Poznajcie Tijan w zupełnie nowej odsłonie. „Pozwól mi zostać” to historia całkowicie odmienna od tych, które mogliście dotychczas przeczytać w polskim wydaniu.

Tej feralnej nocy, kiedy świat Mackenzie całkowicie runął, dziewczyna miała nocować w obcym domu. Przez przypadek trafiła do pokoju Ryana. Powinna od razu odejść, powinna czuć się zażenowana, powinna przeprosić, ale nie zrobiła żadnej z tych rzeczy. Tej nocy zupełnie obcy chłopak sprawił, że czuła się bezpieczna, a jego pokój stał się dla niej jedynym miejscem, gdzie w końcu mogła uspokoić swoje myśli. To właśnie tej nocy, jej siostra bliźniaczka odebrała sobie życie.

Tijan jest znana w Polsce z powieści „Anti-stepbrother” oraz serii Fallen Crest, która wywołuje niemałe kontrowersje wśród czytelników. „Pozwól mi zostać” jest czymś zupełnie innym. To historia, która porusza bardzo ważny i trudny temat, jakim jest samobójstwo, szczególnie wśród młodzieży. Problem ten niestety jest często spotykany również w polskich realiach, gdyż współczesna młodzież bardzo często nie radzi sobie z własnym życiem. To idealna historia zarówno dla młodzieży czy młodych dorosłych, jak i dla ich rodziców. Być może otworzy oczy nie jednemu czytelnikowi i wpłynie na postrzeganie młodych osób przez ich rodziców.

Powieść napisana jest w pierwszoosobowej narracji prowadzonej przez Mackenzie. Mimo to autorka wprowadza również drugą, nietypową narratorkę, czyli Willow, jej zmarłą siostrę bliźniaczkę. Pomyślicie sobie jak to możliwe, skoro dziewczyna nie żyje. Na dodatek nie jest to narracja prowadzona w formie retrospekcji, tylko w czasie rzeczywistym. Otóż Tijan troszkę „poszalała” wprowadzając Willow w postaci głosu w głowie Mackenzie. Dziewczyny prowadzą często dialogi, odbywające się w głowie tej żyjącej bliźniaczki. Brzmi trochę przerażająco i uwierzcie mi, że momentami tak jest. Ale za to doskonale urozmaica to fabułę i wzbudza ciekawość czytelnika.

Kątem oka spojrzałam na Ryana. Przyglądałam mu się przez dłuższą chwilę. Był jak opatrunek na moje rany – zakrywał je, a ja miałam nadzieję, że będę się poruszać na tyle szybko, że moje wnętrzności nie rozleją się dookoła. Nie byłam częścią tej szkoły ani żadnej grupy. Znajdowałam się na zewnątrz i tylko ja potrafiłam to zrozumieć. Nikt wokół mnie nie mógłby powiedzieć, że jest bliźniakiem bez bliźniaka. To była moja nowa tożsamość.

 

Książki Tijan pisane są specyficznym językiem i mogą się wydawać dość chaotyczne, szczególnie w niektórych momentach. Jednak bez problemu można się zorientować, o co w nich chodzi i wczuć w opowiadaną przez autorkę historię. A w przypadku „Pozwól mi zostać” szczególnie warto poświęcić czas na przeczytanie tej powieści. Tijan zaczyna powoli, odkrywając kolejne karty z życia Mackenzie i Willow. Widzimy jej walkę z własnym umysłem, z głosem siostry, który słyszy w swojej głowie. Jej momenty zwątpienia, czy aby nie zwariowała i skończy zamknięta w szpitalu psychiatrycznym. Widzimy jej postępy wraz z mijającym po śmierci siostry czasem. Obserwujemy również rozwijającą się relację pomiędzy nią i Ryanem oraz to, jak dobry wpływ mają na siebie wzajemnie. Jednak najlepsze autorka zostawia na koniec. Istną bombę atomową, która spowoduje, że długo nie przestaniecie myśleć o tej historii. Mackenzie i Tijan wgryzą się w Wasz umysł, pozostawiając Was z ogromną ilością znaków zapytania.

A wiecie, co jest najgorsze? Tijan wyraźnie napisała, że ta historia nie będzie miała kontynuacji, nad czym bardzo mocno ubolewam. To po prostu znęcanie się emocjonalne nad czytelnikiem. Świadomość ta powoduje, że pomimo zakończenia tej historii, zastanawiam się i analizuję ją od początku. Właściwie najchętniej przeczytałabym ją jeszcze raz od nowa i spojrzała na nią, mając świadomość tego, jak się zakończyła. I jestem pewna, że również wielu z Was będzie miało podobne odczucia i chęć sięgnięcia po nią jeszcze raz. Ja na pewno prędzej czy później to zrobię. Bo ta książka na to zasługuje.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu