Gra „Nowa Gwinea” – zbuduj swoją wioskę na wyspie!

Nowa Gwinea to jedna z dalekich wysp na Oceanie Spokojnym. Egzotyczne zwierzęta, rajskie krajobrazy i dzikie plemiona… Może na chwilę chcecie odłożyć codzienne szare sprawy i wcielić się w jednego z członków takiego plemienia? Będzie to możliwe za sprawą barwnej rodzinnej gry planszowej.

Niedawno miała premierę najnowsza gra autora uwielbianego od lat „Ubongo”. „Nowa Gwinea” Grzegorza Rejchtmana zaprasza nas do zabawy płytkami przypominającymi Tetrisa, ale zasady są inne niż w „Ubongo”. A zatem, czego można się spodziewać?

„Nowa Gwinea” – zbuduj swoją osadę!

Ponieważ gra ma nas przenieść na daleką wyspę, utrzymana jest w kolorze zielonym, a plansza przypomina ciasno ułożone kamienie. Zadanie gracza polega na tym, by zbudować na swojej części wyspy wioskę z chatek. Im więcej uda nam się zakryć źródeł wody i drzew owocowych, tym więcej możemy zdobyć punktów. Robimy to za pomocą zestawu płytek, które wyglądają jak dachy małych drewnianych i słomianych chatek. Każda chatka ma inny kształt, a zagospodarowanie całej wyspy wcale nie jest takie łatwe, jakby się mogło wydawać.

Nasze chatki będą mogły stykać się tylko narożami nigdy nie ścianami. Jest też kilka symboli, których unikać musimy i jeden, od którego trzeba zacząć. To, od którego znaku totemu będziemy rozpoczynać budowę, zależy od tego, co wylosujemy za pomocą kostki. Nie ma na niej tradycyjnych oczek, a kilka egzotycznych zwierząt jak kameleon albo rajski ptak. Ponieważ plansze mają dwa poziomy trudności i jest ich dużo, każda rozgrywka będzie wyglądać inaczej.

Co wspólnego ma „Nowa Gwinea” z „Ubongo”?

„Nowa Gwinea” z pewnością przypadnie wam do gustu, jeśli lubicie „Ubongo”. I nie chodzi tylko o to, że obie gry mają tego samego autora. Jako fance „Ubongo” rzuciło mi się w oczy kilka cech wspólnych. Po pierwsze w obu musimy wykazać się spostrzegawczością, zręcznością i logicznym myśleniem. Co prawda, w „Nowej Gwinei” nie mamy klepsydry, ale też musimy chatki budować szybko. Drugie podobieństwo – podobnie jak w „Ubongo” mamy 32 dwustronne karty. To one będą naszymi wyspami. Widać też pewne podobieństwo graficzne. No i oczywiście płytki chatek. Ich kształty są takie jak płytki w „Ubongo”.

Jednocześnie jest sporo różnic, dzięki czemu „Nowa Gwinea” ma w sobie sporo świeżości i gra się świetnie. Dodatkowy plus przyznaję za prostą i krótką instrukcję – zasady można przyswoić właściwie w parę minut i z rozgrywką poradzą sobie dzieci. Jest to więc dobra propozycja na rodzinne popołudnia. Konieczność jak najszybszej budowy wioski z pewnością dostarczy dreszczyku emocji.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy:

Wydawnictwo Egmont logo

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close