Są takie historie, które po prostu trzeba przeczytać. I właśnie jedną z nich jest książka „Drogi Martinie”. Trudna, ale jakże ważna i skłaniająca do przemyśleń.

Justyce McAllister jest jednym z najlepszych uczniów w roczniku i planuje studia na renomowanym uniwersytecie – ale dla policjanta, który właśnie zakuł go w kajdanki, nie ma to żadnego znaczenia. Choć Justyce opuścił niebezpieczną dzielnicę, w której się wychował, nie może uciec od szyderstw dawnych kolegów i drwin uczniów z nowej szkoły. Pomocy szuka w naukach Martina Luthera Kinga. Ale czy są wciąż aktualne? Żeby się przekonać, Justyce zaczyna pisać do niego listy. Pewnego dnia wybiera się na przejażdżkę ze swoim najlepszym przyjacielem Mannym. Opuszczają szyby, podkręcają muzykę… na tyle głośno, że wywołują furię u jadącego obok białego gliniarza po służbie.

Książkę tę czytało mi się dość trudno. Z dwóch powodów. Pierwszy z nich to sposób jej napisania i narracji. Nie przywykłam do czytania powieści, które napisane są podobnie jak dramaty, czyli mamy wyraźny podział na role, zamiast typowych dialogów. Nic Stone posunęła się jeszcze dalej. Stworzyła coś międzyrodzajowego. Mamy tu nieco wspomnianego wcześniej dramatu, do tego odrobinę typowej powieści, czyli epiki. Dodatkowo otrzymujemy listy, które Justyce pisze do Martina Luthera Kinga. Jednak przede wszystkim trudność ta wynika z tematyki, jaką porusza autorka. Tematu bardzo trudnego, nad którym warto się zastanowić. Jest to brak równości rasowej w amerykańskim środowisku. Szczególnie dotyczy on czarnoskórych obywateli tego kraju, którzy mimo zapewnionych im praw, niestety mają trudniej pod każdym względem. Szczególnie w przypadku kontaktów z policją, kiedy to często zdarza się, że policjanci z góry zakładają złe zamiary zatrzymywanych czarnoskórych nastolatków. To chyba najdłużej czytana przeze mnie zaledwie dwustustronicowa książka.

Justyce jest ciekawą postacią. To młody chłopak, który mimo swojego pochodzenia i kiepskiej dzielnicy, w której mieszkał, marzy o ukończeniu prestiżowych studiów. Nie chce skończyć podobnie jak jego szkolni koledzy, czyli być członkiem jednego z gangów. Nie chce być również postrzegany wyłącznie z perspektywy swojego koloru skóry i utartych z tego powodu stereotypów. Pragnie w życiu robić coś więcej, niż tylko ukończyć szkołę podstawową. By to zrobić, od początku ciężko pracuje, pilnie się ucząc i walcząc z całych sił o lepszą przyszłość dla siebie. Niestety i jemu zdarzają się potknięcia oraz kryzysowe momenty.

Oprócz interesującego głównego bohatera otrzymujemy całą plejadę drugoplanowych postaci, które mają mniejszy lub większy wpływ na Justyce’a oraz same wydarzenia, które mają miejsce na przełomie ponad roku. Te wszystkie wydarzenia bardzo mocno zmuszają czytelnika do przemyśleń.

„Drogi Martinie” nie jest wyłącznie fikcją literacką. Ta historia powstała na kanwie prawdziwych wydarzeń. Inspiracją dla autorki były prawdziwe wydarzenia dotyczące amerykańskich czarnoskórych nastolatków. Niestety również wydarzenia, które zakończyły się tragicznie, mimo niewinności ich uczestników. Pomimo że mamy dwudziesty pierwszy wiek, to w Stanach Zjednoczonych nadal zdarza się, że w interwencji ginie młody, mający przed sobą całe życie, człowiek, który został uznany przez funkcjonariusza policji za zagrożenie lub posiadacza broni (której rzekomo chciał użyć), tylko dlatego, że nie jest rasy białej.

– Bez przerwy myślę, że to mogłem być ja. Co, gdyby ten gliniarz uznał, że mam spluwę?

– Ale nie miałeś.

– Tavarrius też nie miał – ripostuje Jus. Czuje jak narasta w nim złość. – I dokładnie o to mi chodzi. Koleś idzie ulicą z kumplami i przystaje, żeby pomóc kobiecie, której zabrakło benzyny w niebezpiecznej dzielnicy miasta. Przyjeżdżają gliny i nakazują mu unieść ręce, bo myślą, że ją obrabia, a gdy to robi, otwierają ogień, bo biorą jego komórkę za pistolet. Pojebane, stary. – Jus ponownie łapie butelkę i bierze głęboki łyk. – Czarnuchy dostają kulkę bo mają przy sobie komórki, cukierki i tak dalej. Wyobrażasz sobie co by mnie spotkało, gdybym wtedy wyjął telefon? Mógłbym już nie żyć, stary. I za co?

 

To książka, którą warto poznać, przeczytać, ale również, o której warto głośno mówić. Mimo że nie dzieje się w Polsce, to w pewnych kwestiach możemy ją również odnieść do naszego środowiska. Niekoniecznie wyłącznie do traktowania czarnoskórych osób przebywających w naszym kraju, a wielu innych obywateli różnych państw będących w Polsce z różnych powodów, a mających inny kolor skóry niż biały. Polecam ją wszystkim, którym nie są obojętne takie tematy.

Kulturantki objęły powieść „Drogi Martinie” patronatem medialnym, w związku z czym, już wkrótce, będziecie mogli zdobyć jej egzemplarz w organizowanym przez nas konkursie.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu