecznie musicie sięgnąć po „Przyciąganie”. Nie zawiedziecie się.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu