„Uciekinierki” P. Palmade’a i C. Duthurona w reżyserii Wojciecha Adamczyka

Spektakl Uciekinierki - pierwsza scena - bohaterki planują ucieczkę autostopem i czekają na samochód, zaciekle się kłócąc

Od 29 maja w warszawskim Teatrze Ateneum można obejrzeć uroczą komedię w reżyserii Wojciecha Adamczyka – „Uciekinierki”.

„Uciekinierki” (fr. Fugueuses) to francuska sztuka stworzona przez Pierre’a Palmade’a oraz Christophe’a Duthurona. Po raz pierwszy wystawiono ją w Bordeaux w 2007 r. Spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem. Główne role zagrały Line Renaud i Muriel Robin, prywatnie przyjaciółki od ponad dwudziestu lat. Plotka głosi, że początkowo rolę Margot zaproponowano innej aktorce Isabelle Mergault, ale Renaud przekonała reżysera do obsadzenia w niej Robin. Kolejna ciekawostka – gdy spektakl wyemitowano we francuskiej telewizji, przyciągnął przed ekrany aż osiem milionów widzów, co stanowi ewenement, jeśli chodzi o telewizję publiczną we Francji.

Duet fenomenalny

Uciekinierki - scena końcowa
Sylwia Zmitrowicz i Magdalena Zawadzka w spektaklu „Uciekinierki” (reż. Wojciech Adamczyk, fot. Bartek Warzecha).

U Wojciecha Adamczyka jako Claude występuje wspaniała Magdalena Zawadzka. Bardzo lubię tę aktorkę, ma ogromny talent komediowy. Nie sposób się nudzić na spektaklu z jej udziałem. Fakt, że była żoną wybitnego Gustawa Holoubka, jest powszechnie znany, ale warto też wiedzieć, że napisała książkę o ich związku („Gustaw i ja”), wydaną przez Marginesy. Gdyby ktoś był zainteresowany historią samej Zawadzkiej i jej rodziny, może sięgnąć po autobiograficzny „Kij w mrowisko”.

Z kolei Sylwia Zmitrowicz (czyli Margot) to nie tylko aktorka teatralna, ale także telewizyjna, kojarzona między innymi z „Ranczem”, „Hotelem 52” czy „13 posterunkiem”. Z Teatrem Ateneum jest związana od 2018 r., wcześniej pracowała w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu oraz w Teatrze im. Konieczki w Bydgoszczy. Choć mniej znana i uznana od Magdaleny Zawadzkiej, w „Uciekinierkach” nie oddaje pola. Obie tworzą fantastyczny duet, „chemię” widać gołym okiem.

„Uciekinierki” opowiadają o dwóch paniach, które postanawiają porzucić dotychczasowe życie i udać się w podróż. Bez określonego planu, spontaniczną. To samotne, obce sobie kobiety, które przypadkiem połączył los. Ich relacja jest burzliwa, temperamenty skrajnie różne, ale powodowane tym samym impulsem ucieczki z klatki, jaką stało się ich życie, nieoczekiwanie budują silną więź.

Pełna werwy seniorka i pani domu, której skończyła się cierpliwość

Uciekinierki - scena w więzieniu
Kadr ze spektaklu „Uciekinierki” (reż. Wojciech Adamczyk, fot. Bartek Warzecha) – scena w więzieniu.

Claude nielegalnie opuszcza Glaïeuls – dom starców. Umieścił ją tam syn, rewanżując się za całe lata zaniedbywania. (Nawiasem mówiąc, nazwa tej instytucji jest nieprzypadkowa i dowcipna. Oznacza bowiem kwiaty zwane w Polsce mieczykami. Mieczykami często dekoruje się groby. Według niektórych źródeł symbolizują pamięć.) Claude jest barwną postacią. Dopóki nie trafiła do domu starców, chwytała dzień, żyła pełną piersią. Daleka od demencji, nie zamierza pogodzić się z decyzją syna bez walki.

Margot, dotąd kura domowa, ucieka w dniu osiemnastych urodzin córki. Zostawia list o treści: Pierdolę. W odpowiedzi dostaje esemesa od rodziny: Rób co chcesz, kładziemy się spać. Niedoceniana przez najbliższych, niespełniona, w końcu ma dość, czara goryczy się przelewa. Pragnie czegoś więcej i nareszcie odważa się po to sięgnąć. I tu piękny cytat: Chodzę ze sobą w ciąży od dwudziestu lat. Margot postanawia narodzić się na nowo. Chociaż przez większość czasu nie uświadamia sobie tego, tak naprawdę ma wiele szczęścia, że na swojej drodze spotyka Claude. To dzięki niej nie poddaje się i konsekwentnie dąży do samorealizacji.

Spektakl Wojciecha Adamczyka trwa około półtorej godziny – „Uciekinierki” to jednoaktówka. Za każdym razem, gdy po skończonej scenie opada kurtyna, słychać miłą dla ucha francuską muzykę w opracowaniu Adamczyka, a po kurtynie wędruje tajemnicze światełko. Sympatyczny akcent stanowi wysuwająca się wtedy znienacka dłoń w białej rękawiczce z tabliczką głoszącą „Jeszcze chwileczkę” albo „Teraz też jeszcze momencik” czy „To jeszcze nie koniec”. Za ciekawą scenografię i ładne kostiumy odpowiada Katarzyna Adamczyk. Jedyne, co budzi we mnie mieszane uczucia, to specyficzne projekcje Magdaleny Ziarnik.

Duch feminizmu

Kadr ze spektaklu „Uciekinierki” (reż. Wojciech Adamczyk, fot. Bartek Warzecha) – scena w lesie.

Sztuka jest napisana z dużym wyczuciem komizmu, cała najeżona grami słownymi (brawa dla przekładu Barbary Grzegorzewskiej!).  Jest czarująca i mądra. I w sam raz na dzisiejsze czasy, bo ma w sobie ducha feminizmu, oj, ma. Gorąco zachęcam do obejrzenia.

* Zdjęcie główne wykorzystane w recenzji to kadr ze spektaklu „Uciekinierki” w reż. Wojciecha Adamczyka (fot. Bartek Warzecha).


Za zaproszenie na spektakl dziękujemy:

Teatr Ateneum logo

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close