Po raz kolejny Kulturantki mają przyjemność patronować fascynującej lekturze. Tym razem wraz z Wydawnictwem Bez Fikcji zabierzemy Was w podróż na Księżyc, a w zasadzie serię wypraw w kosmos ukoronowanych zejściem  na Srebrny Glob. Czy warto? W tym przypadku nie ma alternatywnej odpowiedzi: koniecznie!

 

„Ścigając księżyc” nie jest lekturą ograniczoną do opisu zdobywania tytułowego ciała niebieskiego. Traktuje o grosie działań i pracy wielu ludzi mających na celu postawienie człowieka na odległym o 384 000 kilometrów satelicie, jednak w dużej mierze poświęcona jest wyścigowi kosmicznemu toczącemu się między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR. Działania obu mocarstw stały się częścią polityki „zimnej wojny” i opierały się na dążeniu do szeroko rozumianej eksploracji kosmosu. Rakiety, które miałyby wyprowadzać astronautów z przestrzeni ziemskiej, mogłyby z założenia służyć także do ataków nuklearnych. Technologia satelitarna znalazłaby również zastosowanie jako narzędzie zwiadowcze – zresztą już w 1955 roku  Biały Dom zatwierdził plan umieszczenia na orbicie satelity (pierwszego w historii), który – według  planu prezydenta Dwighta Eisenhowera – ulokowany nad krajami bloku wschodniego byłby dodatkowym instrumentem zwiadowczym.

Krwawa i brutalna II wojna światowa w większości prowadzona na ziemi skończyła się. Nadszedł czas rywalizacji w białych, PR-owskich rękawiczkach, konfliktu okraszonego pięknymi i wzniosłymi hasłami (wystrzelony na orbitę amerykański Atlas zawierał skrzynkę z przekazem o pokoju i „dobrej woli wobec wszystkich ludzi”), a jednocześnie walki o dominację pozaziemską. Jak wyglądał początek starań o schedę?

 

Radziecki apetyt 

Już w 1903 roku Konstantin Ciołkowski, prowincjonalny nauczyciel i domorosły naukowiec stworzył równanie rakietowe – podstawę obliczeń służących przełamywaniu bariery grawitacyjnej, następnie podjął się publikacji prac poświęconych między innymi nieważkości w warunkach kosmicznych, czy też dynamice orbitalnej spalania. Niejako poczuwając się do spuścizny po Ciołkowskim, ZSRR postanowiła przejąć pałeczkę lidera w wyprawach poza Ziemię. Po 1920 roku rozpoczął się trend nastawiony na chęć eksploracji nieznanej przestrzeni. Swoista potrzeba sprawiła, że na spotkaniach z rzecznikami lotów kosmicznych uczestnicy – laicy zgłaszali własne kandydatury do lotów pozaziemskich.

 

Amerykańskie zakusy 

W 1952 roku w jednej ze stacji NBC został zaprezentowany widzom Werner von Braun. Niemiec wcześniej związany z programem zbrojeniowym Hitlera odtąd miał stać się czołową postacią kojarzoną z realizacją amerykańskich planów kosmicznych na wiele kolejnych lat. Zaczęto go przedstawiać jako dyrektora technicznego Grupy Rozwoju Pocisków Kierowanych Wydziału Uzbrojenia Armii, postać wybitną, światowej klasy inżyniera rakietowego sprowadzonego w połowie lat 40. ubiegłego roku do Ameryki. Prężnie zadziałał PR, już niebawem w programie naukowym The Johns Hopkins Science Review w poszczególnych odcinkach omawiano numery pisma Collier’s poświęcone wszechświatowi. Von Braun dodatkowo nadzorował rozwój rakiety Redstone rozsławiając przy tym ideę załogowych lotów kosmicznych.

 

Kosmos wkracza do kultury 

Świat popkultury nie pozostał obojętny na coraz głośniejsze i powszechniejsze przywoływanie motywu niezbadanej przestrzeni. Walt Disney zainteresował się nakręceniem serii wysokobudżetowych filmów dokumentalnych, które miałyby bazować na kosmicznej tematyce Colliers’a, natomiast 10 lat później, w 1964 roku Stanley Kubrick nakręcił „Doktora Strangelove” i przy pewnym wsparciu NASA pracował nad kolejnym filmem. W 1966 roku na ekranach zagościł kultowy „Star Trek”. Columbia Pictures wraz ze studiem z RFN podjęły wątek nakręcenia filmu „o przemianie nazistowskiego twórcy uzbrojenia w amerykańskiego bohatera zimnej wojny” – oczywiście z myślą o von Braunie.

 

„Nie powinniśmy marzyć o małym. Powinniśmy realizować takie przedsięwzięcia, które dźwigają duszę”. 

