krefeld sektaDetektyw Ravn znowu w formie. Tym razem bystry, ale i pokiereszowany życiowo były policjant ma za zadanie wyśledzić religijnego szaleńca – przywódcę sekty. Jak potoczy się śledztwo? Będzie interesująco, wciągająco i niebezpiecznie.

Były policjant, detektyw Thomas Ravnsholdt otrzymuje kolejne zlecenie. Ferdinand Mesmer, bogaty kopenhaski biznesmen, właściciel firmy zajmującej się strategiami zarządzania, pragnie by Ravn odnalazł jego zaginionego przed laty, dorosłego syna, Jakoba. Chce zapłacić ogromną kwotę wyłącznie za podanie adresu, pod którym przebywa jego syn. Wyznaje detektywowi, że Jakob cierpiał na depresję, miewał problemy psychiczne, przyłączył się do kościoła zielonoświątkowców, aż w końcu założył własną wspólnotę Wybrańcy Boga. Następnie, dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Niestety Ferdinand Mesmer nie jest szczery z Ravnem. Okazuje się, że młodego Mesmera szukał już wcześniej inny detektyw, który zniknął w tajemniczych okolicznościach. Ravnsholdt dociera do raportów swojego poprzednika, natrafiając na szokujące fakty. Ravn robi krok za daleko, wpadając w poważne niebezpieczeństwo. Co naprawdę skrywa rodzina Mesmerów? Jakie niebezpieczeństwo grozi Ravnowi?

Ravn powraca

Długo czekałam na powrót Ravna i chwila ta w końcu nadeszła. Z wielką ochotą sięgnęłam po kolejną książkę o przygodach byłego policjanta po przejściach. Nie zawiodłam się, choć początkowe 80 stron nieco mnie nużyło. Niewiele było tam typowych informacji o nowej sprawie, którą prowadził Ravnsholdt. Więcej było miejsca na nawiązania do poprzednich książek „Wykolejony” i „Zaginiony” oraz wspominanych w nich wydarzeń z przeszłości detektywa. Jeśli znacie już twórczość Michaela Katza Krefelda, wiecie, że warto zaczekać, nawet, jeśli początek może wydawać się niezbyt zachęcający. Tych, którzy jeszcze po nią nie sięgnęli, zapewniam, że warto. Ravn wynagrodzi Wam wszystko.

Tak, jak i poprzednio, Krefeld zaskakuje czytelnika właściwie do ostatnich stron książki. Kiedy wydaje się, że już wszystko wiemy, autor rzuca kolejną bombę, psując nasze szyki i burząc nasz dotychczasowy światopogląd. Na początek dostajemy dość mocną scenę, nie znamy jednak bohaterów, nie wiemy, kiedy owe wydarzenie miało miejsce, ani dokładnie czego dotyczyło. Możemy jedynie próbować się tego domyślić. Niepokój, który zasieje w czytelniku ta scena, będzie towarzyszył mu aż do samego końca.

Nie mamy tu dwóch perspektyw czasowych, jak poprzednio w przypadku „Zaginionego”. Jedyne odniesienia do przeszłości, poruszane są we wspomnieniach Ravna, wypowiedziach Ferdinanda Mesmera lub raportach detektywa, wcześniej zajmującego się sprawą zaginionego syna biznesmena. Jak nie trudno się domyślić po tytule książki, Wybrańcy Boga okazują się być najzwyklejszą sektą, a młodszy Mesmer jej guru. Wraz z Ravnem poznajemy jej działania, sposoby wyłudzania pieniędzy, odprawiane egzorcyzmy, szantaże, próby prania mózgu przyszłym jej członkom, aż po zbiorowe szaleństwo. To niezwykle wciągająca i jednocześnie niepokojąca podróż, pełna niebezpieczeństw i pułapek. Krefeld pokazał najważniejsze mechanizmy działania sekty, bez zbędnego rozwlekania tematu.

Ravn odłożył papiery na stojące obok plastikowe krzesło. Miał wrażenie, że za pośrednictwem Benjamina Jakob chciał przekazać ojcu wiadomość. Pokazać mu, jaką zyskał pozycję i władzę nad innymi. Dowieść, że wygrał walkę o duszę Benjamina. Z jednego z zaufanych pracowników ojca zrobił swojego wiernego sługę. W takim razie – jak zareagował Ferdinand Mesmer? Potem wydarzyło się wiele rzeczy: wybuchł pożar, Wybrańcy Boga zniknęli, zniknął też Jakob. A teraz okazało się, że powodzenie firmy Ferdinanda Mesmera zależy od podpisu jego syna. Najbardziej jednak dręczyło Ravna pytanie, dlaczego Ferdinand Mesmer go w to wszystko wciągnął. Nie podobała mu się myśl, że mógł być pionkiem w jego grze. Teraz najważniejszą rzeczą nie było już odnalezienie Jakoba. O wiele bardziej martwił się tym, co spotkało jego poprzednika. Uznał, że musi spotkać się z Benjaminem Clausenem.

Kryminały espresso

„Kryminały espresso”, jak określa swoją twórczość, to zdecydowanie najlepsze określenie dla książek Krefelda. Oby autor nigdy tego nie zmienił, gdyż ta cecha stała się już dla niego bardzo charakterystyczna. Jego specyficzny styl jest niezwykle wciągający i nie pozwala na oderwanie się od książki nawet na chwilę. Przyznam, że zabierałam „Sektę” ze sobą do kuchni, idąc zrobić sobie kolejną kawę. Czytałam zarówno idąc z pokoju do kuchni, w samej kuchni, jak i w drodze powrotnej z kubkiem gorącego napoju. Zdarza mi się to wyłącznie przy bardzo wciągających książkach, więc możecie domyślić się, że tak było również w tym przypadku.

Michaela Katza Krefelda mogliście spotkać podczas minionych Targów Książki w Krakowie. Niestety nie udało mi się tam dotrzeć, ale może ktoś z Was był na spotkaniu z pisarzem i pochwali się swoimi zdobyczami lub zdjęciami?

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy

wydawnictwo-literackie