Charlaine Harris „Słodkich snów”

Moja dzisiejsza recenzja dotyczy książki, której nie potrafię do końca zaklasyfikować. Z jednej strony są w niej wątki kryminalne, z drugiej ma cechy typowe dla powieści obyczajowej. Ponieważ „Słodkich snów” Charlaine Harris jest czymś pomiędzy tymi dwoma typami literatury sądzę, że może spodobać się sympatykom i zbrodni i powieści.

Charlaine Harris jest jedną z czołowych pisarek na listach bestsellerów, a jej powieści kryminalne mają coraz większą grupę fanów. Są doskonałe dla kogoś, kto lubi zagadki i śledztwa, a jednocześnie szuka czegoś łatwiejszego w odbiorze, żeby nie powiedzieć lekkiego. Jest zbrodnia, jest morderca, ale nie ma żadnych krwawych szczegółów. Mało tego, jesteśmy wprowadzani w codzienność bohaterów, a znalezione zwłoki nie stanowią jedynego wątku książki.

Jedna martwa, jedna zaginiona

Główną bohaterką serii książek autorki jest Aurora Teagarden. To właśnie ona jest czołową postacią w tytule  „Słodkich snów”. Nie wiedząc o tym, że książka ma znamiona kryminału, czytając pierwsze rozdziały trudno podejrzewać, że coś wisi w powietrzu. Widzimy Robina i Aurorę, świeżo upieczonych rodziców małej Sophie. Dość szczegółowo jest przedstawione życie z takim maluchem. Kiedy Robin musi na dłużej wyjechać na ważne branżowe wydarzenie, Aurorę łapie grypa. Choć woli sama zajmować się Sophie, jest zmuszona zatrudnić opiekunkę. Virginia Mitchell wcześniej już pomagała Aurorze w opiece nad dzieckiem, więc kobieta nie ma wątpliwości, że wszystko będzie w porządku. I pewnie tak właśnie by było, gdyby nie to, że pewnego dnia w ogrodzie Aurory nie zostało znalezione ciało martwej kobiety, a Virginia zniknęła…

Książka kryminalna, czy obyczajowa?

Z jednej strony mamy opiekę nad maleńkim dzieckiem, jego potrzeby i świat młodych rodziców. Kojarzy się to z ciepłem i delikatnością. Z drugiej strony są zabójstwo, włamania i seria tajemniczych przypadków, które ewidentnie kojarzą się z czymś mrocznym i negatywnym. Ta kombinacja czyni książkę bardziej nietypową i ciekawą. A zakończenie? Cóż, sądzę, że będziecie bardzo zaskoczeni!

„Spędziłyśmy razem większą część godziny pomiędzy karmieniem a zabawą. Zabrałam ją do łazienki, a gdy składałam pranie (swetra brak), usadowiłam ją na środku naszego łóżka i obłożyłam po bokach poduszkami, na wypadek gdyby ni z tego, ni z owego postanowiła się nauczyć przetaczać. Podczas pracy jej śpiewałam i mówiłam do niej, i myślałam, jaka ze mnie szczęściara.

Pomijając Tracy zamordowaną w moim ogrodzie.

I zaginięcie mojej niani.

I zawał mojego ojczyma”.


Za książkę do recenzji dziękujemy:

 

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close