Niedawno na naszym portalu ukazała się recenzja książki „Na karuzeli”, którą miałyśmy ogromny zaszczyt i przyjemność objąć patronatem medialnym. Książka ta podbiła serca naszych Czytelników, najwyższa więc pora poznać bliżej autorkę tej wzruszającej i zapadającej w serca powieści. Serdecznie zapraszam na wywiad z Teresą Moniką Rudzką.
Jak i kiedy zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?
Już na studiach, kiedy to pisałam recenzje książek i filmów do prasy. Dorywczo, niesystematycznie, bo szczerze powiedziawszy – nie planowałam przyszłości związanej z pisaniem. Pewnie dlatego, iż generalnie nie wierzyłam w siebie.
Skąd wynikała Pani niewiara w swoje pisarskie umiejętności?
Niewiara w pisarskie umiejętności? Ja nie wierzyłam w siebie także pod wielu innymi względami. Podobnie, jak bohaterki „Na karuzeli” opierałam się na wzorcach wyniesionych z domu, innych wszak nie znałam. Byłam wychowana w przekonaniu, że trzeba żyć zgodnie z obowiązującymi powszechnie zasadami. Jeśli tego nie robiłam, jeśli im nie ufałam, co często się zdarzało, to nazywano mnie niedobrą dziewczyną… To jeszcze bardziej podkopywało moją wiarę w siebie. Bardzo długo byłam przekonana, że prawdziwe życie jest gdzie indziej, że jest czymś, co robią inni, ale nie ja. Więc co dopiero mówić o tworzeniu, o pisaniu, skoro prostsze rzeczy w moim pojęciu znajdowały się gdzieś za szybą…
Jak wyglądała pisarska ścieżka Pani kariery?
Pracowałam w życiu w paru miejscach i zawodach, a w 2008 r. wróciłam na kilka miesięcy do biblioteki. Zdawało mi się, że regularne zatrudnienie da mi poczucie bezpieczeństwa oraz dowartościuje, tymczasem byłam w szoku stykając się z… dosłownie ze skansenem komuny. Okropne pomieszczenie, paskudna atmosfera, czyli intrygi, plotki i ocenianie „po uważaniu”. Co najmniej dziwny styl pracy, oryginalni czytelnicy i tak dalej. Te wrażenia opisywałam na bieżąco w mailach do koleżanki, byłej redaktorki, obecnie tłumaczki literatury pięknej. Zachwycała się i prosiła o więcej szczegółów. Kiedy nie przedłużono ze mną umowy o pracę, koleżanka stwierdziwszy, że to zrozumiałe, bo wybitnie tam nie pasowałam, zaczęła namawiać mnie na napisanie powieści o bibliotece. Baza już jest, twoje maile do mnie. Przypomnisz sobie inne rzeczy, coś dodasz, coś wymyślisz, powiążesz w zgrabną całość – mówiła dodając, że mam świetny zmysł obserwacji i talent pisarski. I tak oto Hanka B. stała się położną, pomagającą urodzić się „Bibliotekarkom”, mojej pierwszej powieści. Wysłałam ją do wielu wydawców, ale żaden nie podjął się opublikowania, jeden z nich zaś napisał, że powieść jest „dziwna”. Wreszcie poznał się na niej krakowski „Skrzat”. „Bibliotekarki” wzbudziły wiele kontrowersji i skrajnych opinii, między innymi dlatego, że sporo czytelników nie zrozumiało satyrycznej konwencji utworu. Ale powieść sprzedawała się znakomicie.
Co było dla Pani inspiracją do napisania książki „Na karuzeli”?
Hm, tak dosłownie? Otóż zasłyszana od znajomej opowieść o jej córce, której jakoby „przewróciło się w głowie”, gdyż po osiągnięciu życiowych sukcesów zerwała kontakty z rodziną. Ta sama znajoma nadepnęła mi na odcisk, niesprawiedliwie oceniając mnie i moją córkę, która bardzo jej swoim czasie pomagała. Nie powinno się denerwować pisarzy. Zaczęłam się zastanawiać, co było przyczyną takiego, nie innego postępowania wymienionej wyżej dziewczyny, bo przecież nic nie dzieje się bez powodu. Poskładałam fragmenty mozaiki, wyciągnęłam wnioski i tak oto karuzela zaczęła się kręcić.
Jak się pisze takie utwory? Nie miała Pani problemu z gubieniem się w tej historii?
Już przede mną napisano takie utwory. Ja, tworząc swoją retrospekcję doskonale wiedziałam, co chcę przekazać i z czego to wynika. Nie było tak, że napisawszy powieść, odwróciłam ją do góry nogami. Razem z bohaterkami wędrowałam od współczesności coraz dalej w przeszłość, cały czas mając świadomość, jak każdy jej szczegół wpływa na psychikę postaci i determinuje ich wybory. Poza tym jestem osobą świetnie zorganizowaną, dokładną i skrupulatną, zatem absolutnie nie miałam problemu z zagubieniem się w opisywanej historii. Było to też wyzwanie do solidnego sklecenia tej układanki, które sprawiało mi frajdę. A ja bardzo nie lubię się nudzić podczas pisania, proces tworzenia musi mnie również bawić.
