„Ubongo Lines” – nowa odsłona klasycznej gry

„Ubongo” jest grą cieszącą się popularnością w wielu krajach. Nic dziwnego, że co jakiś czas możemy spotkać się z jej odświeżoną wersją. Ostatnio testowałam nową propozycję Wydawnictwa EGMONT „Ubongo Lines”. Jakie są moje wrażenia?

W podstawową wersję „Ubongo” gramy w domu od kilku lat. Rozwija logiczne myślenie, spostrzegawczość, a do tego jest pięknie wydana. Przyznam szczerze, byłam ciekawa, czy „Ubongo Lines” bardzo się od niej różni, czy raczej jest inna tylko pod względem detali i designu. Zanim jednak przejdziemy do moich przemyśleń, przybliżę nieco podstawowe zasady i opowiem, co znajdziemy w pudełku po otwarciu.

ABC „Ubongo Lines”

W przeciwieństwie do niektórych gier planszowych tutaj nie ma żadnych elementów, które chaotycznie leżą w pudełku. Każda część ma swoje miejsce. Mamy tor rund do ułożenia klejnotów, które będziemy zbierać podczas gry, woreczek na pozostałe klejnoty, klepsydrę, karty, na których są aż 324 zadania do rozwiązania i… klocki!

Zadanie graczy polega na tym, by w jak najkrótszym czasie ułożyć z klocków dwuwarstwowy wzór znajdujący się na karcie. Zadanie wydaje się proste, ale niekoniecznie takie jest. Karty podzielono na cztery poziomy trudności i polecam zacząć od najprostszego wariantu. Wszyscy gracze układają taki sam wzór, a pierwsza osoba, której się to uda, krzyczy „Ubongo!”. Następnie odwraca klepsydrę, a pozostali gracze mają minutę na to, by ukończyć zadanie.

Po zakończonej rundzie bierzemy nagrodę w postaci klejnotów – to one na końcu gry decydują o tym, kto wygrywa całą rozgrywkę. Osoba, która pierwsza ułożyła wzór, bierze z toru przeszkód klejnot niebieski (wart 3 punkty), druga osoba bierze jasny kamyk (wart 1 punkt). Oprócz tego wszyscy gracze, którzy ukończyli zadanie, losują po jednym klejnocie z woreczka. Tam oprócz klejnotów niebieskich i jasnych są zielone (za 2 punkty) i czerwone (za 4 punkty).

Jakie różnice w porównaniu do wersji podstawowej?

W wersji, w którą grałam do tej pory, nie było klocków, a płaskie kartoniki, które każdy z graczy układał na swojej planszy. Rozgrywka o tyle była niepowtarzalna, że każdy miał inną kartę, a do tego kostką losowało się, jakimi kształtami dokładnie będziemy układać. Na tym etapie widać już dwie różnice w porównaniu z wersją „Ubongo Lines”. Zamiast kartoników są przestrzenne klocki i układa się dwuwarstwowe wzory. I druga różnica — wszyscy układają to samo. Inaczej wygląda również kwestia poziomów. W klasycznej wersji „Ubongo” są dwa, w „Ubongo Lines” są cztery stopnie trudności. To, co łączy obie wersje to taki sam tor rund, klejnoty i klepsydra.

Która z tych gier przypadła mi do gustu bardziej? Trudno powiedzieć. Z pewnością pomimo pozornych podobieństw gra się inaczej. Układanie z klocków przypominało Tetris w zaawansowanej wersji. Dla mnie budowanie przestrzenne okazało się większym wyzwaniem i musiałam się skupić znacznie bardziej, niż przy układaniu wzoru z kartoników. Dlatego też mogę śmiało tę grę polecić także tym osobom, które grały we wcześniejsze warianty i uważają się za starych wyjadaczy. Poza tym gra jest dopracowana pod względem estetycznym i już samym tym zachęca do rozgrywki. Jest więc dobrą propozycją, jeśli szukamy prezentu dla kogoś bliskiego.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy:

Wydawnictwo Egmont logo

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close