Rzeźnia numer pięć – Kurt Vonnegut

rzeźnia numer pięć

rzeźnia numer pięćRzeźnia numer pięć Kurta Venneguta pozorną lekkością treści uwypukla dramat wojenny. Co więcej, ukazuje spustoszenie, jakie ta sieje w umysłach, a tym samym życiorysach dotkniętych nią ludzi.

Jaźń, która wskutek dziejących się traumatycznych zdarzeń nie potrafi sprostać rzeczywistości, salwuje się ucieczką. Billy Pilgrim (o wymownym nazwisku oznaczającym ni mniej, ni więcej pielgrzyma), młody Amerykanin, odbywa służbę na froncie podczas II wojny światowej. Udziałem jego, jak i autora, który Rzeźnię tworzył kilkanaście lat – nie będąc wcześniej w stanie podołać wspomnieniom i faktom zbyt wielkim, by ująć je w karby słów – stało się zbombardowanie Drezna.

„Boże, daj mi pogodę ducha,
abym godził się z tym, czego zmienić nie mogę,
odwagę, abym zmieniał to, co zmienić mogę,
i mądrość, abym zawsze potrafił
odróżnić jedno od drugiego.

Do rzeczy, których Billy nie mógł zmienić, należała przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.”

„Zdarza się”

Billy po wojnie powrócił do Ameryki, podjął studia, ożenił się, spełniał się w prominentnym zawodzie medycznym, a nawet został ojcem. Jednak rozklekotana wskutek przeszłości psychika nie pozwoliła osiąść w rzeczywistości. Życie Pilgrima stało się immanentną podróżą, której stałymi przystankami została zarówno arena II wojny światowej, jak i Tralfamadoria. Bohater, który z uporem twierdzi, iż został uprowadzony i przetrzymywany wraz z ziemską aktorką (o wręcz pozaziemskiej urodzie) na kosmicznej planecie, weryfikuje swoje życie odbierając mu właściwą rangę. Bowiem ziemska śmierć nie ma żadnego znaczenia w zderzeniu z uwalniającą wizją tralfamadorskiego życia w IV wymiarze.

Specyficzna inercja, której poddaje się główny bohater, przy jednoczesnym poczuciu wędrówki przez dotychczasowy byt i osiadanie w wyrywkowych, chaotycznych momentach przeszłości, niezmiennie dyktowana i podporządkowana jest wojennej gehennie. Nawet, jeśli ta nie zostaje nazwana wprost traumą. Mało tego. Doświadczywszy potężnej grozy, nie pozostaje nic innego, jak tylko kwitowanie jakichkolwiek późniejszych wypadków, śmierci bądź innych nieszczęśliwych zdarzeń lakonicznym „zdarza się”. Bo cóż więcej powiedzieć, gdy przeżyło się już wszystko?

Przeciw wojnie

Rzeźnia numer pięć zyskała miano kultowej powieści antywojennej i zdecydowanie na nie zasługuje. Absurd i pozorna beznamiętność, którą naszpikował Vonnegut historię, bynajmniej nie tonuje emocji wywoływanych u czytelników. Znamienne słowa przytoczył autor po rozmowie z żoną swego wojennego kompana:

„Będziecie udawać, że byliście mężczyznami, a nie dziećmi, i w filmie będą was grali Frank Sinatra i John Wayne albo któryś z tych wspaniałych, zakochanych w wojnie obleśnych staruchów. I wojna będzie wyglądać tak cudownie, że zapragniemy nowych wojen. A walczyć będą dzieci (…).

I wtedy zrozumiałem. Ona była zła na wojnę. Nie chciała, żeby jej dzieci czy dzieci innych ludzi ginęły na wojnie. I uważała, że książki i filmy mają swój udział w zachęcaniu do wojny.”

 Definitywnie jest to podsumowanie na wskroś aktualne i przerażające. Ku świadomości.


Za książkę do recenzji dziękujemy:

wydawnictwo zysk i s-ka

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close