„Until Trevor” to kolejna po „Until November” powieść Aurory Rose Reynolds opowiadająca o losach czworga braci Mayson. Słodka, zabawna i delikatna. W sam raz dla fanów romantycznych powieści z dodatkiem pieprzu. To także jeden z naszych styczniowych patronatów medialnych.

Nieśmiała piękność, Liz Hayes, nie ma w życiu szczęścia do mężczyzn. Najwspanialszy na świecie ojciec, zmarł, gdy jeszcze była dzieckiem. Mężczyzna, którego uważała za miłość swojego życia, porzucił ją, gdyż uznał, że nie pasuje do jego idealnie zaplanowanej przyszłości. Kiedy wydawało się, że pozbierała się i ruszyła do przodu, odwiedził ją brat, Tim. Niestety wkrótce niespodziewanie zniknął, a wraz z nim zniknęły oszczędności Liz oraz pieniądze, które miała w swoim sklepie. Żeby mieć z czego zapłacić czynsz oraz spłacić kredyt, musiała podjąć dodatkową pracę. Wybłagała przyjaciela jej rodziny i jednocześnie ojca jej przyjaciółki November, Mike’a, by przyjął ją na stanowisko kelnerki w swoim klubie nocnym. I wtedy niespodziewanie pojawił się Trevor Mayson. Przystojny, władczy, pewny siebie, o ustach stworzonych do całowania. Mężczyzna, z którym się zaprzyjaźniła i w którym odnalazła swoją bratnią duszę. Jednak jeden pijacki wieczór i jedno źle zrozumiane przez Trevora słowo, wypowiedziane przez nią w chwili uniesienia, przekreśliło tę relację. Problem tylko w tym, że Trevor cały czas zachowuje się jakby Liz była jego własnością. Gdy dowiedział się o jej pomyśle pracy, postanowił za wszelką cenę pomóc jej stanąć na nogach. Chce jednocześnie odzyskać jej stracone zaufanie i dotrzeć do serca dziewczyny. Czeka go nie lada wyzwanie, wymagające wiele wysiłku, by zbudować oparty na solidnych fundamentach związek z Liz. Kiedy wydaje się, że wszystko zmierza ku dobremu, ponownie w jej życiu pojawia się brat, a wraz z nim grożące Liz niebezpieczeństwo.

„Until Trevor” to historia o kolejnym z braci Maysonów. Czworga bardzo sobie bliskich braci, którzy w swoim mieście mają opinię kobieciarzy, przez których łóżka przewinęła się cała masa kobiet. Żaden z nich nie odmawiał sobie w życiu przyjemności, jednak działo się tak do momentu, gdy któryś z nich w końcu trafił na odpowiednią dziewczynę. W przypadku najstarszego z nich, Ashera, była to November. Przyszła pora na nieco młodszego Trevora. Dotychczas wszystkie przedstawicielki płci pięknej same wskakiwały mu do łóżka, a jego sława kobieciarza roznosiła się po całej okolicy. I nagle ten kobieciarz pragnie stać się monogamistą. Bo trafia go strzała Amora. Historia dość oczywista i przewidywalna, jednak czyta się ją naprawdę przyjemnie.

Gdy się przyjaźniliśmy, mówiłam mu rzeczy, których nie powiedziałabym nikomu innemu. Ufałam mu. Zaczynałam się zakochiwać w człowieku, którym nie jest; nie w tym przystojniaku, którego pragnie każda dziewczyna w mieście, lecz w prawdziwym Trevorze. Tym, który słuchał, gdy opowiadałam o swojej bolesnej przeszłości, tym, który pomagał staruszkom nosić zakupy, tym, który zatrzymał się pośrodku drogi, widząc ptaka ze złamanym skrzydłem, i tym, który kocha swoją mamę tak bardzo, że niezależnie od tego, gdzie i w czyim towarzystwie się znajduje, potrafi ją przytulić i powiedzieć, że ją kocha. To był Trevor, w którym zaczynałam się zakochiwać. Potem pokazał mi swoją brzydką stronę i zranił mnie.

 

Jak i w przypadku „Until November”, tak i tu mamy dość mocno zasłodzoną historię, przede wszystkim o mężczyźnie, który traci głowę dla jednej kobiety i zmienia się o 180 stopni zarówno pod jej wpływem, jak i dla niej. Aurora Rose Reynolds po raz kolejny w swojej powieści propaguje wartości rodzinne, przyjaźń, oddanie i wierność bliskim osobom. Jeśli ktoś lubi lekkie, słodkie historie lub potrzebuje przerywnika od mocniejszych, bardziej skomplikowanych czy ostrzejszych historii, to „Until Trevor” będzie najlepszą opcją.