Sukces, którym było zejście na Księżyc 2 z 3 uczestników misji Apollo 11 – Neila Armstronga oraz Buzza Aldrina (trzecim członkiem był Michael Collins) okupiony został zaciętą, wieloletnią rywalizacją dwóch supermocarstw. ZSRR wypuścił w kosmos Sputnika 1, sztucznego satelitę, a Sputnikiem 2 poleciała Łajka – krzyżówka psa husky z terierem, która przeżyła zaledwie kilka godzin podróży (przez wzgląd na temperaturę oraz stres).

W USA powołano cywilną agencję kosmiczną NASA oraz rozpoczęto realizację programu Mercury zakładającego wynoszenie na orbitę okołoziemską obywateli. Prawdziwym przyspieszeniem w wyścigu stał się ogłoszony 12 kwietnia 1961 roku komunikat pochodzący z ZSRR o zakończonym sukcesem starcie i powrocie statku kosmicznego Wostok 1 z Jurijem Gagarinem na pokładzie. Oto w kosmosie pojawił się pierwszy człowiek!

Stany Zjednoczone ogłosiły przyjęcie programu Gemini, zakładającego odbycie 10 lotów załogowych rakietami Titan w ciągu 2 lat, następnie powstał program Apollo. Po Gemini 7 szala wyników USA  kontra ZSRR przechyliła się na stronę Zachodu, ZSRR sukcesywnie zaczął zostawać w tyle. Niestety, wyczekiwana misja Apollo 1 nie powiodła się – załoga zginęła wskutek pożaru w kapsule (skrzętnie ukrywano błędy natury technicznej, którym zawczasu można było zapobiec). W 1967 roku ponownie zaczęto mówić o nowych rakietach radzieckich, jednak Apollo 8 – misja okrążenia księżyca z powrotem oddała prym USA. Nieoficjalnie rywalizacja dobiegła końca ze wskazaniem na zwycięstwo USA.

” – Jak ten Księżyc wygląda z odległości stu kilometrów?
Lovell odparł zwięźle i szybko: »Jest zasadniczo szary. Nie ma koloru. Wygląda jak gips czy jakiś poszarzały piasek z plaży«”.

 

Osiągnięcie upragnionego – zdobycie księżyca

Misja Apollo 11 szybko stała się medialnym wydarzeniem bez precedensu. Pink Floyd stworzyło dzieło, które miało zostać zaprezentowane po raz pierwszy w okolicznościach wylotu rakiety. NASA wydała około 3000 przepustek dziennikarzom (w tym około 800 zagranicznym redaktorom, również z bloku wschodniego). Porad, jak powinna brzmieć przemowa ze Srebrnego Globu prasie udzielili między innymi Vladimir Nabokov, Truman Capote, Joseph Heller i wiele innych osobistości.

To, czego widzowie nie zobaczyli w statycznej kamerze ustawionej na powierzchni księżyca – Neil Armstrong i Buzz Aldrin umieścili otrzymane medale ku czci Jurija Gagarina oraz Władimira Komarowa, ale również zebrali 24 kilogramy próbek. Armstrong na powierzchni spędził ponad 2 godziny, zaś Aldrin 105 minut. 

Dzieło Roberta Stone’a oraz Alana Andersa w wyczerpujący sposób ukazuje, jaki ogrom wieloletniej pracy musiał zostać dokonany, by finalnie na księżycu postawić stopy mogli uczestnicy lotu osławionego Apollo 11, a następnie Pete Conrad ze statku Apollo 12. Lektura stanowi doskonałe świadectwo powszechnego przesiąknięcia chęcią, wręcz palącą potrzebą „zdobycia” kosmosu w okresie „zimnej wojny”, na tle niesamowitych znaków ówczesnych czasów: wojny w Wietnamie, zabójstwa Martina Luthera Kinga oraz prezydenta Johna Kennedy’ego (choć to zaledwie niektóre z istotniejszych motywów). Lektura świetnie oddaje także sylwetki zarówno uczestników lotów, jak i wielu ludzi, bez których byłyby one niemożliwe.

Celowo nie przytoczyłam pamiętnych, słynnych słów wypowiedzianych przez Armstronga po zejściu na tytułowego satelitę – byłoby to dość banalne, natomiast omawiana pozycja daleka jest od sztampowej opowieści historycznej. Ogromnie polecam książkę nie tylko fascynatom odmienianego już przez wszystkie przypadki kosmosu, ale i pasjonatom historii, polityki, a nawet powieści sensacyjnych, bowiem emocji w niniejszej lekturze nie brakuje!

 

Kulturantki objęły „Ścigając Księżyc” patronatem medialnym, w związku z czym już niebawem będziecie mogli wygrać egzemplarz powieści w organizowanym przez nas konkursie.

 

*Powyższe cytaty pochodzą z recenzowanej książki

 


 

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Bez Fikcji