Co zatem sprawiło Pani największą frajdę podczas pisania tej powieści? Dało najwięcej wspomnianej przez Panią zabawy?
Wiedziałam, co chcę osiągnąć oraz przekazać, kiedy zaczęłam pisać „Na karuzeli”. W duchu żywiłam jednak nieco obaw, bo pierwszy raz tworzyłam retrospekcję, co ponoć nie należy do łatwych zadań. Praca jednak postępowała, powieść przybierała konkretny kształt, a ja czułam satysfakcję, że się udaje i to jak! Poza tym… wiele razy mówiłam, że najlepiej mi się pisze, kiedy jestem potężnie zdenerwowana. Pewnie narażę się niektórym, lecz wszystkie moje utwory są również słodką zemstą, próbą wyrównania rachunków z ludźmi, którzy słusznie mi podpadli… Opisując pewne zachowania i postawy, zarazem ostrzegam przed nimi. Bawiłam się wtedy wspaniale, uśmiechając się „pod wąsem”. Cóż, każdy jest tylko człowiekiem.
Dlaczego na początku pojawia się wiersz Mirona Białoszewskiego „Karuzela z madonnami”, jak bardzo łączy się on z tematyką książki?
Proletariackie madonny występują w wierszu Białoszewskiego, „one wiszą nad nami, nad ziemią”, niby w nieustającym ruchu, a tak naprawdę są przykute do swoich miejsc, do ról, jakie przyszło im zagrać na scenie życia. Czasem się unoszą w górę, czasem spadają… też jak w życiu. Ludzką egzystencję można porównać do kręcącej się karuzeli.
Czy powieść”Na karuzeli” bardzo różni się od „Bibliotekarek” – Pani literackiego debiutu?
„Na karuzeli” jest szerszą opowieścią o życiu, z bohaterkami powieści może się utożsamić wiele osób. „Bibliotekarki” to satyryczna powieść środowiskowa. Książka „Na karuzeli” obfituje w smutne i dramatyczne sytuacje oraz sceny erotyczne, „Bibliotekarki” cechuje absurdalny humor, surrealistyczne historie. Pewna recenzentka nazwała tę powieść „Bareją w bibliotece”, z czym się absolutnie zgadzam. Podczas lektury „Na karuzeli” czytelnikowi ściska się serce, a w bibliotece się często śmieje… choć tutaj można zacytować Gogola: „z kogo się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!” „Na karuzeli” to retrospekcja, „Bibliotekarki” są napisane „po bożemu”.
Czy pisząc „Bibliotekarki” czerpała Pani z własnych doświadczeń? W końcu pracowała Pani w tym zawodzie i pewnie zna go od podszewki.
Ależ oczywiście, zwłaszcza, że ja umiem pisać tylko o tym, co znam. Zawód istotnie znam od podszewki, choć niektórzy czytelnicy oburzali się, że zmyślam i pewnie nigdy nie byłam w bibliotece. Dodam, iż zarzucano mi kłamstwo, kiedy opisywałam sytuacje skopiowane prosto z życia. Natomiast chwalono mnie za realizm i prawdę, gdy wymyśliłam coś zupełnie od czapy. Prawie wszystko na odwrót.
Dlaczego bohaterki „Na karuzeli” powielają błędy i zachowania swoich matek? Jest jakaś recepta na to, aby zamknąć ten „przeklęty krąg”?
Ponieważ nie znają innych wzorców. Większość z nas powiela to, czego byliśmy świadkami w rodzinnym domu, co mamy niejako wdrukowane w geny. Łatwiej iść znaną ścieżką, niż odkrywać nowe, czyż nie? Można się wyrwać z zaklętego kręgu, ale trzeba mieć ogromną samoświadomość, determinację, wiedzieć, czego się chce od życia i być twardo ukierunkowanym na cel. Taka jest Dagmara, najmłodsza bohaterka „Na karuzeli”. Silna kobieta, pokroju Scarlett O’Hara.
Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę dalszych sukcesów literackich!
Teresa Monika Rudzka — urodziła się we Wrocławiu, od wielu lat mieszka w Lublinie. Pracowała jako bibliotekarka, agentka ubezpieczeniowa i sekretarka. Obecnie zajmuje się dziennikarstwem pisząc najczęściej do kobiecych czasopism. Lubi koty, dobre książki i filmy oraz niekonwencjonalne, ale przyjemne życie. „Bibliotekarki” były jej debiutem książkowym. Książka opublikowana w październiku 2010 szybko stała się bestsellerem. W 2011 r. ukazała się druga powieść Teresy Moniki Rudzkiej „Singielka”, a w listopadzie 2013 r. trzecia pod tytułem „Kuzyneczki”. 10 września 2014 r. premierę miała czwarta książka, oparta na faktach – „Zawsze będę Cię kochać”, a 30 marca 2016 r. powieść „Na karuzeli”.






3 Replies to “O pracy w bibliotece, powieści „Na karuzeli” oraz literackim debiucie – wywiad z Teresą Moniką Rudzką”