Nie polecam jej natomiast osobom, które preferują klimaty mocniejsze, w stylu „Kinga” T.M. Frazier czy też trylogii o Morfeuszu autorstwa K.N. Haner. Jeśli Waszym ulubionym gatunkiem są ostre, brutalne powieści erotyczne, raczej z pogranicza dark romansów czy erotyków, a lekkie klimaty nie sprawiają Wam przyjemności, ta powieść, jak i cała seria Until, Was znudzi a nawet zawiedzie.

Narratorami w powieści są zarówno Liz, jak i Trevor. O ile w „Until November” brakowało większej ilości fragmentów opowiadanych przez Ashera, o tyle tutaj mamy w tej kwestii równouprawnienie. Poznajemy historię z perspektywy obojga, a czytając ich przemyślenia i wewnętrzne rozterki, możemy również poznać ich przeszłość. Szczególnie tyczy się to dzieciństwa dziewczyny, gdyż to właśnie jej doświadczenia mają największy wpływ na relacje z Trevorem.

Naprawdę schrzaniłem sprawy między nami. Nie chciałem tego zrobić znowu, pragnąłem, by mi zaufała, byśmy mogli ruszyć do przodu. Byłem tchórzem, nie chciałem przyznać, co do niej czułem, więc wybrałem najłatwiejsze wyjście: uczepiłem się czegoś, co – jak myślałem – mi się nie podobało, i wykorzystałem to przeciwko niej.

 

Trevor to taki trochę neandertalczyk. Nie uznaje odmowy. Jest apodyktyczny, nie bierze pod uwagę, że Liz może mieć odmienne zdanie niż on. Jest uparty jak osioł. Dąży do wyznaczonego sobie celu, którym w tym przypadku jest odzyskanie przyjaźni i zaufania dziewczyny, a także zdobycie jej miłości. Nieco pokracznie próbuje naprawić swoje błędy, które spowodowało jedno nieporozumienie. Jednocześnie, tak jak i jego brat, Asher, to facet o gołębim sercu dla kobiety, która dla niego coś znaczy.

Liz jest mądrą i piękną dziewczyną z bagażem doświadczeń. Z powodu dramatycznych wydarzeń z przeszłości, związanych z jej rodzicami, nie potrafi nikomu zaufać. Boi się zaangażowania i porzucenia przez bliską osobę. Stara się dystansować od mężczyzn, obawiając się, że powtórki z przeszłości.

Nie obyło się bez minusów. Oprócz tego, że ponownie powieść jest zdecydowanie za krótka, były trzy kwestie, które zwróciły moją uwagę. Pierwszy to przeskoki czasowe, czasami słabo zaakcentowane i dopiero po chwili czytelnik orientuje się, że minęło ileś czasu. Można by to bardziej dopracować, jeśli autorka nie chciała rozwijać akcji pomiędzy granicznymi wydarzeniami. Drugi minus to scena ze zjawiającym się w kuchni skunksem. Miała potencjał, miało być zabawnie, ale niestety tak nie wyszło. Być może autorka miała jakiś pomysł na tę scenę, jednak albo to nie wyszło, albo zapomniała ją dopracować. Podsumowując, scena, której mogłoby nie być i książka nic na tym by nie straciła. A szkoda, że tak wyszło, bo można by ją wykorzystać jako zabawny przerywnik, podobnie jak Penelope Ward wprowadziła akcję z atakującą wiewiórką, czy też Panem Indykiem w „Zranionych 2”.

Trzecim był początek powieści, który spowodował, że poczułam się nieco wyrwana z kontekstu. Mimo, że dość dobrze pamiętam poprzedzającą „Until Trevor” historię Ashera i November, miałam problem umiejscowić wydarzenia, które opisuje autorka. Doskonale pamiętałam samą Liz, która zaprzyjaźniła się z November krótko po przyjeździe do miasta tej drugiej. Pamiętałam również samego Trevora i jedno, jedyne wspomnienie w epilogu o tym, że coś ich łączy (upewniłam się sprawdzając ten fragment), przypadające na czas ciąży. Z tego też powodu odniosłam wrażenie, że brakuje początku historii ich znajomości. Pojawiają się jakieś krótkie wzmianki na ten temat, jednak więcej trzeba się domyślić, niż przeczytać.

W „Until Trevor” mamy małą zapowiedź następnego tomu serii, czyli „Until Lilly”. To historia kolejnego z braci, Casha Maysona i poznanej przez niego dziewczyny, Lili. Ich znajomość od początku trafiała na wyboje. Ale co to były za problemy i jak się rozwiązały, będziecie mogli poznać czytając zarówno tę część, jak i powieść „Until Lilly”, którą wydawnictwo ma również w swoich planach.

Jeśli zainteresowała Was ta historia, koniecznie śledźcie nas uważnie. W związku z tym, iż Kulturantki objęły tę powieść patronatem medialnym, będziecie mogli wygrać w konkursie aż sześć jej egzemplarzy. Bądźcie czujni.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy