Fallen Crest. Próba – Tijan

fallen crest próba

fallen crest próba„Fallen Crest. Próba” – potrzebna czy nie? Jak to jest w Waszym przypadku z serią Fallen Crest? Ja ją uwielbiam, ale czy tym razem było tak samo, jak poprzednio?

Sam i Masona czeka rok rozłąki. Ostatnio dziewczyna wiele przeszła i nic nie wskazuje na to, że teraz będzie łatwiej. Wręcz przeciwnie.

Do jej życia powraca biologiczny ojciec, a na uczelni Masona pojawia się Marissa. Okazuje się też, że Logan kocha Sam i to nie tak, jak powinien to robić przybrany brat.

Kiedy dziewczyna nie potrafi poradzić sobie z problemami i nie może znaleźć schronienia w ramionach Masona, zostaje jej tylko druga miłość – bieganie. Od zbliżających się zawodów zależy, czy dostanie stypendium na uczelni Masona i do niego dołączy.

Czy jednak dotrwa do tego czasu?

Fallen Crest to jedna z tych serii, które się kocha dosłownie od pierwszej strony pierwszego tomu lub od tej pierwszej strony nienawidzi. Ja jestem w tej pierwszej grupie, ale jest mnóstwo czytelników, którzy stoją po drugiej stronie barykady. Oni najchętniej spaliliby wszystkie książki Tijan na stosie niczym w czasach wielkiej inkwizycji. Co ma na to wpływ? O to trzeba by było zapytać tych nastawionych anty. Jedno jest pewne. Styl pisania Tijan nie jest łatwy w odbiorze i nie jest prosty w tłumaczeniu.

Kryzys nadciągnął

W większości książkowych serii jest tak, że przychodzi ten słabszy moment i następuje kryzys. Dopadło to w końcu również serię Fallen Crest. „Próba” to ewidentnie najsłabszy z dotychczas czytanych przeze mnie tomów. Pomimo że chciałam się dowiedzieć, co słychać u bohaterów, których lubię, to męczyłam się z nią niemiłosiernie. Tydzień zajęło mi przeczytanie, a raczej zmęczenie książki. Dawno nie było tak źle.

Są jednak i plusy, nie jest tak, że mam do niej tylko negatywne uwagi. Po pierwsze, bez tego tomu w całej historii postałaby dziura czasowa w fabule. Trochę dziwnie by się to czytało, gdyby autorka nagle pominęła rok z życia bohaterów. Po drugie, dowiadujemy się naprawdę dużo o Marissie, a także relacji Sam i Logana.

Telenowela dla nastolatków

Jedno, co się nie zmieniło, to fakt, że „Fallen Crest. Próba” czyta się tak, jakby oglądało się latynoską telenowelę, tyle że w wersji dla starszych nastolatków. Mimo że momentami jest infantylna, to ma w sobie coś, co mnie do niej ciągnie. Na dodatek jest dla mnie idealną odskocznią od trudnych tematów.

Nie zmienia się również fakt, że już nie mogę się doczekać piątego tomu serii, który ukaże się już pod koniec lutego. Szczególnie że na rozwinięcie i wyjaśnienie czeka kilka wątków, które w „Fallen Crest. Próba” Tijan zaledwie musnęła, wzbudzając w czytelnikach wyłącznie zainteresowanie.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu

wydawnictwo kobiece

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close